Małgorzata Kidawa-Błońska we Wschowie, czyli PO bez zmian na peryferiach cz. 1

Platforma Obywatelska w końcu ma jakąś kotwicę we Wschowie. Przynajmniej tak twierdzi poseł Waldemar Sługocki. Do niedawna tak nie było, chociaż być może zainteresowani mogliby podejrzewać, że taką rolę pełnił do tej pory obecny wiceburmistrz Marek Kraśny. Jednak chyba nie, przynajmniej poseł tego nie zauważył i przemilczał dotychczasową, ewentualną działalność osób, które jakoś się identyfikowały z tą partią. Więc skoro nie było kotwicy,  PO do tej pory czuło się nieco ograniczone w swoich działaniach na terenie gminy, ale teraz to się zmieni. Tą kotwicą, zdaniem posła, są dwie osoby, czyli burmistrz Konrad Antkowiak i mecenas Krzysztof Kola (również radny i wiceprzewodniczący Rady Miejskiej). Sługocki obiecał też, że powstanie we Wschowie jego biuro poselskie.

I w sumie to chyba najważniejsze informacje, jakie pojawiły się na poniedziałkowym (26 lipca) spotkaniu marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Anny Polak, posłanki Katarzyny Osos i posłów Waldemara Sługockiego i Grzegorza Rusieckiego z mieszkańcami Wschowy.

Która z tych twarzy jest prawdziwa

Spotkanie to można by podzielić na dwie części. Póki na sali z mieszkańcami rozmawiała Małgorzata Kidawa-Błońska, można było odnieść wrażenie, że PO jest partią, która z trudem, bo z trudem, ale powoli i mozolnie wyciąga wnioski ze swoich błędów i porażek. I być może – chociaż tego nie ujawniono – ma jakiś konkretny plan na siebie i Polskę. W drugiej części, kiedy Kidawa-Błońska opuściła spotkanie, ponieważ w planach było następne, inicjatywę przejął poseł Waldemar Sługocki. W tej części poza narzekaniem na PiS, 500+ i wyborców partii rządzącej – niczego innego usłyszeć się nie dało. Trudno powiedzieć, która z tych twarzy jest prawdziwa. Pewnie obie. To znaczy, że PO nadal nie ma pomysłu na siebie i Polskę, ale wciąż sięga po zdarte, wręcz już niesmaczne (powiedziałbym, że koszmarne) opowieści, jak to wyborcy PiS to jednak nieco inna kategoria polskiego społeczeństwa. Raczej ta gorsza, bo mało rozgarnięta, czekająca na jałmużnę od państwa i niezaradna.

Relacja z tego spotkania jest dostępna na youtube, nie będę jej całej omawiał, ale na kilka szczegółów zwrócę uwagę.

Urzędowa nowomowa

Otóż na początku spotkania mieszkaniec Tylewic zabrał głos i zwrócił uwagę na to, że w gminie nie dba się o ochronę środowiska. Odpowiadała na to marszałek Polak. Proszę wysłuchać tego fragmentu, ponieważ jej dość długa wypowiedź miała charakter takiej typowej urzędowej nowomowy. Myślę, że nikt po 10 sekundach nie byłby w stanie powtórzyć o co chodzi, pomimo tego, że pani marszałek operowała liczbami i zapewne merytoryczną wiedzą. W którymś momencie marszałek Kidawa-Błońska zwróciła na to uwagę, mówiąc do swojej koleżanki, żeby wytłumaczyła, co oznacza ZIT, taki skrót, którym operowała marszałek województwa lubuskiego. Myślę, że Kidawa-Błońska już na początku dała do zrozumienia, że warto mówić tak, aby cały ten przekaz był zrozumiały dla słuchaczy, ale bez skutku. Marszałek Polak dalej mówiła, ale nadal był to język zrozumiały jedynie dla wyspecjalizowanych urzędników, którzy godzinami, tygodniami i latami zajmują się tą tematyką. Całą wypowiedź marszałek Polak podsumował wspomniany wcześniej mieszkaniec Tylewic, mówiąc, że nic z tego nie rozumie. Słyszy, że są jakieś miliony, ale byłoby dla niego lepiej, gdyby pani marszałek powiedziała konkretnie – takie i takie rzeczy powstaną w gminie Wschowa. Podjęła ten wątek wypowiedzi Kidawa-Błońska, mówiąc, że rzeczywiście byłoby to bardziej zrozumiałe, bo można mówić o milionach i fajnie, że są one do wydania, ale kiedy nie wiadomo na jaki konkretny cel zostaną przekazane, to odbiorca takich wiadomości, niewiele z tego rozumie.

Mieszkaniec Tylewic

Owszem, marszałek Polak w dalszej części wytłumaczyła w czym rzecz – to znaczy, że miliony są do wzięcia, gminy mogą się o nie ubiegać, ale problem polega na tym, że plany inwestycyjne gmin i środki zabezpieczone na ten cel, nieco te gminy ograniczają, czego przykładem jest sytuacja, że pieniądze przeznaczone na wymianę pieców wcale nie są tak chętnie przez lubuskie samorządy brane pod uwagę. Między innymi dlatego, że wkład samorządów wynosi 30% (50% dofinansowania samorządu lubuskiego i 20% wkładu własnego osoby, która chciałaby wymienić stary piec na ekologiczny). Jest to w ogóle ciekawy wątek w jaki sposób te pieniądze na czyste powietrze są pomyślane. Wymaga on osobnego wpisu. Wydaje się, że mieszkaniec Tylewic, który zwracał uwagę na realia, mówiąc, że dla wielu mieszkańców nawet wkład w wysokości 20% jest problemem – dużo mówi o samym programie i  ocenie finansowych możliwości mieszkańców województwa lubuskiego, jak i samorządów.

Peryferyjne miasteczka a lokalni liderzy PO

Tak na marginesie, kiedy słyszę wyuczone formułki (nie pierwszy raz, bo pojawiają się one na każdym spotkaniu z liderami PO) typu: bardzo dziękuję za tę uwagę, przepracowaliśmy ten problem, wyciągnęliśmy wnioski, popełnialiśmy błędy itp. – to odnoszę wrażenie, że na poziomie języka na pewno PO wypracowało jakiś schemat (nużący, bazujący na kilku powtarzanych bez większej refleksji zwrotach), ale nadal, po 6 latach od przegranej w 2015, nie przekłada się to na żadne działanie na poziomie peryferyjnych miast. Czego przykładem były uwagi jednego z małżeństw, które mówiło o takich prostych uchybieniach, jak brak kampanii wyborczej prezydenta Komorowskiego na prowincji sprzed lat, kiedy ubiegał się o reelekcję, jak brak reakcji posłów na maile mieszkańców gminy w sprawie Strajku Kobiet, czy brak odpowiedniego nagłośnienia samego spotkania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z mieszkańcami Wschowy. Za każdym razem goście odpowiadali – dziękuję za tę uwagę, wyciągamy wnioski, popełnialiśmy błędy, to bardzo gorzkie doświadczenia, to się więcej nie powtórzy itd., itp. Rozumiem, że w rodzinie trzeba ze sobą takie rozmowy prowadzić. Ale lata mijają, a PO wciąż wyciąga wnioski i się uczy, nawet teraz, po 26 lipca 2021 roku znowu przyjmie pokornie lekcję w sprawie nagłaśniania spotkań ze swoimi liderami.

Gdyby byli murarzami

Trudno uwierzyć, nie będąc członkiem ani wyznawcą PO, że lokalni liderzy poważnie traktują mieszkańców peryferii. Moim zdaniem ich lekceważą i nie traktują poważnie. W normalnych warunkach, nie będąc sympatykiem PO, trudno byłoby im zaufać. Na przykład gdyby byli murarzami i co chwilę, powtarzając te same błędy, przekonywaliby pracodawcę, mówiąc, że dziękują za jego uwagi, że nie dopilnowali terminów, ale bardzo to przeżyli, i że to dla nich gorzkie doświadczenie, że ściana, którą postawili jest krzywa, ale wyciągną wnioski i przepracują tę krzywiznę. Naprawdę – niezła taktyka, ale chyba możliwa dzisiaj jedynie w platformerskiej bańce na prowincji. Wątpię, żeby liderzy PO posługiwali się takim językiem w większych miastach.

Będzie część druga

I tak bym w skrócie podsumował pierwszą część spotkania. A więc do czasu, kiedy na sali była jeszcze obecna Małgorzata Kidawa-Błońska. O drugiej części napiszę w następnym wpisie.

Dodaj komentarz