1. Spotykam czasami znajomych i mam poczucie, że powinienem o nich napisać. Bez wdawania się w szczegóły – kto to jest i z kim sypia. Z osobami, które spotykam, różnie bywa. To znaczy relacje nasze mają różne kolory. Jedne mniej, a drugie bardziej intensywne. Pewnie dlatego, że rzadko się spotykamy, rozmawiamy, wspieramy, rzadko dajemy sobie coś dobrego, chociaż się cenimy, dobrze o sobie myślimy itd.
2. Od dłuższego czasu myślałem o obokach, żeby przeorganizować blog Nowe Opinie i na jego zasadach, wprowadzić kategorię ,,blog”, co byłoby w sumie pleonazmem. Oboki, to jest nieistniejąca liczba mnoga przyimka ,,obok”. Do pewnego stopnia – tak myślę – oboki są moimi znajomymi, o których wspomniałem wyżej. Może się wydawać, że ich nie ma, bo się o nich nie wspomina, wykreśliło się ich z różnych oficjalnych stron internetowych, pism i takich tam innych. A jednak ich spotykam, rozmawiam z nimi, więc wiem, że są. Ale oboki, to nie tylko moi znajomi.
3. Reżim, to pojęcie, które chodzi za mną od dłuższego czasu. Myślę, że od pół roku. Nie to, żebym robił z tego jakąś aferę, bo przecież za każdym coś chodzi. Za jednymi cudze facebookowe wpisy, publikowane na prywatnych profilach, jako swoje. Za innymi ciężka, sportowa orka, żeby swoje granice komfortu przenieść o dwa metry, innym z kolei żyć nie daje pobudka o 5 rano, żeby od 6 do 14 zapierdalać fizycznie i nie mieć sił do końca dnia, a jeszcze inni zastanawiają się od rana do wieczora, jak skutecznie przed wszystkimi odgrywać swoją rolę, żeby nikt w tym nie rozpoznał ściemy.
Co by nie mówić – reżim (z francuskiego – porządek) to pojęcie nieprecyzyjne. Można je dwojako rozumieć. Mnie właściwie ani jedna (radykalna), ani druga (neutralna) definicja nie przekonują. Dlatego, kiedy będę używał tego pojęcia, będę myślał, co następuje: jest to sytuacja, w której powołane do władzy osoby według standardów, które wszyscy aktorzy akceptują na każdym szczeblu administracyjnym (w wyniku kampanii wyborczej, powszechnych wyborów, ogłaszanych konkursów itp.), zaczynają rządzić wbrew tym standardom. W mojej definicji – jeżeli tak się dzieje, jest to władza nielegalna i bezprawna (nielegalność i bezprawie są pojęciami, które wchodzą w skład radykalnej definicji reżimu). Z tej prostej przyczyny, że wykorzystała powszechnie obowiązujące standardy, by sprawować swoją władzę wbrew nim, wbrew umowie, na którą bez przymusu przystała.
4. Ostatnio uznaliśmy z jednym/jedną z moich dobrych znajomych, że jesteśmy w stanie zrozumieć, jak działają ludzie w systemach autorytarnych. Tak się stało – to chyba przypadek – że jako przykład omawialiśmy Wschowę. Nie wiem już – które z nas było bardziej radykalne. Na różne sposoby mogliśmy być nieco rozgoryczeni (to nic takiego, każdemu się zdarza), na pewno mamy nieco inne doświadczenia. Jedno nas niewątpliwie łączy – umiemy żyć, jak legendarny Paweł z Tarsu – w dobrobycie i niedostatku, z pełnym lub pustym żołądkiem. Byliśmy zdania, że czy to stalinizm, czy nazizm, czy współczesne formy rządzenia w małych prowincjonalnych miasteczkach (nie stawiamy tutaj znaku równości) – zawsze będą tacy, którzy się w tym odnajdą i tacy, których to będzie uwierać. Dla jednych współpraca – tak sobie rozmawialiśmy pod słońcem – z takim systemem nie robi różnicy, dla innych robi ogromną różnicę. Zbigniew Herbert by napisał, że to kwestia smaku i chociaż nie lubię Herberta, bo w mojej ocenie jego poezja przejawia niestety autorytarne akcenty, to rzeczywiście tak jest. Z tym rozróżnieniem, że pojęcie ,,smaku” u poety ma doraźną kategorią – teraźniejszą. Z perspektywy kilkuset lat, a nawet kilkudziesięciu – kategoria smaku ewoluuje. Pojawiają się w zamian inne pojęcia – albo ktoś jest tyranem, albo nie. Albo ktoś z tyranem współpracował, albo nie. Albo ktoś mu donosił, albo nie. Itd., itp. W każdym razie to, co Herbert w czasie, kiedy pisał, nazywał smakiem, po kilkudziesięciu latach nazywano zdecydowanie radykalniej. I ci, którzy nie widzieli tego dość subtelnego rozróżnienia, zostali w III RP nazwani donosicielami, współpracownikami, sprzedawczykami itp., itd. Smak, to niezła kategoria do opisywania rzeczywistości.
5. Obok jest przyimkiem. Chroń nas panie boże przed jego wpływem. Jak mówi wikipedia – jest nieodmienny i niesamodzielny. Tym bardziej jego nieistniejąca liczba mnoga – oboki.
6. Zatem reżim, widziany oczami oboków, opisany przez nielubianego przeze mnie poetę Herberta, wygląda mniej więcej tak – Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana (Marek Tulliusz obracał się w grobie)/ łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy/Dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu/Składnia pozbawiona urody koniunktiwu
I jeszcze ten poeta dodaje (chyba w ramach autoterapii): Tak więc estetyka może być pomocna w życiu/Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie.
A jak wygląda reżim oczami reżimowców? Na to pytanie póki co, nie trzeba chyba odpowiadać, prawda? Każdy chyba wie, gdzie zajrzeć, na które strony internetowe, by się o tym przekonać.