1. Jest taka opowieść w wywiadzie-rzece ze Zdzisławem Najderem (1), kiedy Najder opisuje swoje kontakty z polskimi intelektualistami (politykami, naukowcami, pisarzami, w tym z Czesławem Miłoszem) podczas pobytu w USA, gdzie wykładał literaturę. W jednym z fragmentów, poświęconym Witoldowi Jedlickiemu (niezwykle barwna postać, pochodzenia żydowskiego, zdaje się w konflikcie izraelsko-palestyńskim, stał po stronie Palestyny) tak o nim pisał: ,,Często zachowywał się w sposób dosyć skandaliczny: upijał się, kładł się na środku podłogi i śpiewał – Jeszcze Polska nie zginęła. Nie wiadomo było, co z nim wtedy zrobić, i nie wiadomo było, co on chce przez to powiedzieć” (s. 277).
2. Ten cytat kojarzy mi się z nowym, wschowskim muralem, ilustrującym rzekomy wypad na Wschowę. Widzę w tej ilustracji właśnie taki stan upojenia, kiedy pod jego wpływem, śpiewa się polski hymn, ale odbiorcy tego zjawiska za bardzo nie wiedzą, co ze sobą zrobić, nie za bardzo też wiedzą, jak rozumieć ten mural, jak o nim opowiadać swoim dzieciom, gdyby o to zapytały.
3. Mural odsłonięty 2 września we Wschowie, budzi – powiedziałbym – skrajne emocje. Dla jednych jest przykładem kiczu, zaprzeczeniem artyzmu, taką typową socrealistyczną, toporną, jednowymiarową grafiką. Dla innych – przeciwnie. Mural jest piękny, wspaniały i cudowny. Nie zmienia to faktu, że nie stanowi dla lokalnej społeczności (a przynajmniej dla tych, którzy się publicznie o muralu wypowiadają) czegoś, co by tę społeczność łączyło, nie jest też pod tym względem neutralny. Jedni przechodząc obok będą mówić: co za okropieństwo. Inni – co za piękno, w sensie – piękno samo w sobie.
4. O muralu, bodajże w sobotę, mówiła Hanna Gil-Piątek. Na kongresie ruchu Polska 2050. Gil-Piątek studiowała grafikę i malarstwo na ASP w Łodzi oraz na Akademii Sztuki w Szczecinie. Wspominała tam taką swoją akcję w Szczecinie, wymierzoną w tamtejszą radę miejską, która głosem jednej z jej przedstawicieli, próbowała wykluczyć z centrum Szczecina osoby, które żyły na marginesie tego miasta. Pomysł był taki, żeby te osoby, umieścić w osobnym miejscu. I takim miejscem miało być strzeżone osiedle kontenerowe. Hanna Gil-Piątek przygotowywała wtedy dyplom i zdecydowała się postawić kontener w centrum miasta i przez trzy dni w nim mieszkać. Tak o całej tej sytuacji mówiła: ,,Musiałam zrobić dyplom ze street artu, czyli czegoś na ulicy, niekoniecznie mural, długo zastanawiałam się nad tematem”.
5. Obecna posłanka, wtedy studentka grafiki i malarstwa odżegnuje się od muralu w tej konkretnej sytuacji. Dlaczego? Bo według wszelkich definicji – mural powstaje najczęściej w porozumieniu z władzami miasta. Jeżeli trzeba, to w porozumieniu z konserwatorem, a jak jest miejski plastyk, to również i z nim takie uzgodnienia mają miejsce. Pojawienie się muralu w przestrzeni publicznej zaczyna się od wniosku do wszystkich niezbędnych instytucji, które muszą wydać zezwolenie na jego umieszczenie. Twórca więc akceptuje pewien publiczny porządek. Nie spiera się z nim. Dzięki temu mural może pełnić społeczną rolę. Jest do pewnego stopnia efektem konsultacji społecznych. Na końcu jest przyjazny i nie budzi kontrowersji.
6. Street art, na który się powołuje Gil-Piątek – przeciwnie. To rodzaj sztuki ulicznej, która nikogo nie prosi o zgodę. Nie jest typem radnego, który swoją niezależność składa na ołtarzu koalicyjnej logiki. Dlatego street art od samego początku kontestuje strukturę władzy oraz wszelkie podmioty, które w tym układzie odgrywają jakąkolwiek rolę. Najczęściej street art jest spontaniczny i chce być kontrowersyjny. Nie tylko w ten sposób, że ujawnia się poza systemem, ale również poprzez temat, który podejmuje.
Innymi słowy, żeby odnieść się do ostatnich wydarzeń, takim muralem – przenosząc definicję tego rodzaju sztuki na publiczne, wschowskie, masowe wydarzenia – była weekendowa koronacja obrazu maryjnego. Street artem zaś na pewno pierwsza manifestacja wschowskiego Strajku Kobiet, kiedy jeszcze nie była omawiana z kimkolwiek, zorganizowana spontanicznie i w taki też sposób zrealizowana.
7. Puenta jest dość prosta. Nie ma we Wschowie, w przestrzeni publicznej kogoś, czegoś, co łączyłoby mural ze street artem. Nie ma takiej siły politycznej, ngo’osowej, ani obywatelskiej. Innymi słowy nie ma wspólnoty. Burmistrzowi ostatecznie łatwiej jest się pokazać na muralowskiej imprezie, niż na street artowskiej improwizacji. Być może liczy na to, że to się przełoży na przyszły wynik wyborczy. Może się przełoży, a może nie. Nie zmienia to faktu, że żołnierski mural wypycha z tego miasta niejednoznaczny street art.
Przypisy
1. Zdzisław Najder – historyk literatury, między innymi specjalista od Josepha Conrada, przyjaciel Zbigniewa Herberta, szef polskiej sekcji radia Wolna Europa po ogłoszeniu w Polsce stanu wojennego, szefował tam do 1987 roku, miał na swoim koncie dość niejednoznaczną współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa w latach 1958-1963, w 1983 uznany przez polskie władze za winnego współpracy z amerykańskim wywiadem, skazany wtedy zaocznie przez sąd na karę śmierci, współpracował po 1989 roku z Lechem Wałęsą, był w rządzie Jana Olszewskiego