,,Wszystkie odloty Cheyenne’a”*

Motto:

Kto we ,,Wszystkich odlotach Cheyenne’a” szuka czystej rozrywki, zabawnej lekkiej komedii (jak bywa ta produkcja przez media kreowana) może się zawieść.

(Joanna Kulik, źródło: Filmweb)

I

Zacznijmy od faktów. Jest połowa lipca 2021 roku. Mniej więcej. Idę, ubrany w krótkie spodenki, t-shirt i sandały na spotkanie z panią pełnomocnik ds. organizacji pozarządowych. Idę sam, przez puste miasto, aż docieram na ulicę Niepodległości. Przed siedzibę CKiR. Spotykam tam mojego drogiego przyjaciela Krzysztofa Owoca, z którym znamy się 30 lat. Razem wchodzimy po schodach, a schody prowadzą nas do lokalu o nazwie Klubokawiarnia Piętro. Krzysztof reprezentuje stowarzyszenie Fabryka Kultury i ja chyba też. Prawdę mówiąc, mam ten problem, że najczęściej nie wiem kto mnie reprezentuje, a kogo ja mógłbym ewentualnie reprezentować, ale są to typowe problemy człowieka w wieku 40+. Nie warto im poświęcać zbyt dużo uwagi, bo odkąd pamiętam, zmagam się z niedoreprezentowaniem w jednej lub drugiej odsłonie.

W klubokawiarni Piętro jest kilka osób, może kilkanaście i wśród nich jest również pani pełnomocnik. Spotkanie się zaczyna, a potem kończy, tak po godzinie (chyba). Efektem rozmów jest deklaracja pani pełnomocnik. Brzmi ona mniej więcej tak: do 15 sierpnia drogą mailową zostanie Państwu (czyli organizacjom pozarządowym) przesłany projekt nowego programu współpracy z organizacjami pozarządowymi. Zapoznacie się z tym programem i spotkamy się ponownie, żeby ten dokument omówić.

Odlot Cheyenne’a, czyli dygresja pierwsza

Spotkanie nie było rejestrowane. Wydaje mi się, że padły tam słowa o wspólnym tworzeniu tego programu. To znaczy, urzędnicy wraz z panią pełnomocnik mieli przygotować dokument, a później miał być on omawiany i ewentualnie przerabiany (współtworzony) podczas kolejnego spotkania. Zatem, pomimo tego, że jestem przekonany, że taka była umowa, to dzisiaj trudno byłoby ją potwierdzić. Nie ma żadnego nagrania, nie ma zdjęć z tego spotkania, nie ma jakiegoś protokołu. W sumie nic nie ma. Jedynie co jest, to przeświadczenie, że w połowie lipca brało się udział w spotkaniu, gdzie – bo było gorąco – można było napić się chłodnej wody z cytryną.

II

Coś jednak chyba było na rzeczy, w sensie, chyba nienajgorzej zapamiętałem to, co wydarzyło się w lipcu, ponieważ 16 sierpnia Krzysztof Owoc skontaktował się ze mną, mówiąc, że otrzymał maila od wschowskiego urzędnika. W tym mailu napisano, cytuję: „Szanowni Państwo. Jeszcze trwają prace nad dopracowaniem  programu współpracy Gminy Wschowa z organizacjami pozarządowymi  na rok 2022. Odrobina  cierpliwości  i będziemy mogli skonsultować zapisy na nowy rok. Zapraszam wszystkich do udziału w Pikniku dla organizacji pozarządowych i dostarczenie materiałów  organizatorom. R.Chilarska”.

Odlot Cheyenne’a, czyli dygresja druga

Myślę sobie o byku Ilonie. Dlaczego w połowie lipca nie mogliśmy spotkać się z panią pełnomocnik pod pomnikiem byka Ilona. Zdolny wschowski marketingowiec mógł nam zrobić zdjęcia przy okazji i w gazecie opublikować artykuł w dziale edukacyjnym pt. Pani pełnomocnik pokazuje organizacjom pozarządowym byka Ilona.

III

Zatem mamy 16 sierpnia. Dni są coraz krótsze. Nie tylko we Wschowie. W całej niemal Europie. Jest coraz chłodniej. Dni jednocześnie się ciągną, jak guma do żucia. Nic się nie dzieje. Przynajmniej w sprawie ewentualnego, kolejnego maila od pani pełnomocnik. Nie ma czego konsultować, ale jest za to cierpliwość. W sensie organizacje pozarządowe poddane się wielkiej próbie cierpliwości. Jest to jedna z większych prób w historii wschowskiego samorządu. Trwa to mniej więcej miesiąc. I – dokładnie – 20 września pojawiają się informacje na oficjalnym fb burmistrza, jak i na stronie lokalnego portalu, że burmistrz spotkał się z pełnomocnikami. Są zdjęcia z tego spotkania. A na zdjęciach pojawia się również pani pełnomocnik ds. organizacji pozarządowych. I czytamy tam, w tym komunikacie, cytuję: – ,,Pełnomocnicy w ostatnich miesiącach kilkukrotnie spotykali się z różnymi grupami, wsłuchiwali się w potrzeby i starali się przedstawić stanowisko gminy dotyczące nowych regulacji. Nowe regulaminy zostaną w najbliższym czasie dokładnie opracowane i przedstawione organizacjom do stosownych konsultacji, przed przedłożeniem ich Radzie Miejskiej – informuje burmistrz Konrad Antkowiak”.

Odlot Cheyenne’a, czyli dygresja trzecia

Cóż, chyba na tym spotkaniu nie porozmawiali ze sobą. Bo gdyby porozmawiali, to pani pełnomocnik na pewno zdałaby relację z jedynego, lipcowego spotkania z org. pozarządowymi i wspomniałaby o deklaracjach, jakie tam padły. Zatem wynika z tego, że raczej wszyscy, którzy są na tych zdjęciach, weszli do sali, fotograf pstryknął kilka fotek i od razu po sesji fotograficznej, każdy poszedł w swoją stronę. A potem ktoś te zdjęcia przerzucił na komputer, dodał tekst i poszedł w świat komunikat o spotkaniu. Tak się robi dzisiaj lokalną politykę, barany z opozycji – chciałoby się powiedzieć.

IV

Potem przyszła kalendarzowa jesień. Kolejne dni (dokładnie 20 dni) bez obiecanego maila od pani pełnomocnik. Jest już naprawdę chłodno. Wieczory to w ogóle zapomnij. Okna trzeba w domu zamykać późnym popołudniem, chyba, że ktoś lubi zimny chów. Aż tu nagle pani pełnomocnik ds. organizacji pozarządowych pojawia się 9 października na pikniku organizacji pozarządowych. Jest w tym jakaś przewrotność losu. Pani pełnomocnik pamiętała, żeby wziąć udział w pikniku, ale wciąż nie ma od niej informacji mailowej. A to już prawie trzy miesiące minęły od pierwszego i jedynego do tej pory spotkania z panią pełnomocnik

Odlot Cheyenne’a, czyli dygresja czwarta

Wiem, że się powtarzam. Że zaczyna to być irytujące. Że to czepialstwo, marudzenie, typowo się robi. Taka typowa Wschowa w pigułce, prawda? Nic się nie podoba. No cholera jasna. Jest piknik, to ten będzie płakał, że pani pełnomocnik od prawie trzech miesięcy nie wysłała obiecanego org. pozarządowym programu współpracy. Naprawdę trzeba być niespełna wszystkiego, żeby do tego stopnia się awanturować.

V

A, byłbym zapomniał. Skłamałem. Kurczę. I to w tak długim tekście. Otóż nie. Dzień wcześniej, 8 października organizacje pozarządowe otrzymały wiadomość od urzędnika (nie mylić z pełnomocnikiem) z informacją, że tego dnia (fanfary) opublikowano na stronie gminy dwa zarządzenia w sprawie konsultacji. Jednym z tych zarządzeń jest ów mityczny program współpracy z organizacjami pozarządowymi. I chociaż urzędnik pisze w tym mailu, cytuję: ,,Są to dwa odrębne dokumenty, które regulują przede wszystkim zasady wspierania klubów sportowych na terenie Gminy Wschowa. Zapraszamy do konsultacji.”, to po lekturze tych dokumentów każdy średnio rozgarnięty czytelnik będzie wiedział, że one nie regulują przede wszystkim zasad wspierania klubów sportowych. Regulują również zasady wspierania organizacji pozarządowych. No, ale tego urzędnik mógł nie wiedzieć. Mógł nie przeczytać tych dokumentów. Nie wnikam. Nie ma co wnikać. Ważne, że jest 12 dni na konsultacje. Kończą się one 20 października.

Forma konsultacji? Cytuję za rozporządzeniem: ,,konsultacje zostaną przeprowadzone poprzez zamieszczenie projektu uchwały na stronie internetowej Urzędu Miasta i Gminy Wschowa http://www.gminawschowa.pl, w Biuletynie Informacji Publicznej oraz na tablicy ogłoszeń Urzędu Miasta i Gminy Wschowa. § 4. 1. Opinie można składać na piśmie lub przesyłać elektronicznie, w terminie określonym w §2.”. Po całość odsyłam do miejsc, wskazanych w cytowanym fragmencie.

Odlot Cheyenne’a, czyli dygresja piąta

Kończy się ten mail niezwykle miłym zaproszeniem do konsultacji. Nie można odmówić temu zaproszeniu zasad kultury, obowiązujących w cywilizowanym świecie. Głupio jest pytać, a kiedy spotkanie z panią pełnomocnik, bo wyjdzie się na jakiegoś odszczepieńca i sekciarza w jednym. Poza tym wyjdzie się na człowieka, który nie zna prawa, ustaw i uchwał. Wyjdzie się na kogoś kto nie ma wykształcenia prawniczego i chyba nigdy nie widział na oczy radcy prawnego albo pani mecenas. Takie rzeczy to tylko we Wschowie. Przecież wyraźnie jest napisane w polskim prawie, że gmina konsultuje program z organizacjami pozarządowymi. Gdzie tam masz napisane o jakichś spotkaniach z panią pełnomocnik w klubokawiarni Piętro?

VI

No i potem mija znowu kilka dni, weekend mija i pojawia się kolejny mail. To się dzieje 11 lub 12 października. I mowa w nim, że pani pełnomocnik zaprasza wszystkie org. pozarządowe do Klubokawiarni Piętro. Spotkanie odbędzie się 18 października, o godz. 16:30. Dotyczy konsultacji programu współpracy z organizacjami pozarządowymi na 2022 rok.

Odlot Cheyenne’a, czyli dygresja szósta

Czego nie rozumiesz?

________________________________________________________

* tytuł wpisu zapożyczony z filmu Paolo Sorrentino o tym samym tytule: ,,Wszystkie odloty Cheyenne’a”. Rok produkcji: 2011. Czas trwania: 118 minut.

Opis filmu: „Porywający”, „wyśmienity”, „na przemian – prześmieszny i wzruszający” – ten film  to popis genialnego aktorstwa, dwukrotnego zdobywcy Oscara – Seana Penna. Trudny do rozpoznania pod burzą kruczoczarnych włosów, z uszminkowanymi na czerwono ustami Sean Penn zachwyca rolą ekscentrycznego rockmena. Tytułowy Cheyenne za sprawą jednego wydarzenia wyruszy w wypełnioną przedziwnymi zdarzeniami podróż życia i przekona się, że największy życiowy odlot, wciąż jest jeszcze przed nim. Najnowszy film Paolo Sorrentino wzbudził olbrzymie emocje w Cannes i otrzymał jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień festiwalu. Mieszanka fantastycznego humoru i gorzkiej ironii tworzy w filmie prawdziwie rockandrollowy emocjonalny koktajl (tekst: ARS)

Foto wykorzystane w grafice: Joachim Laatz z Pixabay 

4 odpowiedzi

  1. W ostatnim zdaniu wpisu pyta Pan „czego nie rozumiesz”? Odpowiem Panu, czego ja nie rozumiem. Nie rozumiem [choć znam powód] kodowania większości wpisów. Do tej pory naiwnie myślałam, że każdemu blogerowi zależy na jak największej ilości odwiedzających, komentujących itd. A tu zonk. Może takie są praktyki – nie jestem biegła w tych nowoczesnych ustrojstwach, ale wydaje mi się że taka decyzja, to strzał w swoje kolano, czyt. „kolano” bloga. Wiem, że nie tylko jest to moja opinia. Ale pański blog – pańskie prawo. Szkoda!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pani Urszulo. Powinienem Pani komentarz pominąć milczeniem, albo jakoś zgrabnie odpowiedzieć, ale myślę sobie, a co tam, odpowiem. Rzeczywiście z Pani perspektywy może to wyglądać tak, jak Pani podejrzewa. Proszę mi wierzyć, że nie. Nie chodzi o pieniądze, mówmy sobie wprost, skoro podjęła Pani ten wątek. Zresztą jest Pani jedną z niewielu mi znanych osób, które nie owijają w bawełnę w publicznej sferze. Przynajmniej w tej kwestii.

      Wprowadziłem te ograniczenia ze względu na minimalny szacunek do siebie samego. Ostatnio jeden ze społeczników opowiadał mi, że był na spotkaniu z Wojciechem Jagielskim w Lesznie. Miesiąc temu chyba. I kiedy przyszła kolej na pytania od uczestników, jeden z nich powiedział – panie Jagielski, kiedyś można było Pana czytać bez problemów, a teraz w tym Tygodniku Powszechnym wprowadzono limit i trzeba płacić za dostęp do Pana tekstów. Na co Jagielski powiedział – Wie Pan, ja też, jak wychodzę rano po bułki, dziwię się, że muszę za nie zapłacić. No i ten społecznik mówi do mnie – jesteś chyba ostatnim, którego można czytać za darmo. A ja sobie pomyślałem – hmm, a właśnie, że nie ;)))))
      I powiem Pani, że nie o zapłatę mi w tej całej opowieści chodzi. Jestem zdania, że to, co piszę, ma wartość intelektualną. I jestem z tego dumny. Ludzie przyzwyczaili się, że można sobie z niej korzystać jak się chce i ile się chce. Mało tego, potrafią z tego korzystać i traktować, jak swoje. No i ja mówię – a właśnie, że nie.
      W kolano? Że nikt nie będzie czytał? Może i nie będzie, ale to nie mój problem. Nie jestem politykiem.

      Polubienie

  2. Jako człowiek dobrze wychowany, nie mógł mi Pan nie odpowiedzieć. Po raz pierwszy, nie zgadzam się z ani jednym powyższym, pańskim twierdzeniem. Może to i dobrze, bo cytując klasyka, kiedy dwie osoby mówią to samo – nie mówią nic.
    Na zakończenie; z całym szacunkiem i szczerze, życzę Panu rozpoznawalności i dorobku Wojciecha Jagielskiego.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ładnie pani to puentuje. Mam wrażenie, po takiej puencie, że w sumie nie o rozmowę chodzi, tylko o znalezienie błyskotliwej (mniej lub bardziej) konkluzji. Podając ten przykład z Jagielskim, zastanawiałem się, czy Pani rzeczywiście wyciągnie mi tego Jagielskiego, hehe. W sumie czego mogłem się spodziewać. W każdym razie – mało kto może się równać z mistrzem Jagielskim. Faktem jest, że tak, jak ja nie piszę o Afganistanie, tak mistrz Jagielski nie pisze o Wschowie. Miłego dnia.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Urszula Chudak Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.