Prospero myśli o śmierci

Motto:

Potwory to coś więcej

(Wiedźmin, S02 E01)

Więc myślę sobie o Prospero, księciu Mediolanu, który zamiast rządzić, podejmować decyzje, rozstrzygać sprawy sporne, budować mosty, szkoły, nowe drogi i kanalizację, wspierać rozwój NGO, a może nawet społeczeństwa obywatelskiego postanowił wycofać się z życia publicznego. Tak przynajmniej opisuje go William Szekspir w ,,Burzy”. Były to czasy, kiedy tytuł księcia dziedziczono, więc – mówiąc w dużym skrócie – społeczeństwo (jakie by nie było) akceptowało ten stan rzeczy, tak, jak dzisiaj w zachodniej demokracji akceptuje się wyniki wyborów powszechnych. Zatem żaden uzurpator, nikt, kto podstępem zdobył władzę. Tekst Szekspira, jeden z jego ostatnich, wydaje się mówić, że Prospero był szanowanym księciem. Nie tylko przez najbliższe otoczenie, ale również przez społeczność, która była mu poddana. Właściwie był wymarzonym władcą.

Zaniechanie

Z jakichś powodów oddaje w ręce swojego brata księstwo, a sam większość czasu spędza na nauce i lekturach. Z wymarzonego władcy ewoluuje w postać dziwaka, samotnika, niechybnie mizantropa. Zajmował się nie tylko pismami, które ceniła sobie renesansowa bańka, sięgał również, a może przede wszystkim  po tajemne/magiczne księgi. I chyba można pokusić się o diagnozę, że, mówiąc górnolotnie, epoka, w której żył wraz z całym jej dobrodziejstwem (naukowym, filozoficznym, przyrodniczym itp.) przestała mu wystarczać, nie odpowiadała już na pytania, które go nurtowały. Być może dostrzegał jej kres, całej tej iluzorycznej opowieści o człowieku, który jest w centrum wszechświata, punktem odniesienia, początkiem i końcem wszystkiego.

Do dzisiaj zresztą, a może dzisiaj przede wszystkim, innej miary nie ma, pomimo tego, że to myśl skompromitowana, zgniła i wyjałowiona z wszelkich wartości.

Obłęd

No i jest w tym geście Prospera coś, co można by nazwać obłędem, może nawet pychą. Takie przeświadczenie, że szkoda czasu na politykę, ludzi (a przecież był odpowiedzialny za całą społeczność księstwa, którym miał rządzić), że to wszystko nic nie warte, skończone i bezwartościowe. I nawet, gdyby to była prawda, a w sumie trudno z nią polemizować, to jednak tak skrajna izolacja, połączona z przeświadczeniem, że reszta hołoty będzie mu tylko przeszkadzać w samodoskonaleniu, nie powodowała jednocześnie, że świat wyhamował swoją aktywność. Wręcz przeciwnie, świat nawet spadając w przepaść, świetnie się bawił, nadal politykował, ciągle knuł i swoim odczłowieczeniem nie tylko się upijał, ale przy okazji realizował wszystkie swoje upiorne scenariusze, w tym programy zdrad (programy zresztą finansowane z zewnątrz, jak przystało na zdroworozsądkowe projekty). Dlatego też pewnego dnia brat Prospera, wykorzystując fakt, że jest namiestnikiem, kiedy w tym samym czasie Prospero oddawał się studiom nauk rozmaitych, wszedł w sojusz z księstwem Neapolu i w rezultacie pyszałkowatego dziwaka i mizantropa, wypędził z księstwa. Mógłby go zabić, bo to takie czasy były, ale obawiał się rozruchów. W końcu Prospero miał swoich zwolenników i był wcześniej cenionym i zasłużonym księciem.

Wygnanie

Myślę więc o Prospero, że wcale się tym nie zmartwił. Owszem, wypędzony został z Mediolanu wraz z niespełna trzyletnią córką, Mirandą. Wraz z nią dopłynął na niezamieszkałą (prawie) wyspę i tam spędził następne 12 lat. Zajmował się córką, ale jak można się domyślać, oddawał się nadal swoim tajemnym naukom. A właściwie je doskonalił. Świat w tym samym czasie, a szczególnie interesujący go teren Włoch, również oddychał pełną piersią. Księstwa Neapolu i Mediolanu niegdyś skłócone, teraz żyły w zgodzie. Władcy wspólnie wędrowali między innymi do Afryki, by córkę króla Neapolu wydać za mąż w Tunisie. Świat prawdę mówiąc wchodził już wtedy w epokę globalizacji, co świetnie pokazał nie tak dawno Peter Sloterdijk w ,,Kryształowym Pałacu”. Owszem, wszelkie odległości pokonywano wtedy drogą morską, ale – co by nie mówić – już w tamtym czasie co bardziej rozgarnięci zdawali sobie sprawę, że uruchomiono proces, którego być może pełny kształt obserwujemy dzisiaj.

Był Prospero w tej swojej wiedzy martwy dla świata, tak samo jak i świat był martwy dla niego.

Konfrontacja

Oczywiście, jak to u Szekspira, dochodzi do konfrontacji między Prospero i jego oprawcami. Kiedy król Neaopolu wraz z bratem i księciem Mediolanu (bratem Prospera) wracali z Tunisu, rozpętała się burza. Statek ich się rozbija i wszyscy lądują na wyspie, gdzie za sprawą Prospera ocierają się niemal o obłęd. Tak działają jego magiczne sztuczki. Może w końcu wykorzystać wszystko, czego się nauczył. Ale na koniec, kiedy wydaje się, że ma swoich wrogów na widelcu i może ich zetrzeć w proch, poniżyć, zhańbić i unicestwić, rezygnuje z tego.

Epilog

,,Burza” Szekspira mówi nawet więcej, bo w epilogu, w słynnej końcowej mowie Prospera, kiedy stoi przed widownią bez swoich magicznych szat, stary, niemal bez sił, daje wszystkim do zrozumienia, że jego czas poszukiwań i mierzenia się z wiedzą wszelaką, właśnie dobiegł końca. Jakby chciał powiedzieć, że całe życie poświęcił studiom i wszystko to zaprowadziło go w to dość nieoczekiwane miejsce. Mianowicie, do potrzeby wybaczenia. I – wydaje się mówić – że przeczytał już wszystko, co było do przeczytania, zrozumiał wszystko, co było do zrozumienia, nauczył się rzeczy, które się filozofom nie śniły, ale punktem kulminacyjnym, ostatnim progiem wtajemniczenia okazała się próba, której puenta być może nawet jego samego zaskoczyła. Nie ma już czego szukać w mądrych księgach, filozofowie niczego więcej go nie nauczą. I – jak mówi – od tej pory, co trzecia jego myśl, będzie myślą o śmierci.  

Nad grobem

Ale jednocześnie nie ma w tym geście ponownego wycofania się na pustelnię. Przeciwnie. Od tej pory znowu będzie władał księstwem Mediolanu, jego córka wyjdzie za syna króla Neapolu, jego pojawienie się we Włoszech nie wywoła obaw. Potencjalne konflikty, czy wojenne miraże, zostały właśnie zakopane. Owszem, nadal będzie to szorstki Prospero, jak przystało na mizantropa, nadal będzie w nim surowość człowieka, który zbyt wiele się nauczył i sporo doświadczył. Ale będzie to już Prospero bezbronny, nieco się uginający pod ciężarem wieku, stojący niemal nad grobem.

Foto wykorzystane w grafice: Andre Furtado z Pexels

Dodaj komentarz