Porządek obrad najbliższej sesji Rady Miejskiej (30 grudnia) przewiduje ponowne głosowanie nad wynagrodzeniem burmistrza Wschowy. W listopadzie przyznano burmistrzowi maksymalne pobory, a teraz grupa radnych opozycyjnych proponuje w grudniowym projekcie uchwały, zmniejszenie wynagrodzenia o kilka tysięcy, by osiągnęło ono możliwą prawnie, minimalną stawkę. Byłaby to nadal podwyżka w porównaniu z dotychczasowym wynagrodzeniem burmistrza, ale osiągnęłaby ona około 16-17 tysięcy brutto, a nie ponad 20 tysięcy brutto.
Listopadowe głosowanie
Warto przypomnieć, że listopadowe głosowanie zakończyło się wynikiem 10 do 9. Można by uznać, że skoro uchwała została przyjęta przewagą jednego głosu, to opozycja może liczyć, że ich grudniowy projekt uchwały zyska poparcie większości radnych. Wszystko jednak wskazuje na to, że radny Krzysztof Kola pomylił się w trakcie głosowania i zamiast za przyjęciem uchwały, zagłosował przeciw. Radny, znany z tego, że nie zabiera głosu w żadnej sprawie na sesjach Rady Miejskiej, jest członkiem koalicji rządzącej, członkiem klubu radnych ,,Lepsza Wschowa” i raczej pomylił się podczas głosowania, niż świadomie podzielał opinię radnych opozycji na temat wynagrodzenia burmistrza. Gdyby więc nie ta pomyłka, głosowanie zakończyłoby się wynikiem 11 do 8.
Radni opozycji wnoszą nowy projekt uchwały
W listopadowym głosowaniu nie uczestniczyli radni – Wiesław Widera oraz Piotr Buczek. Ten pierwszy tego dnia był nieobecny na sesji. Radny Buczek natomiast z powodów zawodowych, opuścił sesję i stąd jego nieobecność podczas głosowania nad wynagrodzeniem burmistrza. Obaj radni oraz jeszcze pięcioro pozostałych (Miłosz Czopek, Emanuela Stanek-Juśkiewicz, Przemysław Gliński, Katarzyna Owoc-Kochańska oraz Piotr Wieland) podpisali się pod grudniowym projektem. Zatem – jeżeli dojdzie do głosowania, powinno się ono zakończyć 10 do 11 i tym samym rada nie podjęłaby decyzji o zmniejszeniu wynagrodzenia.
Znana argumentacja
W uzasadnieniu projektu uchwały radni wnioskodawcy podnoszą argumenty, które znane są z listopadowej sesji. W skrócie – zdaniem radnych – wielkość gminy i jej budżetu, sytuacja ekonomiczna gminy, realizacja zadań, które należą do kompetencji burmistrza, wszystko to w żaden sposób nie uzasadnia maksymalnej podwyżki. Można tam też wyczytać pewnego rodzaju apel do włodarza Wschowy, w którym zwraca się uwagę, że świadomość ograniczeń gminy w tych wszystkich wymienionych aspektach, powinna skłaniać burmistrza do przyjęcia podwyżki wynagrodzenia w jej minimalnym wymiarze.
Argumenty te są znane i – jednocześnie – wiadomo też, co opinia publiczna myśli o wysokości wynagrodzenia burmistrza, szczególnie po tym, jak burmistrz w fatalnym stylu bronił tej decyzji na swoim oficjalnym profilu. Pomijając fakt, że radni koalicji mają większość w Radzie Miejskiej oraz kompromitujące oświadczenie burmistrza, wszystko wskazuje na to, że radni opozycji nie osiągną swojego celu. Co samo w sobie nie jest jeszcze zarzutem, bo opozycja pod każdą szerokością geograficzną osiąga mniej więcej podobne rezultaty.
Znaczenie opinii publicznej
Wydaje się, że jeszcze w listopadzie udało się radnym wywołać publiczne poruszenie, co przełożyło się na powszechniejsze, niż to wygląda zazwyczaj, zainteresowanie sprawami gminy. Trudno je utrzymać przez miesiąc, bo w gminie musiałyby się wydarzać nieprawdopodobne rzeczy, by większość lokalnej społeczności na co dzień śledziła losy samorządu. Od czasu do czasu zdarzają się takie sytuacje, które rozpalają emocje, skupiają uwagę mieszkańców i można wtedy wykorzystać ten czas na swoją korzyść. Na pewno też przekaz jaki poszedł w eter za sprawą maksymalnego wynagrodzenia burmistrza, zostanie z mieszkańcami na długo. Było sporo o to kłótni, emocji, a sam burmistrz bezwzględnie – mówiąc obrazowo – wyszedł poobijany z tej politycznej potyczki.
Odgrzewanie kotleta
Niemniej odgrzewanie tego samego kotleta, czyli ponowne głosowanie nad wynagrodzeniem burmistrza i to jeszcze przy dużym prawdopodobieństwie przegranej, nie przyniesie podobnych, politycznych korzyści, jak to miało miejsce w listopadzie. Tym bardziej, że nie pojawiły się w przestrzeni publicznej nowe argumenty. A, niestety, świat dzisiaj tak wygląda, że nie da się utrzymać uwagi, szczególnie opinii publicznej, jeżeli gra się wciąż tymi samymi kartami.
Opozycja powinna zrozumieć, że batalia wizerunkowa o wynagrodzenie burmistrza została przez opozycję wygrana. I nie ma co do tego wracać. W trakcie trwania kadencji wygranie jednej, politycznej bitewki, nie polega na tym, że rozłoży się na łopatki oponenta (w tym przypadku odbierze się burmistrzowi maksymalne wynagrodzenie). Szczególnie, kiedy jest się w opozycji, a arytmetyka w Radzie Miejskiej nie pozwala na zbyt wiele. A przecież trudno byłoby znaleźć dzisiaj kogoś, kto by stwierdził, że cała ta sytuacja poprawiła notowania burmistrza. Owszem, koalicja wygrała głosowanie, burmistrz być może triumfuje, ale są to doraźne sukcesy, które na pewno nie przysporzą ani radnym koalicji, ani burmistrzowi nowych wyborców. Z tej mąki burmistrz i jego sprzymierzeńcy chleba mieć nie będą.
Opozycja nie wierzy we własne zwycięstwo
Wydaje się, że powrót do tego głosowania świadczyć może raczej o tym, że opozycja w Radzie Miejskiej nie wierzy w to zwycięstwo i myśli, że musi osiągnąć spektakularny sukces, by w końcu do niej dotarło, że tym razem im się udało. W mojej opinii jest to błąd. Powiedziałbym, że nawet strategiczny, bo radni zajmą się sprawą, którą wszyscy w gminie (przynajmniej ci, którzy wyrobili sobie zdanie na temat całej tej sytuacji, intencji burmistrza i koalicji rządzącej) poukładali sobie już w głowach.
Przewrotność polityki
Bo w polityce – i na tym polega jej przewrotność – lokalny polityk, który wygrał coś dla siebie, ale nie udało mu się przekonać do swojej wygranej opinii publicznej (podobnie w przypadku koalicji rządzącej) osiąga jedynie tyle, że ma z tego osobistą korzyść. Przewrotność polega na tym, że wygrana na małej szachownicy Rady Miejskiej, nie przekłada się w żaden sposób na sukces na dużo większej szachownicy, którą jest cała gmina. Lokalni politycy mylą te dwa miejsca, a najczęściej zdarza się, że nie potrafią ich rozróżnić. Nie rozumie tego opozycja na poziomie ogólnopolskim, nieustannie zużywając swój potencjał na sprawy, które dawno już zostały przez opinię publiczną jednoznacznie ocenione. Niekoniecznie rozumie ten mechanizm lokalna opozycja. Nie warto zasiadać do partii, którą się już wygrało. Paradoksalnie można więcej stracić, niż zyskać.