Motta:
1.
– Jesteś smutna.
– …
– Też byłem. Do pięćdziesiątki.
– Co się wtedy stało?
– Zmiana partnerki. Na faceta.
– …
– Nie mrugnęłaś. Nieźle.
– …
– Nie jestem gejem. Tylko kochankiem
(dialog patologa sądowego, Raya z detektyw Robin Griffin, granej przez Elizabeth Moss, pochodzący z serialu Tajemnice Laketop <sezon 2, odcinek 2> stworzonego przez duet Jane Campion i Gerarda Lee)
2.
Każdy coś tam pewnie ma
(piosenka ,,Pięć minut łez” w wykonaniu Ralpha Kaminskiego)
Nieoczekiwanie odwiedził nas dzisiaj, 14 lutego, kominiarz. Najpierw zapukał do drzwi i dopiero, kiedy je otworzyłem, sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. On, jak przystało na młodego kominiarza (chyba) stał wyprostowany z teczką w rękach, jak pracownik administracji i życzył mi zdaje się zdrowia, szczęścia, samych pogodnych dni, dużo miłości, pieniędzy, przyjaciół i wiele pewnie jeszcze innych niezwykle przydatnych w tych trudnych czasach okoliczności, możliwości i sytuacji życiowych.
Byłem tym wszystkim niezwykle zmieszany i czułem się nieco przytłoczony, bo rzadko się zdarza, by ktoś, kto tak zdecydowanie puka do drzwi, okazywał się człowiekiem nad wyraz życzliwym i przyjaznym, rozsiewając prawie że aurę zbliżających się siedmiu tłustych lat, obfitych w możliwe wszelkie dobro na świecie. Stałem więc, słuchałem i – bo rzadko się przecież zdarza, że obcy człowiek tak ni z tego ni z owego – nie wiedziałem, jak zareagować. Bo z jednej strony wdzięczny byłem za ten przypływ ludzkiej życzliwości, a jednocześnie coś mi tam w głowie skrzypiało, jakby ktoś chodził nieostrożnie po starych, drewnianych deskach na strychu, że czy aby na pewno tak się rzeczy mają, jak je postrzegałem w tym pierwszym, że tak powiem, wrażeniu. I – bo człowiek jest jednak ułomny i nieufny poniekąd – wypaliłem (cytuję teraz z pamięci): ale żadnej złotówki nie dam.
Wiem, ci, którzy mnie znają zaraz mi zarzucą, przytkną mi taką łatkę od razu, że musiałem to powiedzieć ze swoim typowym wyrazem twarzy rasowego, ponurego psychopaty. Otóż – już się tłumaczę – otóż nie. Przeciwnie. Bardzo mnie te życzenia pozytywnie nastroiły, może nawet jakieś braki w ostatnich miesiącach, ta niespodziewana obfitość życzeń wypełniła, więc nic z tych rzeczy. Uśmiechnąłem się, jak człowiek i to tak – jakby to powiedzieć – z serca się uśmiechnąłem, szeroko, będąc pod wpływem całej tej sytuacji. Po prostu szczerze. I nawet jeżeli moja wypowiedź, świadcząca o skrajnym skąpstwie może o tym nie świadczyć, to przysięgam, tak to wyglądało.
Zresztą reakcja tego młodego, miłego człowieka była – muszę powiedzieć – niezwykła i świadczyła o dużych kompetencjach społecznych, ponieważ zaproponował w tej sytuacji stówę. No skoro nie złotówka, to może stówa. I ja na to – bo już się w tym momencie koncert życzeń skończył, ale wciąż byłem pod ich wpływem – znowu, jak nie ja, serdecznie, prawie, że rubasznie się roześmiałem, mówiąc: tym bardziej stówa (w sensie, że stówy też nie dam). Ale też – proszę zrozumieć – nadal czułem zakłopotanie, bo jak można by inaczej. Przychodzi do twojego domu człowiek, niemal posłaniec wyczekiwanych od dawna dobrych wieści, a tu taki go afront z mojej strony spotyka.
Jednakże – jako się rzekło – ów młody, niezwykle sympatyczny, człowiek zaproponował w takim razie, że może chociaż piwo dla kolegi. Może nawet z lodówki. W znaczeniu, żeby było schłodzone. Pewnie kolega nie lubił piwa w temperaturze pokojowej i stąd te szczegóły w zamówieniu. I ja już wtedy coś bąknąłem pod nosem, bo aż takich to ja kompetencji społecznych nie posiadam i nie wiedziałem za bardzo co powiedzieć. Bo gdyby ten młody człowiek powiedział, że może chociaż plaster sera żółtego z lodówki dla kolegi, to ja chętnie, bo pamiętałem, jak zaglądałem tam kilka godzin wcześniej, że akurat plaster sera by się znalazł, ale piwo? Więc musiałem coś bąknąć takiego, jak to mają w zwyczaju ludzie przyłapani na czymś wstydliwym. W sumie nie wiem dokładnie, co powiedziałem. Na szczęście młody kominiarz, czy kim ów niezwykle miły, młody człowiek był, uśmiechnął się, widząc mój niezbyt rozgarnięty wyraz twarzy, rzekł coś takiego, że ok., wszystkiego najlepszego w najbliższych miesiącach i niech ten kalendarz panu służy jak najlepiej. I mówiąc to, wręczył mi kalendarz. I powiedział jeszcze: do widzenia. I dopiero wtedy zamknąłem drzwi, też mówiąc do widzenia i mrucząc coś pod nosem, że też mu tego samego życzę i że dziękuję. No i zostałem z kalendarzem w ręku. Nie będzie przesadą, że czułem każdym centymetrem skóry, że oto stał się cud. Byłem przed otwarciem drzwi bez kalendarza, a po ich zamknięciu stałem się jego właścicielem.
Zdaję sobie sprawę, że w ten niezwykły dzień, który zadomowił się u nas na stałe, będąc prawie, że synonimem kapitalizmu/wolnego rynku, nie każdy będzie miał szansę na taki Walentynowy prezent, jaki stał się nieoczekiwanie moim doświadczeniem. Życzę więc czytelnikom bloga Nowe Opinie, by – podobnie jak australijski patolog sądowy Ray z cytowanego serialu w pierwszym, przywołanym motcie – wcześniej, czy później porzucili smutek na rzecz spełnienia. Owszem, niekoniecznie to może być takie proste, w końcu Polska, to nie Nowa Zelandia, a polski kapitalizm może uwolnił rynek, ale niekoniecznie uwolnił ludzi, więc należy sądzić, że u nas proces porzucania smutków wszelakich może być nieco dłuższy. Niemniej warto nawet po 70. roku życia zaznać nieco szczęścia. Jak się uda wcześniej, tym lepiej (chyba).
Jednocześnie, jak mówi przywołany wyżej fragment piosenki, wykonywanej przez Ralpha Kaminskiego, ,,każdy coś tam pewnie ma”. Trudno powiedzieć, co to jest, pewnie wygląda to, jak skutki zmian klimatycznych. W każdym razie są w tych obrazach do piosenki, zaśpiewanej przez Kaminskiego sceny, które mogą się kojarzyć z Walentynkami. Ale nie tymi przewidywalnymi, naznaczonymi kapitalistyczną ewangelią bogatego zachodu z dobrze skrojonymi spodniami, wysportowaną sylwetką i zdrowym trybem życia. Nie. To byłoby – przyznacie – fatalne święto zakochanych, gdyby takie miało się komuś zdarzyć. Lepiej, żeby to wyglądało tak, jak niektóre sceny wybrane do tego utworu. Szczególnie z udziałem Adama Woronowicza i Agaty Buzek, a już ich układy taneczne, których jesteśmy świadkami, koniecznie niech się Wam zdarzą dzisiaj, najpóźniej jutro.
foto wykorzystane w grafice: kadr z filmu ,,Moje wspaniałe życie”, a właściwie screen z piosenki poniżej.
____________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn