Wszystkie nieprzespane notatki do ,,Psich pazurów” Jane Campion. Cz. 1

Motto:

Najstarszy syn chce być nauczycielem. Nie wiem, co go naszło. Zupełnie, jakby Marsjanie zawładnęli jego umysłem.

(Mark Ruffalo do Mag Ryan w filmie ,,Tatuaż” (In the cut) w reżyserii Jane Campion)

Będzie to zapewne wielkie uproszczenie, ale podejrzewam, że kiedy ,,Fortepian” Jane Campion wchodził w 1993 roku do polskich kin, miał nieco inny odbiór tutaj, na polskiej ziemi, niż to miało miejsce w krajach zachodnich. Nie chcę powiedzieć, że prymitywniejszy, ale – podejrzewam – uboższy.  Przynajmniej tak mi podpowiada mój pokoleniowy instynkt.

Miałem wtedy 19 lat, ale rok wcześniej na polskie ekrany trafiły ,,Psy” Władysława Pasikowskiego i jestem przekonany, że dla takich młodzieńców z małych miasteczek o proletariackim rodowodzie, postać ubeka, Franza Maurera stanowiła potwierdzenie, że w nowej, polskiej rzeczywistości prawdziwa walka z systemem, to wojna z konstruktem, w którym rzekoma znienawidzona przeszłość stoi właśnie na ślubnym kobiercu z wymarzoną, pełną fantazji przyszłością. Innymi słowy, że jeżeli coś ma jakąś jeszcze wartość, to jest ona umieszczona poza nową obietnicą zbawienia, w której stare z nowym pisało właśnie nową dobrą nowinę, dzieje apostolskie polskiego kapitalizmu, nazwane później doktryną szoku i własną księgę objawienia/apokalipsy św. Jana, która w polskich warunkach miała twarz Leszka Balcerowicza.

Stary Testament PRL-u/Nowy Testament neoliberalnej III RP

Przy czym dla mojego pokolenia 18/19-latków Stary Testament PRL-u był księgą dzieciństwa, bynajmniej nie idylliczną (z całym bagażem upokorzeń, charakterystycznych dla klasy robotniczej), a Nowy Testament neoliberalnej III RP miał być kontynuacją tej symbolicznej przemocy tylko, że w dorosłych dekoracjach. A mówiąc jeszcze dosadniej, bo zapewne było to doświadczenie wielu ówczesnych 18-latków, czuło się w kościach, że jak za dzieciaka do domu w dniu wypłaty wracał podchmielony mniej lub bardziej mąż/ojciec i robotnik w jednym z wypłatą lub bez niej, to teraz przeżywać będziesz to samo, tylko, że tą figurą będzie jakiś domorosły, polski przedsiębiorca, któremu będzie się wydawać, że skoro zatrudnia ludzi/nie-ludzi (których w tamtym czasie nieustannie można było wymienić na innych, stojących pod bramą i skomlących o pracę), to ma on jeszcze większą władzę nad tobą, niż to miało miejsce w twoim problematycznym, proletariackim dzieciństwie.

Obietnice Franza Maurera

Dlatego ubek Franz Maurer mógł wtedy robić wrażenie na dzieciakach z robotniczych rodzin. I chociaż zapewne innymi obietnicami oswajał rówieśników z rodzin o lepszym, ekonomicznym rodowodzie, to nam dziewczynom i chłopakom z nieco innej bańki, smakujących powoli dorosłe życie, ubek Maurer zapewniał inny krajobraz wartości. Bynajmniej nie był to samczy, mizoginiczny świat męskiej przyjaźni, bo i tak przecież mówi się i pisze o filmach Pasikowskiego. Nie, ten świat mieliśmy zupełnie inaczej poukładany za sprawą przeczytanych książek i muzyki, której słuchało się na okrągło. Więc nie, cały urok tej chwilami zapewne wątpliwej postaci polegał na czym innym. Pokazywał on luki i szczeliny w nowym, polskim, religijnym kapitalizmie i dawał nadzieję, że w tych lukach i szczelinach jest dla nas miejsce.

Drakońska terapia szokowa

Więc, kiedy ,,Fortepian” pojawił się na polskich ekranach, moje instynktowne (bo jeszcze niekoniecznie uświadomione) przeczucie, że zbawienie jest gdzie indziej (poza biblią PRL-u i wolnorynkowej III RP), obraz Jane Campion budził podejrzliwość. Bo, jak typowy 19-latek w tamtych czasów, nie byłem ani bohaterem podziemia solidarnościowego, ani herosem nowego kapitalizmu. Najwyraźniej nie brałem spraw w swojej ręce, czytaj: nie garnąłem się do zakładania biznesu. Zatem, będąc prawie nikim w ówczesnym, nowym, polskim ładzie, zastanawiałem się (a myślę, że ,,Fortepian” obejrzałem w 1994 roku), po co mi ta historia, skoro właśnie jedną nogą stoję jeszcze w dzieciństwie, a drugą w polskim kapitalizmie, dotkniętym, jak napisze 10  lat później Naomi Klein, drakońską terapią szokową.

Spazmy i orgazmy

W tym samym czasie, kiedy ,,Fortepian” Jane Campion wyświetlany był w kinach (być może trochę wcześniej, a może chwilę później), świat zachodu rozkoszował się zapewne kolejnym orgazmicznym spazmem, ratując środkowoeuropejskie kraje, w tym Polskę, przed bankructwem. Zatem z jednej strony zachodnia cywilizacja była w jak najlepszym humorze, bo ikona polskiej transformacji, związkowiec Lech Wałęsa był prezydentem, a z drugiej strony wszystko to, co zachód miał najlepszego do zaoferowania, czyli wielką doktrynę Jeffreya Sachsa, zrealizował w swoim boskim i wielkim planie Leszek Balcerowicz. Na odczytanie niuansów i ewentualnych kontrowersji, zawartych w ,,Fortepianie” Jane Campion należało jeszcze poczekać. Zresztą do dzisiaj się tak w kraju nad Wisłą uczy młodsze i starsze pokolenia – najpierw pieniądze, potem pasja. Najpierw trzeba się napracować, najlepiej 16 godzin na dobę, a dopiero potem delektować się innymi dobrami, w tym dobrami kultury. Każdy człowiek musi stać na dwóch nogach. Mieć zawód, który jest gwarancją dostatku i dobrobytu oraz pasję, którą sobie po godzinach pracy będzie realizował.

Krytyka feministyczna i postkolonialna

Na zachodzie krytyka feministyczna stawiała zarzut Campion, że utrwala w ,,Fortepianie”, a właściwie rozgrzesza seksualną przemoc Georga Beines’a (w tej roli Harvey Keitel), który w filmie proponuje Adzie McGrath (świetnie zagranej przez Holly Hunter) niecodzienną transakcję. Jeden klawisz fortepianu, którego stał się właścicielem za intymną bliskość. która wraz z każdym spotkaniem, staje się coraz bardziej odważna/agresywna, a z dzisiejszego punktu widzenia, kiedy się ten film ogląda w 2022 roku, coraz bardziej wątpliwa. Na przykład w słynnej scenie, w której Beines staje przed Adą zupełnie nagi, a kamera pokazuje go bez żadnej cenzury. Jak mówi Michał Oleszczyk pół żartem pół serio w jednym ze swoich podcastów, poświęconych ,,Fortepianowi” – w latach 90. można było z dużym prawdopodobieństwem założyć, że jeżeli Keitel pojawi się na ekranie, to na pewno widz zobaczy też jego fallusa (w 1992 roku Keitel w ten sposób widoczny był m.in. w ,,Złym poruczniku” Abela Ferrary, jednym zresztą z moich ulubionych filmów z tamtych czasów).

Podobnie krytyka postkolonialna zarzucała Jane Campion, że infantylizuje Maorysów, autochtonów Nowej Zelandii, gdzie rozgrywa się akcja filmu. We wspomnianym podcaście Michała Oleszczyka mowa jest o tym, że te kontrowersje, kiedy film był wyświetlany w polskich kinach, były prawie, że nieobecne w polskiej recepcji ,,Fortepianu”. I jeżeli u nas te wątki były podejmowane, to dużo, dużo później. Na przełomie lat 1993/1994 mieliśmy inne sprawy na głowie.

,,Po tak cienkim lodzie możemy się tylko czołgać”*

Kończąc tę część notatek do ,,Psich pazurów” koniecznie trzeba dodać, że film powstał na podstawie powieści z 1967 roku autorstwa Thomasa Savage’a pod tym samym tytułem – ,,The power of the dog”.  Czytając posłowie Anny Proulx do wydania z bodajże 2001 lub 2002 roku, dowiemy się, że jest to między innymi historia – rzadko w tamtych czasach poruszana – o wypartym homoseksualizmie, który przeradza się w agresywną homofobię. Myślę, że gdyby niektórzy polscy autorzy wzięli się za tę powieść, usłyszelibyśmy z ekranów homofobiczne treści, bo przecież stoi w książce, że główny bohater Phil Burbank takie właśnie miał zwyczaje. W wersji Jane Campion nie ma o tym ani słowa. W czasach, kiedy książka była po raz pierwszy recenzowana, większość autorów pomijało ten wątek, widząc w powieści walkę dobra ze złem, agresji z życzliwością itp. Ale Jane Campion to niezwykle utalentowana reżyserka, która przez większość swojej kariery filmowej stąpa po cienkim/kruchym lodzie. Idąc za nią można nie raz, nie dwa wpaść pod lód i nigdy więcej się stamtąd nie wydostać.

* wers piosenki UL/KR ,,Po tak cienkim lodzie”

foto wykorzystane w grafice: YURI MANEI z Pexels

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz