Sławomir Sierakowski w dzisiejszym tekście (z 1.03.22) dla portalu Onet.pl kończy swój przegląd obecnej sytuacji stwierdzeniem, że jesteśmy dzisiaj w miejscu, w którym świat nie był nigdy bliżej III wojny światowej. Nie wiem, czy ktoś jeszcze tydzień temu o zdrowych zmysłach stawiałby taką tezę w mainstreamowych mediach, do jakich bez wątpienia należy Onet. A już zupełnie nie do pomyślenia byłaby dzisiejsza wypowiedź Dominiki Wielowiejskiej, jednej z rozsądniejszych i trzymających emocje na wodzy, polskich dziennikarek, która na wizji Onetu stwierdza, że jest przerażona obecną sytuacją, twierdząc, że jesteśmy o krok od wojny nuklearnej, czyli od samozniszczenia.
Dwa dni temu Eugeniusz Smolar, dziennikarz, znawca stosunków międzynarodowych, związany z polską sekcją BBC w latach 1975-1997, przypomniał w kanale NaTemat, dostępnym na YT, że w opracowaniach paktu północnoatlantyckiego, odczytującego ewentualną nuklearną agresją ze strony Rosji pierwszymi krajami, które są zagrożone atakiem w Europie, to kraje środkowej Europy, w tym Polska. Chociaż jego zdaniem ten scenariusz, czyli wojna nuklearna jest niemożliwa. I kategorycznie tę ewentualność odrzucał.
Mam jednak taką myśl z tyłu głowy, odkąd Unia Europejska oficjalnie przyznała, że przeznaczyła pieniądze na dozbrojenie broniącej się Ukrainy, kiedy przyłączyli się do tego Szwedzi i słyszy się tu i ówdzie, że być może obywatele innych krajów przyłączą się do obrony Ukrainy przed rosyjskim agresorem, jeżeli rzecz jasna kraje te zmienią u siebie prawo w tym zakresie – to myślę wtedy, że sytuacja powoli wymyka się spod kontroli.
Nawet Polacy oficjalnie ogłosili, że przekażą Ukrainie samoloty MIG-29. Owszem, po kilku godzinach wycofali się z tego, przynajmniej oficjalnie. A zrobili to, kiedy Amerykanie wytłumaczyli prezydentowi Andrzejowi Dudzie, że gdyby Polacy ten pomysł zrealizowali, to znaczyłoby, że tym samym NATO włączyłoby się do wojny. A przecież wyraźnie USA ustami Joe Bidena zapewniało, że NATO w żadnym wypadku nie przyłączy się w sposób militarny do obrony Ukrainy.
A pomimo tego wygląda na to, że emocje sięgają zenitu, skoro taki kraj jak Polska, wymachuje szabelką przed nosem rosyjskiego gangstera, a przecież i kraje zachodnie pod płaszczykiem Unii Europejskiej, świadomie lub nieświadomie postanowiły sprawdzić, czy zbrodniarz Putin straszy tylko atakiem nuklearnym, czy nie zawaha się go użyć.
I kiedy przyglądam się temu, to chwilami się zastanawiam, czy czasami Europa i USA, ale przede wszystkim Europa nie daje się wciągnąć w putinowską prowokację. Bo gdyby założyć, że wcale nie taki był plan, żeby szybko zdobyć Ukrainę, tylko, żeby robiąc to nieco wolniej, na oczach Europy, dać jej argument, by zaczęła reagować, pomagając militarnie Ukrainie. pomimo ostrzeżeń Putina. To znając dotychczasowe dokonania rosyjskiego zbrodniarza, można się spodziewać, że będzie miał wytłumaczenie, dlaczego – żeby postraszyć wszystkich – zdecydował się na jeden nuklearny wystrzał. Najpierw w jakieś słabe ogniwo Unii Europejskiej. Czy nie lepiej w takiej sytuacji, żeby jednak NATO (USA) uratowało Ukrainę, zamiast przyglądać się scenariuszowi, na który za chwilę może już nikt nie mieć wpływu?
A nawet jeżeli wszystko wskazuje na to, że jednak Putin myślał, że zajmie Ukrainę zdecydowanie szybciej (chociaż moim zdaniem nikt tego nie wie), to i tak wydaje się, że nie na darmo już na samym początku agresji na Ukrainę, pojawił się wątek groźby nuklearnej. Pytanie jest takie, czy wystarczy Europie cierpliwości i zimnej krwi, by uchronić się przed III wojną światową. Tym bardziej, że rządy krajów europejskich są pod coraz większą presją swoich obywateli, bo to oni przede wszystkim (społeczność międzynarodowa) doprowadzili do tego, że przywódcy zachodniej Europy zaczęli przejmować się Ukrainą.
Foto wykorzystane w grafice: Katie Godowski z Pexels
____________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn