Jakiś czas temu znajomy podesłał mi link, który przeniósł mnie na fb do profilu osoby, o której od dłuższego czasu mówi się, że być może będzie kandydatem lokalnego PiS w wyborach na burmistrza Wschowy. I tam, pod jednym z wpisów ewentualnego kandydata, widnieje wypowiedź księdza, który kilka lat temu był wikariuszem w jednej ze wschowskich parafii. Pisze on, ów ksiądz, cytuję: uważam, że będziesz dobrym gospodarzem miasta królewskiego Wschowa. Następne wybory?
Przypomniał mi się ten komentarz, kiedy oglądałem pierwsze sceny ,,Tragedii Makbeta” z 2021 roku w reżyserii Joela Coena, w której czarownica wita tytułową postać. Jest to ważny moment dla samego Makbeta, jak i całej Szkocji. Makbet wraz z drugim dowódcą wojsk, Banko, wracają właśnie z pola bitewnego, gdzie ważyły się losy kraju. Za ich sprawą najeźdźca został pokonany, zdrajcy złapani, a dowódcy szkockich wojsk okryli się chwałą. Czarownica (w tej roli rewelacyjna Kathryn Hunter) przemawia do Makbeta i jego towarzysza, mówiąc o tym pierwszym, że jest księciem dwóch ziem (Glamis i Cawdoru, chociaż Makbet, kiedy to słyszy, wie, że jest władcą tylko tej pierwszej) oraz przyszłym królem Szkocji (a, wiadomo, że królem w tym czasie był Duncan, miał syna, który naturalnie dziedziczyłby po Duncanie koronę).
Wybiegając w przyszłość
Jedna i druga wypowiedź, ta facebookowa i literacka, wybiegają w przyszłość i obie są dość radykalne w wymowie. Trudno powiedzieć, jakie źródło ma facebookowa pewność, że potencjalny kandydat będzie dobrym gospodarzem miasta królewskiego. Być może bierze się to stąd, że akurat autor tej – nazwijmy to – przepowiedni zostawił swój komentarz pod zdjęciami, gdzie prezentowali się najważniejsi politycy PiS, związani ze Wschową i to właśnie z nimi robił sobie fotki ewentualny kandydat. Być może ten fakt był tak inspirujący i do tego stopnia podniosły, że padło z ust księdza takie zapewnienie.
Z kolei w ,,Tragedii Makbeta” sytuacja jest zdecydowanie bardziej drastyczna. Owszem, Makbet wraca z tarczą, jest bohaterem. Jeszcze tego nie wie, ale rzeczywiście za chwilę dowie się z ust królewskiego posłańca, że ziemie Cawdoru będą należeć do niego. Również obraca się w tamtejszych, najwyższych sferach. Ostatecznie z Makbetem chce się spotkać sam król. Gdyby bohater Szekspira żył we współczesnych czasach, zapewne zamieściłby z tego wydarzenia zdjęcia na facebooku albo na Instagramie. Miałyby pewnie większą moc rażenia. Bo na fotografiach nie prezentowaliby się przedstawiciele królewskiej frakcji, ale sam król i jego najbliższe otoczenie.
Agitacja, manipulacja i propaganda
W tej nowej adaptacji szekspirowskiego ,,Makbeta” za sprawą wspomnianej już, genialnej roli Kathryn Hunter, na pierwszy plan wysuwa się postać czarownicy. Ma ona coś z agitacji, manipulacji i propagandy, jest jakby żywcem wyjęta ze współczesnych narzędzi PR. Nieważne, czy – racjonalnie rzecz ujmując – coś jest możliwe, czy nie, mądre, czy głupie, dopuszczalne, czy nieakceptowane, moralne, czy na odwrót. Nie ma to znaczenia. Liczą się możliwości wykreowania pewnej przestrzeni, która jest możliwa do pomyślenia. Przyszły król, dobry gospodarz – dlaczego by nie. Na tym cała ta zabawa polega, prawda? Wszyscy wiedzą kto jest królem, ale uparcie, podstępnie, manipulując informacjami, czarownica tytułuje w ten sposób Makbeta. Wszyscy wiedzą (a właściwie garstka osób), że nie ma żadnej pewności, że ten lub inny kandydat będzie dobrym gospodarzem miasta królewskiego. A już na pewno ta kadencja samorządu przekonała wszystkich (a w sumie garstkę osób), że tego rodzaju zabiegi, jak określanie kogoś dobrym gospodarzem, są raczej przekleństwem dla królewskiego miasta niż dobrą nowiną. A pomimo tego polityczna nowomowa ma się całkiem dobrze. Za chwilę, za kilka miesięcy, ten nic nieznaczący slang, zaleje królewskie miasto. Na rogatkach pojawią się mroczni i zdesperowani weselnicy, mówiąc do kandydatów, krzycząc i odgrażając się słowami: witajcie przyszli królowie, będziecie dobrymi gospodarzami królewskiego miasta Wschowa.
Makbet kapituluje dużo wcześniej
Wróćmy jeszcze na chwilę do ,,Tragedii Makbeta” Joela Coena. Bo jeżeli uznać, że czarownica w tym filmie uosabia polityczny PR, to wyraźnie widać, że wróżenie z fusów ma swoje konsekwencje dla kogoś, kto się temu podda. Kto uwierzy, że agitacja, manipulacja i propaganda są najlepszymi metodami do osiągania swoich celów. I nie, wcale nie chodzi mi o to, jak kończy Makbet, bo byłoby to zbyt wielkim uproszczeniem. Makbet zdecydowanie wcześniej kapituluje, spotykając się z czarownicą w czwartym akcie. Potrzebuje czegoś świeżego, nowej politycznej propagandy, w którą uwierzy i która pozwoli mu funkcjonować w swoim mozolnie budowanym domku z kart. I rzeczywiście u Coena, jak i Szekspira stratedzy od PR, dają mu to, czego potrzebuje. Mówią więc: śmiej się z ludzi, bo Makbeta człowiek, którego zrodziła kobieta, nie zdoła zabić oraz: bo nikt Makbeta sił wprzódy nie skruszy, póki birnamski las się nie poruszy.
Nie ma alternatywy
Dla naszych rozważań te szczegóły, wypowiadane przez szekspirowskich strategów od PR, czyli: człowiek urodzony przez kobietę i birnamski las w ruchu nie mają zbyt dużego znaczenia. Trzeba na to spojrzeć nieco inaczej, ponieważ dzięki spotkaniu Makbeta z czarownicą ujawnia się pewien solidny mechanizm, który mówi, że jeżeli budujesz swoją pozycję na demagogii i manipulacji, to nic innego ci nie zostaje. Tam jedynie znajdziesz pocieszenie, nowe źródła inspiracji. Wśród tych, którzy opracują nową kampanię PR, dzięki której będzie można głosić w każdym zakamarku Szkocji lub internetu, że oto król jest właściwie nieśmiertelny, a dobry gospodarz królewskiego miasta, kimkolwiek by on nie był, nie ma sobie równych.
Wniosek, a właściwie ostrzeżenie, płynące z lektury W. Szekspira i filmu J. Coena jest jedno i to samo. Jeżeli dasz się uwieść nowomowie, trikom politycznego PR i manipulacji, to wiedz o tym, że się od tego już nie opędzisz. Ten, który cię na to złapie, sam nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko czerpać z tego źródła tyle, ile się da, tak długo, jak to będzie możliwe. A skoro tego rodzaju zabiegi mają taką, hmm, moc, działają i przynoszą polityczny zysk, to dlaczego by z nich rezygnować, prawda?
Porażka Makbeta (tyrana) to zdecydowanie za mało
Owszem, można powiedzieć, że przecież szekspirowski tyran ostatecznie poniósł porażkę. Powiedziałbym, że marna to pociecha. Efekty politycznej propagandy zrobiły swoje, zostawiły dookoła raczej zgliszcza, które na pewno nie napawają optymizmem. Trzeba pewnie lat, a może nawet dekad, żeby to wszystko poukładać od nowa. Brak tyrana ma jedynie symboliczne znaczenie. To, co zostało po nim, jest zdecydowanie bardziej wstrząsające. Dlatego też usunięcie przysłowiowego Makbeta, to dopiero początek nowego rozdziału, którego treść w tej sytuacji będzie raczej zamazana i niezbyt czytelna. Bo pomysł jego usunięcia, to zbyt mało, głoszenie, że teraz będzie inaczej, lepiej, mniej tyrańsko – niekoniecznie musi przekonywać. Jedynym rozwiązaniem wydaje się plan wyciągnięcia na powierzchnię wody, tonącej społeczności (w przypadku ,,Tragedii Makbeta” byliby to obywatele Szkocji). Później trzeba by ich przekonać pewnie, że stan, w którym żyli przez ostatnie lata nie jest jedynym i możliwym. Że jest coś więcej. Nie byłoby to pewnie zbyt łatwe. Ostatecznie istnieją ludzkie przyzwyczajenia, strachy, obawy i dziesiątki innych odmian ludzkiej kondycji, która niekoniecznie będzie miała ochotę na kolejny eksperyment. No i dopiero wtedy, jeżeli to by się udało, można by pokazać jakiś nowy cel, akceptowalny dla całej lub większości wspólnoty. Nie wiem ile trzeba czasu, żeby tego dokonać. Musi upłynąć dziesięć lat? Dwadzieścia? No chyba nie więcej. Skutki politycznych harców nie ustępują ani łatwo, ani zbyt szybko. Nie wierzę w żadne magiczne lekarstwa. Być może dla średniego i starszego pokolenia kolejne lata tak czy siak będą już tylko stracone.
Foto wykorzystane w grafice: Apple TV+
____________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn