Ni to prośba, ni groźba, ni to kurs przeciwpożarowy

Trafiłem ostatnio na taką ni to prośbę, ni groźbę, ni to wezwanie (najpewniej wszystko naraz), żeby wziąć udział w korowodzie, bo jest okazja, dni miasta, no i w ogóle grubo.

Nie czuję się adresatem tego typu nawoływań, bo zdarza się, jak to ma miejsce często we Wschowie, że mają one w sobie coś nienaturalnego i trudno w takich sytuacjach jednoznacznie stwierdzić, czy apel, zachęcający do udziału w korowodzie jest zaproszeniem, groźbą, czy jakąś formę kursu przeciwpożarowego.

Pomijam już fakt, że burmistrz zaprasza między innymi ,,wszystkich tych, którzy uwielbiają swoje miasto i wsie”. Proszę to uznać za zwykłe czepialstwo, ale poza nowymi dyrektorami jednostek samorządowych, burmistrzem i jego zastępcą oraz nowymi urzędnikami i wszystkimi osobami, które bezkrytycznie przyglądają się temu, co dzieje się we Wschowie w tej kadencji, nie znam nikogo innego kto by uwielbiał Wschowę. Dlaczego u nas trzeba od razu uwielbiać coś lub kogoś? A ci, którym to miasto jest obojętne, co mają w tym czasie ze sobą zrobić? Albo osoby, które najzwyczajniej w świecie nie lubią Wschowy? Bo uważają, że tutaj nic się nie dzieje. Albo gardzą tym miastem, brzydzą się nim itp., itd..

Poza tym ,,uwielbienie” ma wydźwięk sakralny i ono w obecnej sytuacji w ogóle brzmi karykaturalnie, bo zawiera w sobie znaczenie poddaństwa, bezkrytycznego oddania, ślepego przywiązania itp., itd. No więc nie, dziękuję, nie uwielbiam.

Ale jest jeszcze coś w całym tym rozbuchanym szaleństwie z powodu zbliżających się dni miasta, co szczególnie się wyróżnia na tle różnych innych wyjątkowych działań. I jest to regulamin wschowskiego korowodu A.D. 2022, dostępny na stronie CKiR. Nie wiem kto wpadł na pomysł, żeby zamieszczać tam informacje o pogorzelisku, firmach ubezpieczeniowych i komisjach, powołanych do ustalenia okoliczności pożaru. Może od razu należało z tego dokumentu zrobić opasły tom, składający się z 1600 stron i opisać wszystkie możliwe kataklizmy oraz związane z nimi procedury. Bo przecież może być tak, że w trakcie korowodu będzie kumulacja wszystkich możliwych katastrof: lotniczych, drogowych, ptasia grypa się pojawi, pomór świń, meteoryt spadnie sto metrów przed korowodem, a na koniec rzeki wyleją i woda zacznie zbliżać się do granic miasta. No naprawdę szkoda, że tego nie ujęto w tym regulaminie, skoro informuje się o takich szczegółach, jak działalność firm ubezpieczeniowych.

W ogóle dwie strony, poświęcone temu, że obowiązkiem organizatora jest zapobiec możliwości pożaru sprawiają, że za chwilę dokument stanie się bestsellerem o genezie uprawy pomidorów na ziemiach zachodnich. Przy okazji podaje się tam numery telefonów z sufitu, np. do Pogotowia Energetycznego. Według autorów tego regulaminu jest to 891. Życzę powodzenia. Poza tym wszystkie te szczegóły, że jak służby porządkowe będą miały podejrzenie, że mam coś przy sobie, czego nie powinienem mieć, to będzie przeszukanie  bagażu i odzieży – to jest normą, że takie detale zamieszcza się w regulaminie korowodu? Czytając ten dokument można odnieść wrażenie, że jak się wejdzie w środek korowodu, czy tam będzie się człowiek kręcił z tyłu, nieważne, to nie można mieć pewności, czy jest szansa, żeby się stamtąd wydostać i zachować zdrowie na ciele i umyśle. Naprawdę nie przesadzam.

Nie wiem skąd bierze się ta fantazja w tworzeniu prostych dokumentów, czy są na to jakieś kursy, nowe wytyczne w samorządach, czy co? Być może autorzy tego regulaminu chcieli być świętsi od papieża, chociaż prawdę mówiąc ten zwrot dzisiaj to typowy pleonazm, niemniej bez przesady. To tylko regulamin korowodu, w którym wezmę udział między innymi osoby, uwielbiające Wschowę. 

I na koniec – nie chcę przez to powiedzieć, że ten regulamin ma jakieś ogromne znaczenie dla życia gminy. Nie ma żadnego. Tym bardziej jest to niezrozumiałe, w jakim celu produkuje się dokument bez ładu i składu, tworząc przy okazji atmosferę, jakby co najmniej uczestnikom korowodu groziło niebezpieczeństwo z lądu i powietrza jednocześnie. Jest tyle prostych regulaminów dostępnych w sieci, jakichś, nie wiem, zwykłych, nie wymyślających bóg wie czego. A u nas? Nieustannie wygrywa się jakąś fałszywą melodię, gdzie się da, jakby nie można było sobie dać spokój z dziwactwami, uderza się w tony, które zupełnie nie pasują do żadnej sytuacji i robi się przy tym jeszcze jakieś takie wrażenie, jakby co najmniej wymyślano proch na nowo. To nie jest ani szczyt autentyzmu, ani szczyt troski o to miasto. Trudno powiedzieć, co to jest i lepiej też tego nie wiedzieć.

Foto wykorzystane w grafice: Gaith Reo z Pexels

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

3 odpowiedzi

  1. Panie Redaktorze. Nawet średnio rozgarnięty czytelnik [Pana akuratnie sytuuję wyżej średniej w tej kategorii] odwiedzając lokalny portal, z łatwością odbierze apel burmistrza, jako zaproszenie do udziału w korowodzie. Nie tam jako prośbę, groźbę czy inne wezwanie. Po co do tak prostego sformułowania, dorabiać jakąś teorię?
    Co do pojęcia „uwielbienie”. Jako wykształcony polonista doskonale Pan wie, że język polski posiada synonimy – w tym wypadku jest ich około stu pięćdziesięciu. Wśród nich – cenić, bardzo lubić i temu podobne. Możemy uwielbiać partnera, przyrodę, dobry film… można by tak wymieniać w nieskończoność. Widzi Pan w tym jakąś karykaturę?
    Tak – w takim rozumieniu tego słowa – uwielbiam moje miasto i mam zamiar uczestniczyć w mam nadzieję dobrej, korowodowej zabawie. I Pana do tego szczerze zachęcam!

    Polubienie

    1. Szanowna Pani. Właśnie jako wykształconemu poloniście mi to zgrzyta. Ale, jak napisałem w tekście, jest to czepialstwo z mojej strony. Z dynamiką języka polskiego nie będę się spierał. Zwrot ,,uwielbiają” ma religijne konotacje. Dzisiaj, owszem, używa się go w potocznym znaczeniu. Niemniej w mieście, w którym niektóre decyzje burmistrza są uznawane za demontaż Wschowy, używanie tego typu zwrotów, brzmi karykaturalnie. Dla Pani nie, dla mnie jednak tak. Nie ma tutaj między nami sporu, tylko inny punkt widzenia, siedzenia, jak zwał, tak zwał.

      Polubienie

      1. Awatar Urszula Chudak
        Urszula Chudak

        oczywiście, że nie ma. Dobrze, że mówimy różnymi językami, bo jak mawiał klasyk – jeżeli dwie osoby mówią to samo, to nie mówią nic.

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do Urszula Chudak Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.