Od razu zaznaczę, że do tej pory nie miałem przyjemności. Zmieniło się to, czyli mój radosny stan niewiedzy, wraz z takim niezobowiązującym przeglądem nowości wydawniczych Krytyki Politycznej. Od razu też przyznać muszę, że nie, rzadko mi się to zdarza, niekoniecznie wierzę w paradygmat nowości książkowych, czy jakichkolwiek innych. Bo to zawsze jest jakiś rodzaj ściemy, że niby nowość, a potem, po lekturze, okazuje się, że to starość, a nie nowość. Że to już było, już ktoś o tym pisał, czasami nawet lepiej, dociekliwiej, bez owijania w bawełnę, celniej itp..
W każdym razie trafiłem na zapowiedź książki, która z ostatnim dniem maja będzie miała oficjalną premierę. Bo teraz jest zdaje się w przedsprzedaży. I są to ,,Lokalsi. Nieoficjalna historia pewnego samorządu” Andrzeja Andrysiaka. I na stronie Krytyki Politycznej znajdziemy tekst pod okładką książki, który zaczyna się w ten oto sposób, cytuję: ,,Nie ma większego mitu w polskiej debacie publicznej niż ten, że samorządność nam się udała”. A kończy się ten fragment, zapowiadający/reklamujący ,,Lokalsów” taką oto frazą, cytuję ponownie: ,,Ta książka to opowieść o małych ludziach w małej polityce, historia niewielkiego miasta i uniwersalna historia Polski lokalnej w jednym”.
Autora podobnie – nie znałem wcześniej, nie słyszałem, a teraz, jak widać i słychać, to się zmieniło. Przed 2015 rokiem Andrysiak związany był między innymi z ,,Życiem Warszawy”, czy ,,Dziennikiem Gazetą Prawną”. Od 2015 jest wydawcą tygodnika ,,Gazeta Radomszczańska” i właśnie te doświadczenia w małej, lokalnej społeczności, jak rozumiem, stały się przyczynkiem do napisania ,,Nieoficjalnej historii samorządu”. Aczkolwiek, bo trochę poklikałem tu i tam, jeżeli kto ma ochotę, czas i dobrą wolę, to dobrym wprowadzeniem do wspominanej tutaj książki Andrysiaka będzie jego esej – Spółdzielnia pracy ,,Samorząd” bodajże z 2018 roku, opublikowany w miesięczniku ,,Pismo. Magazyn Opinii”. Dostęp jest płatny, ale, bo jest ale – można na spotify odsłuchać tego eseju i być może też w innych podcastowych miejscach. Na wszelki wypadek zostawię link – TUTAJ
W każdym te osoby, które mnie znają, zapewne są w stanie sobie wyobrazić moją reakcję na tę książkę. Jednocześnie, żeby nie przedłużać tego wpisu, nie ciągnąć go w nieskończoność, pomimo tego, że nie znam treści ,,Lokalsów”, czuję się zobowiązany wtrącić przysłowiowe pięć groszy. Bo mnie ta pozycja książkowa nieco zaskoczyła (i ucieszyła, no pewnie), w sensie, że tak nagle się pojawiła, a ja sobie od dłuższego czasu jakieś plany snułem, że do wyborów samorządowych w 2023 roku rozliczę samorządność w województwie lubuskim i opiszę, co jest do zmiany na już, teraz, natychmiast. Bo sobie tak założyłem, że jak zbadam Lubuskie, to będą miał obraz całej Polski. Ewentualnie będę miał solidny punkt odniesienia. To oczywiście nie znaczy, że tego nie zrobię, bo i owszem, zrobię. Niemniej trzy do pięciu zdań muszę napisać teraz, już, bez zbędnej zwłoki.
Są stosunki pańszczyźniane w samorządach, wiadomo. Kompetencje Rady Miejskiej w ustawie o samorządzie, to jeden wielki żart. W praktyce Rada Miejska jest przedłużeniem woli wójta/burmistrza/prezydenta i niczym więcej, szczególnie jeżeli większość rajców zapatrzona jest z tych lub innych powodów w urzędującego włodarza. Zapatrzenie nie jest przecież wynikiem posiadania jakichś idei, ma zupełnie inne źródła. Jak temu zaradzić i przywrócić rolę kontrolną Rady Miejskiej? Wydaje mi się, że jest proste rozwiązanie. Wybory na wójta/burmistrza/prezydenta musiałyby odbywać się w innym terminie niż wybory do Rady Miejskiej. Być może w jednej kadencji, powiedzmy pięcioletniej, należałoby dwukrotnie przeprowadzać wybory, co 2, 5 roku. Np. w 2018 wybory na wójta, w połowie 2021 wybory do RM, potem w 2023 wybory na wójta i w połowie 2026 wybory do RM.
Opowieści samorządowców, które szczęśliwie zdarzają się coraz rzadziej, że dziura w drodze nie jest polityczna, dlatego oni nie mieszają się do polityki, to jedna z większych ściem ostatnich co najmniej 15 lat. Ekipy, które rządzą w samorządach działają tak samo, jak partie polityczne. A w mojej ocenie, robią to nawet lepiej, w sensie cyniczniej. Mniej więcej przypominają mentalność PiS na poziomie ogólnopolskim. Nieograniczona władza wójta/burmistrza/prezydenta zagwarantowana przez ustawę o samorządzie lokuje ten dokument we wschodniej kulturze politycznej. Na pewno nie ma niczego wspólnego z zachodnią cywilizacją. Wiara w to, że procedury, akty prawa będą ograniczać w jakikolwiek sposób włodarzy, być może sprawdzają się w dojrzałych demokracjach. U nas, w sensie w Polsce, poza romantycznym marzeniem o dojrzałości samorządowej, nigdy nic takiego nie miało miejsca poza jakimiś szlachetnymi, dinozaurowskimi wyjątkami.
Wreszcie wójt/burmistrz/prezydent nie powinien być kierownikiem lokalnego aparatu administracyjnego. A przynajmniej jego możliwości w tym zakresie powinny być radykalnie ograniczone. I wzmocniłbym w związku z tym administrację, jako jednego z trzech ważnych graczy w samorządzie obok burmistrza i Rady Miejskiej. W związku z tym pewnie większą rolę w urzędzie odgrywałby ktoś, kto obecnie w samorządach pełni funkcję sekretarza gminy.
I chyba tyle póki co mam do powiedzenia. Tak na szybko, w entuzjastycznym nastroju, w oczekiwaniu na lekturę ,,Lokalsów”.
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn