Wygnani i zjadani przez robactwo

W 2001 roku Annie Proulx w posłowiu do amerykańskiego, wznowionego wydania ,,Psich pazurów” Thomasa Savage’a stwierdzała bez ogródek, już na samym początku, że to historia o wypartym homoseksualizmie, który ostatecznie przeradza się w homofobię. Ten wątek w powieści z 1967 roku nie jest wcale tak oczywisty. Możemy się jedynie domyślać, dlaczego jeden z dwóch braci Burbanków, Phil, czterdziestoletni, zamożny ranczer, dobrze wykształcony i nad wyraz inteligentny, hoduje potwora gdzieś w zapajęczonych, zaniedbanych piwnicach swojego serca. W takim miejscu, do którego pewnie niechętnie sam zagląda. Tam, gdzie rośnie taki mały sadysta, który nie zadowoli się zabiciem muchy gazetą, raczej będzie chciał owada złapać, a potem wyrywać mu po kolei skrzydła, odnóża, delikatnie oddzieli głowę od tułowia i może nawet szpilką, pod mikroskopem, będzie wyłupywał owadzie oczy. Kto wie.

Nietzscheański mesjasz

Tylko, że powieść Savage’a nie jest tego typu historią, nikt tutaj nie stoi z młotkiem w ręku, by te wszystkie nieskomplikowane, mniej lub bardziej psychologiczne szablony, wbić czytelnikowi do głowy.  Bo prawdę mówiąc Phil mógłby być małym mesjaszem, może nie chrześcijańskim, ale na pewno nietzscheańskim ze wszystkimi niestety wątpliwościami, które niesie tego typu postawa. I w pewnym sensie nim jest, odrzucając logikę świata, w którym tacy jak on mogliby mieć wszystko, profesurę, najwyższe stanowiska w świecie polityki, karierę, podziw i zainteresowanie tłumów. Miliony osób zdecydowanie  mniej utalentowanych, niezbyt wyrafinowanych i intelektualnie pospolitych śni codziennie o takich fruktach, ale Phil Burbank należał do tych nielicznych, którzy świadomie z tego wszystkiego zrezygnowali, chociaż nic nie stało na przeszkodzie, by mogli to mieć ot tak, po prostu, bez większego wysiłku. Tylko kogo, trzymając się mesjanistycznej retoryki, miałby zbawić Phil Burbank? Prawdę mówiąc musiałby zacząć od siebie, a na to zdaje się, nie miał najmniejszej ochoty. Mali mesjasze chętnie za to zbawiają wszystkich dookoła i to na swoich warunkach, jak to mesjasze. Nie ma więc tutaj miejsca na żadne półcienie, warstwy i subtelności. Jest ,,tak” i ,,nie”, a reszta jest nic nie warta.

Wyrafinowana gra

W 2021 powieść Thomasa Savage’a zaadaptowała na potrzeby filmu Jane Campion. W niektórych recenzjach pojawiły się wtedy sugestie, że reżyserka prowadzi pewną grę z literackim pierwowzorem, jakiś rodzaj wyrafinowanej rozmowy. Nie pamiętam jednak, kto i gdzie to napisał. Podobnego zdania była Karolina Felberg (krytyczka i historyczka literatury) w lutowym wydaniu Nowego Tygodnika Kulturalnego. Omawiano wtedy film Campion, a Felberg zajrzała również do powieści i ostatecznie była przekonana, że reżyserka ,,Psich pazurów” prowadzi raczej grę z widzami, tak kierując fabułą, by wywołać w nich pewien rodzaj niedosytu, co z kolei miałoby zakończyć się sięgnięciem po powieść Thomasa Savage’a.

Różne pętle tu i ówdzie

I chyba jest w tym sporo racji. Pisałem o samym filmie kilka miesięcy temu, nie będę więc wracał do fabuły, bo na pierwszym planie niczym się ona nie różni od literackiego odpowiednika. Mamy dwóch braci ranczerów, Phila i George’a, żyjących w Montanie, w północno-zachodniej części USA. Ich życie zmienia się, kiedy jeden z nich, George, poślubia Rose, wdowę po lekarzu. Kiedy Rose przeprowadza się na ranczo, a w wakacje dołącza do niej syn Peter, studiujący medycynę,  różne pętle, rozmieszczone tu i ówdzie, zaczynają niebezpiecznie zaciskać się na szyjach wszystkich postaci.

Ale wracając do tego rzekomego uwodzenia widza, by ten miał poczucie lekkiego dyskomfortu, warto wiedzieć, że kiedy w 1967 roku powieść Savage’a pojawiła się na rynku, spotkała się z uznaniem krytyków, ale mało kto chciał widzieć w niej coś więcej poza nieuchronnym zderzeniem dobra i zła. Owszem, dostrzegali w ,,Psich pazurach” jakąś nieodwołalność rodem z antycznych tragedii, ale to wszystko na co było ich stać. Prawdę mówiąc wypełniali oni samospełniające się groźby, które rozsiadają się w tej powieści na wielu niewygodnych siedziskach.

Wygnanie w każdej możliwej postaci

Bo w powieści Thomasa Savage’a nie tylko orientacja seksualna głównego bohatera jest wypędzona z raju i toczy ją robactwo w zatęchłej piwnicy. Jest tego zdecydowanie więcej i właściwie można bez żadnej przesady powiedzieć, że nad powieścią, od samego jej początku unoszą się burzowe chmury, których efektem jest wygnanie w każdej możliwej postaci. Wygnańcami są rdzenni mieszkańcy Ameryki, to przede wszystkim, potem ubodzy ranczerzy, których warunki klimatyczne zmuszają do opuszczenia swoich siedzib, niezbyt zamożni mieszkańcy prowincji, zostawiający zapadłą miejscowość, żeby spróbować szczęścia w większych ośrodkach. Wygnańcami są młodzieńcy, których jakaś odmienność i nieprzystosowanie budzi agresję rówieśników, w końcu wygnani są wszyscy, kobiety i mężczyźni, bo uwikłani są w swoje małe i duże ograniczenia, które popychają ich w to samo miejsce, do którego nie chce zajrzeć Phil Burbank.

I w tym sensie Jane Campion być może wywołuje do tablicy świetną skądinąd powieść Thomasa Savage’a, sugerując, że konstrukcja świata, w którym żyjemy, od czynników klimatycznych, po ekonomiczne, społeczne, tożsamościowe i międzyludzkie, zbudowana jest na zgniłym fundamencie wypędzenia. A wygnanie dla większości z nas jest jedyną melodią, którą znamy na pamięć i jest ona tak powszechna, że wsiąkła w nas i nie sposób się jej pozbyć, bo ciężko pozbyć się swojej natury.  

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

1 Comment

Dodaj komentarz