Miałem szczęście i to jednego dnia. W sumie dwa szczęścia, ale gdyby dłużej się nad tym zastanowić, to jednak jedno. Dwukrotnie to samo. Najpierw natknąłem się na Aleksandra Smolara w podcaście Kultury Liberalnej. Na temat obrony liberalizmu rozmawiało się tam. A potem, kilka godzin później, trafiłem na Witolda Gombrowicza, który – jak wiadomo – rozprawiał się z polskością, jak mało kto. Chociaż akurat fragmenty, do których zaglądałem, dotyczyły malarstwa.
W ogóle wszystko zaczęło się od Manueli Gretkowskiej, a dokładnie od jej powieści ,, Trans” z 2011 roku (wszystko to się ze sobą łączy, że mnie tak przygnało w te strony). To powieść z kluczem, powrót do czasów emigracji autorki pod koniec lat 80., pobyt we Francji z pierwszym mężem Cezarym Michalskim, a potem czas żuławszczyzny w życiu Gretkowskiej, który kończy się napisaniem scenariusza do ,,Szamanki” w reżyserii Andrzeja Żuławskiego. I autorka rozprawia się w ,,Transie” po raz kolejny z tym okresem, a właściwie ze związkiem ze znanym reżyserem i jest tam świetna scena, w której bohaterka ma na sobie bieliznę (nie tylko, ale bielizna jest tutaj kluczowa), zakupioną w sex shopie, której nie trzeba było zdejmować podczas seksu, ponieważ była to bielizna, która nie broniła dostępu do waginy, no i bohaterka odprowadza mężczyznę, jest Paryż, jest noc, może wieczór, palą się nocne lampy, jak to nocą, i ona stoi, żegna się z kochankiem, stoi nad kratką ściekową, a z jej waginy skapuje sperma tego mężczyzny, z którym się żegna, gdzieś w te kanalizacje paryskie, w te wszystkie nieczystości, które tam spływają, zbierają się i deszcz też, na pewno, a Paryżanie i nie tylko oni, zapewne mogliby też tam spluwać, jak im się ślina zbierała w ustach, bo może traktowali to miejsce, niczym spluwaczkę, ale tego nie wiem, bo o tym powieść Gretkowskiej milczy.
No i w ,,Transie”, nieco zmieniając fakty, ale jednak, przywołany jest moment, kiedy bohaterka pisze list do reżysera w tym Paryżu, zanim jeszcze zostali kochankami i rzeczywiście tak było, tylko, że w powieści jest nikomu nieznaną, ale niezwykle ambitną, młodą kobietą z Polski, a realnie była już autorką po debiucie – powieści, ni to dziennika, czegoś takiego pomiędzy jednym a drugim. ,,My zdies emigranty” taki był tytuł, a jeszcze całość poprzedzał list Czesława Miłosza do Gretkowskiej, gdzie między innymi Miłosz pisze, że jest dobrze, ale krótko, bo debiut polskiej pisarki liczył sobie zaledwie 64 strony. I tę właśnie powieść (z listem Miłosza we wstępie) wysłała Gretkowska do Żuławskiego. Tak się to wszystko zaczęło. A dzisiaj, czytając Gombrowicza, bo prawdę mówiąc Gretkowska jest bardzo blisko Gombrowicza, ale nie w języku, a w postrzeganiu świata i u tego Gombrowicza trafiłem akurat na wymianę zdań między Czesławem Miłoszem, a Gombrowiczem. No i to wszystko się tak ładnie ze sobą poukładało. A wcześniej właśnie wpadłem na Smolara w tym podcaście. Więc w sumie miałem, jak to mówią, więcej szczęścia niż rozumu.
O Smolarze i Gombrowiczu, liberalizmie bez ekonomii, wspólnocie i polskości w ujęciu Gombrowicza na przykładzie malarstwa i w ogóle o rozumieniu wspólnoty – o tym będzie osobny wpis. Tym bardziej osobny planuję o Manueli Gretkowskiej, ale chciałbym coś sprawdzić i muszę jeszcze doczytać jej dwie, a może trzy powieści, które powstały po debiucie i dopiero wtedy bym wrócił tutaj z ,,Transem” i nie tylko.
Foto wykorzystane w grafice: Margerretta z Pexels
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn