Żadne 30 lat zapóźnień. Raczej 30 lat podważania dorobku poprzedników

9 czerwca w Kulturze Liberalnej (KL) pojawiła się rozmowa Jarosława Kuisza (naczelny KL) z Aleksandrem Smolarem (człowiekiem instytucją, z dwudziestoletnim niemal szefowaniem Fundacji Batorego). Dostępna na wszystkich kanałach podcastowych, w tym na Youtube. Obaj panowie są liberałami i o liberalizmie też rozmawiali. Jest to w sumie rozmowa ucznia z mistrzem. Aleksander Smolar ma 82 lata, Jarosław Kuisz – 46. Słucha się tych dwóch panów z ogromną przyjemnością. Nie będę streszczał całej rozmowy, bo jest ona powszechnie dostępna, skupię się więc na jednym zdaniu, które z racji interesujących mnie spraw, najmocniej zapadło mi w pamięci.

Pod koniec tej rozmowy, naczelny KL pyta o przyszłość myśli liberalnej w Polsce, Smolar łączy w jednym zdaniu błędy polskiej liberalnej postawy, próbując nadać jej bardziej wyważony niż to miało do tej pory, wspólnotowy charakter. Mówi więc, że nie jest wielkim wyczynem w małym gronie twierdzić, że trzeba szybciej zmierzać w kierunku Zachodu. Gdyby Polska ograniczała się tylko do tej grupy osób, wtedy owszem, można przyspieszyć, a nawet biec bez opamiętania z zamkniętymi oczami. Jednak, mówi Smolar, jeżeli poważnie traktować Polaków, a sam kraj, jako podstawowy, kulturowy podmiot, to kierunkiem nadal będzie Zachód, ale w ramach całego podmiotu, a nie garstki osób. Mówi Smolar, że ostatecznie, jak się komuś tak spieszy, że nie zauważa tej grupy Polaków, którzy się przed tym z jakichś powodów bronią, to lepiej by było, żeby ta garstka osób po prostu wyjechała na Zachód i tam zamieszkała. Zatem, mówi były szef Fundacji Batorego, trzeba włożyć więcej wysiłku, by móc wspólnie zmierzać w obranym kierunku, ale na zupełnie innych zasadach, w oparciu o inne wartości.

Nie chcę tego rozważać na poziomie ogólnopolskim. Przekaz A. Smolara jest na tyle sugestywny, że nie pozostawia wątpliwości, co do jego diagnozy. Stoją zresztą za tym tysiące stron polemik, analiz i diagnoz  w polskiej debacie publicznej w ostatnich latach.

Mnie bardziej interesuje przeniesienie tej diagnozy na lokalne podwórko. Bo wydaje mi się, że od lat mamy tutaj ten sam problem. To znaczy, że z sukcesem pojawiają się we Wschowie głosy, które przekonują, że jesteśmy w dupie, niczego sensownego w ostatnich dekadach to miasto nie wypracowało, wszystko trzeba od początku, bo tutaj nawet początku nie było itd., itp.. Jak nie ekonomia, która miała nas zbawić, to teraz – trudno właściwie powiedzieć co, jak to nazwać, jakiś rodzaj wielkomiejskiej bufonady i sekciarstwa w dyletanckiej oprawie, które miałoby uratować po raz kolejny Wschowę przed rzekomym, a jednocześnie spektakularnym upadkiem.

Zawsze to wygląda tak samo. Jest ogromna presja za każdym razem, żeby podważać dorobek poprzedników. Pojawiają się nowe objawienia, których żywotność jest z gruntu skazana na porażkę, jak nie od razu, to przy okazji zmiany władzy. Pojawiają się nowi mesjasze, których aktywność jest z gruntu przesądzona. Brakuje ciągłości, poza tą, która jest nieunikniona na poziomie administrowania gminą, brakuje umiejętności podtrzymywania relacji z dotychczasowymi osiągnięciami Wschowy, z jej liderami, tymi prawdziwymi, a nie narzuconymi. Nie prowadzi się dialogu z lokalną przeszłością samorządową, tylko się ją kopie, jak rozkapryszone dziecko. To, co się sprawdzało, grzebie się bez mrugnięcia okiem przy radości garstki klakierów, to co wymagało korekty, jest jeszcze głębiej grzebane i tak w kółko, co 4 albo 5 lat. W tym sensie, gdyby Wschowa miała odpowiadać za rozwój cywilizacji, bylibyśmy na etapie kamienia łupanego, jaskiń i biegania nago po lesie w pogoni za zwierzyną łowną. A gdybyśmy odpowiadali za rozwój literatury, świat byłby pozbawiony słowa pisanego. Byśmy sobie gugulali szczęśliwi z siebie i tych, dla których gugulanie byłoby najświętszą wartością pod słońcem. Takie rzeczy dzieją się tylko w samorządach, a Wschowa pod tym względem zapewne mogłaby święcić triumfy w każdym konkursie marnowania wszystkiego, co ma potencjał, wartość, sens i rozum.

Jest to samo w sobie bałwochwalcze, to nurzanie się w wymazywaniu, deprecjonowaniu i bieganiu online i offline z hasłem na ustach ,,30 lat zapóźnień, 30 lat zapóźnień, 30 lat zapóźnień”. Pomimo tych wszystkich na pozór odkrywczych gestów, pomimo tej niewymuszonej przecież przez nikogo jałowej propagandy, jest w tym zwykła i poddańcza uniżoność właśnie wobec tego, co się tak marginalizuje z maniakalnym uporem (taki rodzaj kapłanów nowego świata a rebours). Plus próby tłumaczenia, że teraz, kiedy panują te, a nie inne lokalne rządy, świat się nagle skomplikował, jest trudniej, nie da się wszystkiego zrobić, jedna osoba może wstrzymać budowę kanalizacji, a inna osoba budowę deptaka, ceny idą w górę, a wykonawcy się nie zgłaszają, a jeszcze to, a jeszcze tamto. Tak, jakby poprzednicy twierdzili, że za ich czasów świat był usłany różami, a wszyscy naokoło tylko czekali, żeby dostarczać wagony pieniędzy na wschowskie zachciewajki.

Więc wcale nie jest prawdą, że mamy 30 lat zapóźnień. Jest odwrotnie – mamy 30 lat podważania tego, co dla Wschowy zrobili poprzednicy. To mamy na pewno. I w tym sensie Aleksander Smolar mówi w podcaście KL, że czas z tym skończyć. Że tak dalej się nie da i niechby samozwańczy zbawcy wyjechali szukać wyznawców gdzie indziej, a miejscowym dali spokój. Tak mówi Smolar, nie przesadzam.

Foto wykorzystane w grafice: Johannes Albert z Pexels

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

4 Comments

  1. Panie Rafale, pod tym tekstem mogę się podpisać dwoma rękoma. Zwłaszcza: „Nie prowadzi się dialogu z lokalną przeszłością samorządową, tylko się ją kopie, jak rozkapryszone dziecko.” – bardzo wymowne, chociaż smutne.
    Pięknie by było, gdyby taki włodarz umiał uznać zasługi innych. O ile łatwiej by mu było, bo przecież taki były włodarz, który by usłyszał, że jednak coś zrobił dobrze – chętnie by się podzielił swoim doświadczeniem. Gdyby nie miał kompleksów, to może by się nawet przyznał czego się nauczył i co zrobiłby na przyszłość inaczej. W ten sposób bylibyśmy świadkami progresu, a tak drepczemy w miejscu w wielu sferach.
    Brakuje nam szacunku do siebie, przykro się na to z boku patrzy.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pani Magdo, mam właśnie wrażenie, że to zjawisko na poziomie werbalnym ostatnio się nasiliło. Słuchając spotkania burmistrza z mieszkańcami Tylewic nie tak dawno, czytając komentarze na Hello Wschowa mojego niegdyś serdecznego kolegi z zw.pl, słyszy się o tych 30 latach zapóźnień. Lokalne władze samorządu i propagandyści pewnie szukają sposobu, jak tu zmanipulować mieszkańców, jak im namieszać w głowach, jak wystrychnąć na przysłowiowego Dudka, żeby wyborcy uznali ich za jedynych samorządowców pod słońcem.
      Mnie też jest przykro z tego powodu. Wierzę natomiast, po raz ostatni zapewne, że można ten stan odwrócić, wymagając od przyszłych kandydatów na burmistrza gwarancji, że skończą z tym skandalicznym procederem. Jak nas do siebie przekonają przed wyborami? Tego nie wiem, to już problem lokalnych polityczek i polityków. Wyborcy muszą postawić warunki. Nie ma co się bezczynnie przyglądać w trakcie kampanii wyborczej, jak jeden z drugim, którzy szykują się już w blokach startowych, będą nawijać mieszkańcom makaron na uszy.

      Polubienie

  2. W kopaniu lokalnej przeszłości samorządowej bryluje obecny burmistrz Wschowy! Niestety to typowy narcyz, a jego samouwielbienie jest niespotykane wręcz! Przy czym to „kopanie lokalnej przeszłości samorządowej” dotyczy zarówno byłych włodarzy miasta, jak i „starych” (niekoniecznie wiekowo) pracowników umig. Mam nadzieję, że ludzie nie dadzą się nabrać na te bajeczki Konrada.

    Polubienie

Dodaj komentarz