Boże Ciało Mieczysława Wojnicza

Tak się złożyło, że w dniu, kiedy społeczność katolicka świętowała ,,Boże Ciało”, ja zabrałem się za czytanie ,,Empuzjonu” Olgi Tokarczuk. Tak, są między nami dobrzy ludzie, którzy książkę tę nabyli jakiś czas temu, a wczoraj, kiedy ich zagadnąłem, tych dobrych ludzi, czy czytają, czy co robią, powiedzieli, a przyjdźże do nas, weźże, przeczytajże, a będziesz wiedział, bo mamy, owszem, ale z lekturą czekamy do lipca, pożyczywa, dlaczego by nie, ino ty zdąż z tym czytaniem, nie zwlekaj i nie marudźże.

Myślałem więc, że wszystko przebiegnie bezkolizyjnie. ,,Boże Ciało” sobie, a ,,Empuzjon” sobie. Ale ino tylko kogut zapiał o poranku, ino co wyszedłem na balkon, tytoń tani wyćmić, powietrza nabrać w płuca, z dniem się przywitać, łykiem kawy otrzeźwić, już widzę, że tu obok, dwa metry dalej ołtarz jest stawiany, dekorowany, gałązki skądś zniesione z listkami zielonymi; no to już wiedziałem, przeca, że to co roku się dzieje tutaj, w okolicy i czy aby to nie pierwsze oznaki jakiegoś umysłowego zaćmienia mózgownicy, że tak to wszystko obliczyłem, byleby bezkolizyjnie, a okazało się, że wcale to a wcale nie mogło się udać, skoro tradycja inna, kolizyjna jest.

Gdyby człowiek w innym miejscu miasta mieszkał, gdzieś pod Nową Wsią lub Osową Sienią, usłyszałby pianie koguta, wyszedłby na ganek, kawy by spróbował, tytoń tani odpalił, rozsiadłby się i ,,Empuzjon” czytał. A tak, zaraz jakaś niepewność się wkradła, że co teraz będzie? Czy szykując się do czytania, najpierw białą koszulę wyprasować, spodnie ślubne ze strychu ściągnąć, z kurzu otrzepać, buty wypastować, skarpety gotowe do założenia, gdzieś w widocznym miejscu zostawić na wszelki wypadek, dokładniejsze ablucje poczynić, szkła w okularach przemyć, przed czytaniem usiąść najpierw, czekać, czy co robić? Bo przecież gdyby mnie naszła ochota na tytoń tani, a pod oknami właśnie przechodziłby tłum odświętnie ubrany, to jakbym miał się tym ludziom na balkonie pokazać, żeby ich nie wybić z uroczystego świętowania ich, żeby im nie zakłócić tych ważnych dla nich chwil? Jak nic musiałbym się ubrać odświętnie, bo może ktoś by mnie i dostrzegł i do uroczyście tak odzianego nawet by pomachać chciał, a jakbym za przeproszeniem w gaciach wyszedł z brzuchem wypiętym bez t-shirta żadnego z fają w gębie zarośniętej, to przecież nawet jakby kto z życzliwości chciał pomachać na tę okazję, prędzej by się ugryzł w język i by przez cały dzień rozmyślał o tym, jak to człowiek jakiś, w sensie ja, wyszedł mu na balkon i wyglądał, jak stary satyr bez umiaru żadnego.

Więc w tej nerwowości i zakłopotaniu myślałem, co robić i zdecydowałem. Ćmić taniego tytoniu nie miałem zamiaru w czasie, gdy święty ten pochód pod balkonem będzie maszerował z pieśnią i modlitwą na ustach. Takie sobie narzuciłem nowe prawo miłości do drugiego człowieka, żeby mógł on w spokoju i godności swoim świętowaniem się upajać. I jak to ustaliłem, wziąłem się za czytanie i spokój we mnie zagościł, bo spokój to coś więcej niż wieczna niepewność i towarzyszące temu inne niedomagania na ciele i umyśle.

I jaka mnie przyjemność spotkała, że aż dreszcze mnie przechodzą na samą myśl o tym. Naprawdę, świat nie znosi tego, w sensie próżni, widocznie taką ma symetryczną konstrukcję, że jak za oknami ,,Boże Ciało”, to w ,,Empuzjonie” też trafi się na Ciało, ale będzie to Ciało nie Boże, a dokładnie Mieczysława Wojnicza, młodego studenta, nieco wątłego zdrowia, który jak do tej pory główną postacią się wydaje na kartach nowej powieści noblistki (jestem w połowie książki). Bez obaw, skądże, nie będę niczego zdradzał, sam jestem w trakcie i najlepsze jeszcze zapewne przede mną, ale o jednej scenie, zaraz na początku opisanej, słów kilka dosłownie na tę okoliczność, a właściwie to czuję się w obowiązku zdać relację z tego, na co tam trafiłem.

Otóż ledwie zaczniemy, ledwie otworzymy, ledwie dobrze się wymościmy i wzrok nasz przyzwyczai się do wielkości czcionek, użytych w ,,Empuzjonie”, trafimy na taki oto fragment: ,,I to właśnie tam, na strychu, kiedy tylko mógł, kiedy zostawał sam, i przez chwilę był daleko od ojcowskiego drylu, rozbierał się do naga i owijał w satynowy obrus obszyty miękkimi frędzlami, i czuł, jak rozkosznie te frędzle muskają jego łydki i uda, i myślał, jak cudownie by było, gdyby oni, niczym starożytni Grecy, mogli chodzić w takich obrusowych chitonach” (O. Tokarczuk, Empuzjon, Kraków 2022, s. 19). I wyobraziłem sobie świat, w którym tego dnia właśnie, Mieczysław Wojnicz schodzi ze strychu z dala od ojcowskiego drylu, bo, jak świat światem, zapewne ojciec Mieczysława brałby udział w uroczystościach ,,Bożego Ciała”. Co do tego nie miałem wątpliwości. Gdyby był katolikiem i porządnym obywatelem, to na pewno. Nie siedziałby przecież w domu, syna by nie pilnował, miałby co robić. I tego dnia, być może, Mieczysław Wojnicz mógłby opuścić strych, owinięty satynowym obrusem, obszytym miękkimi frędzlami i być może pojawiłby się na balkonie, kiedy tuż pod nim maszerowałby odświętny tłum i, być może, stanąłby na barierce a potem rzucił się w dół, jak gwiazdy rocka na koncertach, na przykład Bjork lub Matt Berninger.

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz