Tuntschi, właśnie, czy korzystaliście kiedyś z Tuntschi? W sumie to pytanie do mężczyzn. Mieliście takie fantazje może z Tuntschi? Z lalkami, z którymi zaspokajaliście swoje potrzeby seksualne? Nie takimi z sex shopu, tylko stworzonymi na własne potrzeby, bo potrzeba, jak to mówią jest matką wynalazku. A Tuntschi jest taką sennenpuppe, słomianą lalką, obecną w ,,Empuzjonie” Olgi Tokarczuk, w nieco tylko innej formie. Tworzy ludzką postać, imitującą kobietę, na którą można trafić w górach, porośniętych lasem, niżej już tylko leży Pensjonat dla Panów w Gobersdorfie (obecnie Sokołowisko), a więc w miejscowości, gdzie noblistka umieściła akcję swojej nowej powieści. Tuntshi, czyli kukła z patyków, mchu, twarz z grzybów, porastających drzewa, oczy z szyszek, usta-otwór wycięty w hubie, piersi z kamieni, nogi i ręce w postaci cienkich witek, a między nogami ciemny tunel, do którego zaglądali miejscowi węglarze, by zaspokoić swoje potrzeby. Czyż nie jest to wyjątkowy patent?
Uzasadnieniem jest mężczyzna
Niejaki Willi Opitz, właściciel Pensjonatu dla Panów, wdowiec, miał na to zjawisko bardzo racjonalne wytłumaczenie. Uzasadnieniem jest sam mężczyzna. Jego obecność w świecie. Jakie to proste, prawda? Po lekturze ,,Empuzjonu” i wysłuchaniu Olgi Tokarczuk, kiedy we Wrocławiu, promowała nową powieść (materiał dostępny na YT) przypomniał mi się fragment z ewangelii Mateusza, w którym Jezus mówi, że gdzie dwaj lub trzej spotkają się w jego imię, tam on jest pośród nich. Mówi to w kontekście rozwiązywania problemów kościoła, wspólnoty, zboru lub cerkwi. Nie jest żadną tajemnicą, że w tych sprawach oficjalnie wypowiadają się i spotykają w ,,jego imieniu” mężczyźni. Gdyby Jezus dodał zaraz po kropce, że za każdym razem, będzie jednego z tych, którzy zebrali się w ,,jego imieniu”, żywcem obdzierać ze skóry, być może nie mielibyśmy cywilizacji po Chrystusie, zdominowanej, skolonizowanej i okupowanej przez mężczyzn. A to właśnie przede wszystkim bierze na warsztat Olga Tokarczuk w swojej nowej powieści.
Chrzest gnojowicą
Wróćmy jeszcze na chwilę do Tuntschi. W nauce nazywa się to chyba seksualnym zachowaniem zastępczym. Chociaż nie jestem pewien, przejrzałem pod tym kątem rozmowy Andrzeja Depko (neurologa i specjalisty seksuologa) z dziennikarką Ewą Wanat, zebrane w tomie ,,Chuć, czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie” i wydaje mi się, że tak to zostałoby nazwane. Motyw Tuntschi, obecny w ,,Empuzjonie”, ale proszę się nie obawiać jakiejś pornografii w książce Olgi Tokarczuk, po prostu występuje tam, jako echo pewnego zwyczaju, więc ten motyw najprawdopodobniej wziął się z regionu Alp w postaci legendy, zwanej Sennentuntschi, co należałoby rozumieć, jako połączenie dwóch słów – pastucha i czynności karmienia (tuczenia) w odniesieniu do słomianej lalki z podtekstem seksualnym. Ta legenda z Alp kończy się tragicznie. Sennenpupe ożywa i na końcu, kiedy pasterze mają wrócić do domu, nie pozwala wszystkim odejść. Mści się na jednym z nich. Żywcem zdzierając z niego skórę i wieszając ją u progu chaty. W 1981 roku powstał w Szwajcarii spektakl teatralny na motywach tej legendy, przerobionej wcześniej przez dramaturga Hansjörga Schneidera. Premierę tego spektaklu pokazano w szwajcarskiej telewizji, późnym wieczorem, spotkał się on z poważnymi zarzutami o bluźnierstwo i był w efekcie ocenzurowany. A brało się to stąd, że nie tyle aluzje seksualne, drażniły odbiorców, a religijny motyw chrztu słomianej lalki. Tak, w legendzie ma on znaczenie. Ponieważ to właśnie ten akt sprawia, że Tuntschi ożywa. Pasterze decydują się na chrzest, ponieważ słomiana lalka, która miała im służyć do zaspokajania potrzeb seksualnych, wydawała im się mało ludzka. Chrzest miał to zmienić. Ten moment podczas szwajcarskiej premiery wywołał skandal. Nie wiem, w jaki sposób chrzczono słomianą lalkę w spektaklu, bo w legendzie zamiast święconej wody, której po prostu pasterze nie mogli mieć przy sobie, użyto gnojowicy, czyli odchodów zwierząt, połączonych z wodą.
Znaczenie ,,Czarodziejskiej góry”
W recenzjach ,,Empuzjonu” znajdziecie informacje, że punktem wyjścia dla powieści Olgi Tokarczuk jest ,,Czarodziejska góra” Tomasza Manna. A odpowiednikiem człowieka bez właściwości, młodego inżyniera Hansa Castorpa jest Mieczysław Wojnicz, również student, przyszły inżynier. Mannowskie Davos natomiast zajmuje u Tokarczuk współczesne Sokołowsko, czyli Gobersdorf. Owszem, jest w tym sporo racji, i tam, i tutaj akcja powieści dzieje się przed wybuchem I wojny światowej. Mamy, ale w krzywym zwierciadle, odbicie tego, z czym Mann mierzył się w swojej głośnej powieści. Ale jest to tylko punkt wyjścia. Poza tym tak oczywisty, że aż śmieszny, kiedy się go przywołuje za każdym razem z jakąś nieznośną powagą, jakby co najmniej autorzy tych recenzji/esejów/omówień odkryli mechanikę kwantową. Olga Tokarczuk napisała horror, świetnie się przy tym bawiąc. A pomimo tego, mamy taką gombrowiczowską sytuację, gdzie krytycy/czytelnicy zastanawiają się, czy pierwsza powieść noblistki, po przyznaniu jej tego, jakże niezwykłego wyróżnienia, jest wybitna, czy tylko dobra. Jakby nobel dla Tokarczuk zlasował wszystkim mózgi. A przecież kryje się za tym typowy polski strażnik mickiewiczowsko-kochanowsko-rejowsko-słowacki, który pyta, nie wprost, jak polska autorka (chociaż część z pytających będzie używać formy męskiej, autor, nie autorka), noblistka (chociaż raczej noblista, ,,jak ja nienawidzę tych żeńskich końcówek” – cytat z fb), skarb narodowy (o, to jakoś brzmi, po polsku, bez żeńskich wtrętów) może się taplać w takiej gatunkowej beznadziei, jaką jest horror? What the fuck?
Czego spodziewacie się po noblistce?
Otóż jest to przekorna powieść. Na wierzchu jest to mannowskie uwiedzenie. W takim znaczeniu, i tak to odczytuję, że skoro spodziewacie się po noblistce w tym kraju trudnym i przyciężkawym, czegoś wzniosłego, szytego na miarę dziejów, pokoleń, historii, idei i czego tam jeszcze, to proszę bardzo. Mann was zadowoli. Usiądziecie teraz, będziecie porównywać, szukać analogii, parodii, dialogu itp. Macie to. Wielka noblistka mierzy się z wielkim Mannem. Czy można oczekiwać czegoś bardziej bardziej? Czegoś więcej więcej? Czegoś tak naturalnego, że kobieta, autorka (chociaż wielu powie autor) powiela do pewnego stopnia koncept wielkiego mężczyzny, pisarza, wspaniałego Manna? Nie można wymagać więcej. Tokarczuk spełniła swoje zadanie. I to jest ta najbardziej wierzchnia strona powieści. Ta najbardziej widoczna, ta oczywista, wręcz wciskana siłą czytelniczce i czytelnikowi, ta warstwa cienka, jak przezroczysty plaster sera. To, co najważniejsze u Tokarczuk dzieje się w zupełnie innych rejestrach. I w tym sensie jest to niezwykle współczesny horror, mnie samemu przypominający ,,Wieżę. Jasny dzień” Jagody Szelc, czy ,,Czarownicę. Bajkę ludową z Nowej Anglii” w reżyserii Roberta Eggersa, a może nawet ,,Babadook” Jennifer Kent, australijskiej reżyserki.
Narracyjna nirwana
Swoją drogą, wracając do spotkania autorskiego Olgi Tokarczuk z 2 czerwca tego roku we wrocławskiej Hali Stulecia, jest tam taki moment, kiedy pisarka opowiada o tym, jak krytycy w latach 90. reagowali na powieści polskich autorek, używając określenia kobieca powieść. Posłuchajcie tego, co mówi Olga Tokarczuk. Jak, powodowana wtedy zwykłym strachem, znanym przecież wszystkim w analogicznych sytuacjach, kiedy jesteśmy otoczeni bandą przemądrzałych samców, zadających męsko centryczne pytania, nie zawsze miała odwagę odpowiadać na te pytanie w zgodzie ze sobą. Wróćcie przy okazji do jednego z tegorocznych felietonów Ingi Iwasiów, napisanego dla ,,Gazety Wyborczej”, z którego dowiecie się, że wielcy bogowie jedynej i prawdziwej płci polskiego literaturoznawstwa wciąż zachowują się tak samo, pomimo tego, że mamy początek trzeciej dekady XXI wieku. Otóż ,,Empuzjon” jest pod tym kątem niezwykle świadomą powieścią. I aż korci mnie, żeby zdradzić jej zakończenie, ale kiedy już tam czytelnik dotrze, zrozumie, po pierwsze, co to znaczy w tym kraju być noblistką, po drugie, co to znaczy napisać pierwszą powieść w tym kraju po otrzymaniu literackiego Nobla i po trzecie co to znaczy wyjść z tego klinczu na swoich warunkach. A przecież i to nie rozwiązuje wszystkich warstw ,,Empuzjonu”. Chociażby na poziomie kategorii osoby/osób, która/e snuje/ą tę historię. Jestem wręcz przekonany, że Tokarczuk osiągnęła tutaj stan niemalże narracyjnej Nirwany. A to tylko jeden z wielu elementów ,,Empuzjonu”.
I pomyślcie jeszcze, kiedy już przeczytacie ,,Empuzjon” i wysłuchacie spotkania noblistki we Wrocławiu na YT – a co jeżeli kiedyś się okaże, że mężczyźni wywołują wojny z nudów?
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn
