Nie mam słów. Idę, krok robię, ty nic na to, a potem chrup, jakby kto orzeszki fistaszkowe mielił w zębach. A może nie, w zębach nie, to raczej jakby kto kołem drewnianym przejechał, taki to jest dźwięk, który wyobrażam, że mógłbym usłyszeć. Trudna sprawa to jest, ślimaku. Nie wiem już, co myśleć, bo tyle was tutaj, podobnych do siebie, że was nie odróżniam, a jak znajdę muszlę, która wpadła pod ludzkie stopy, bo człowiek nie może cały czas patrzeć pod nogi, szczególnie tam, gdzie jest płasko i wystarczy jedno niewinne spojrzenie, by ogarnąć, że droga wolna i śmiało można ją przebyć z podniesioną głową, więc kiedy widzę rozchrupaną nieco muszlę, ślimaku, to zastanawiam się, czy jesteś w stanie ją odbudować, czy to już na amen się stało, bo jeżeli tak, przyznasz, trudna sprawa to jest, niezbyt miła dla wszystkich zainteresowanych. Nie wiem, czy lekarz weterynarii podjąłby się diagnozy, gdyby cię przetransportować, czy co by powiedział? Amen, nie amen? Jest szansa, nie ma szansy? Życie, nie życie? Chodzi mi o to, że nie mam pewności, czy w takiej sytuacji, kiedy muszla przypomina przygniecioną i popękaną w wielu miejscach dziecięcą zabawkę, sam sobie poradzisz, czy trzeba wołać lekarza? Mam w sumie znajomego specjalistę, który być może chciałby się wypowiedzieć w tej konkretnej sprawie. Ale pewności nie mam.
Bo skoro cię tak często widuję, ślimaku, omijam, przeskakuję, z nogi na nogę, to muszę przyznać, że częściej cię ostatnio spotykam niż moich przyjaciół, rodzinę, a nawet wrogów lub zupełnie nieznane mi osoby, o których nie wiem, czy ich mijam po drodze, czy oni mnie i czy w ogóle. Nawet popytałem o ciebie tu i tam i pewnie wiesz, ale masz niezłą rodzinę zamorską, która buduje ze swoich ziomali ślimaczą wieżę Eiffla, a właściwie nie, nie paryską, a tę przekrzywioną we włoskiej Pizie. I naprawdę, nie wiedziałem, że takie rzeczy tam się dzieją, bo że hermafrodyta z ciebie, to i owszem, i masz już na swoim koncie niejeden kryzys wywołany w polskiej edukacji, ale żeby aż tak? Żeby jeden męski osobnik ślimaczy, spotykając na swojej drodze innego męskiego osobnika ślimaczego, zmieniał z tego powodu płeć? I tylko dlatego, że ślimak dotknął drugiego ślimaka? Czy tego aby nie za dużo? A jak z wieży w Pizie, bo nie Eiffla, zbudowanej z twoich pobratymców zniknie żeńska osobniczka, to męski osobnik znowu zmienia płeć, a przy okazji zanikają u niego wszystkie męskie atrybuty, a w ich miejsce wykształcają się żeńskie? Czy to się godzi? Czy wy macie tam jakąś ślimaczą straż, która pilnuje porządku? Czy raczej wasza wielka ślimacza rodzina nic sobie z tego nie robi?
Tym bardziej jest mi nieswojo, kiedy robię krok, a ty nic, nawet się nie ruszysz, a ja muszę slalomy robić, pod nogi patrzeć, zamiast się prostować, twarz w kierunku słońca kierować, nie garbić się i być dobrym obywatelem przy tym. A jak o to wszystko zadbać, kiedy ty swoim istnieniem, prawie, że unieważniasz nudę, wznoszoną metodą zerojedynkową.
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn