Są dojazdy ze Wschowy do Lginia. Zgromadzenie wspólników (mieszkańców) ma uwagi

Motto:

Ten rok, to rok inicjacji. Wchodzę w Argentynę

(W. Gombrowicz, Kronos)

Sytuacja zrobiła się nadzwyczaj interesująca. Są dojazdy ze Wschowy do Lginia (to jeszcze nie jest interesujące, bo mieszkańcy, w tym Ty i ja, zatrudniliśmy człowieka, który ma obowiązek dobrze wykonywać swoją pracę i jak jest problem z dojazdem do Lginia, to nikt tutaj nie robi łaski, po prostu trzeba to zorganizować, bo pracodawcy/mieszkańcy tego oczekują). Autobus będzie dowoził, bo, wiadomo, nie każdy ma samochód, młodzież poniżej określonego wieku nie ma jeszcze prawa jazdy. No trzeba to zorganizować – tak mówią pracodawcy/mieszkańcy, a pracownik w postaci burmistrza rozumie, że jest to w okresie letnim jeden z priorytetów.

Potem się okazuje, że autobus ruszy ze Wschowy i uda się czym prędzej do Lginia. Też super. Przy okazji dowiadujemy się, że zdecydowana większość miejscowości wiejskich nie załapie się na ten transport. Pomimo tego, że chodzi o młodzież i osoby bez samochodu. Wygląda na to, że jest to raczej problem mieszkańców Wschowy. Że to tutaj panuje takie, jakby to powiedzieć, komunikacyjne wykluczenie. Wsie tego problemu nie mają. Młodzież w sołectwach zdobywa przecież prawo jazdy już w 10 roku życia, a pierwszy samochód kupuje rok później. Potem się oni zwołują, ta wspaniała młodzież, na facebookach lub snapchatach i z okien widać, jak sznur, wypełnionych po brzegi pojazdów ciągnie do Wschowy, by z tego centrum gminy, przedostać się dalej do Lginia. Potem powstają super anegdoty, zawiązuje się przyjaźnie, a część tej młodzieży na pewno zostanie społecznikami i jak dorosną, to być może któryś z nich będzie marzył o tym, by i jego mieszkańcy kiedyś zatrudnili, by mógł podejmować takie decyzje. Może akurat ktoś taki będzie pochodził z Wygnańczyc i kiedy to jemu pracodawcy/mieszkańcy będą płacić co miesiąc, on z Wygnańczyc zrobi centrum gminy. I wtedy kto będzie chciał dojechać latem do Lginia, będzie musiał dotrzeć do Wygnańczyc. A niech się komuś tylko to nie spodoba i na profilu przyszłego burmistrza zacznie narzekać, to niech wyp@#$%^la na szczaw lub czereśnie na ogródki działkowe. Dosyć tego. Zawsze to samo. Jprdl.

No ale to wszystko będzie za jakiś czas, a przecież obecnie, jak to się mówi, jest tu i teraz. Oczywiście powie ktoś, a co ty człowieku gadasz. W sensie, co ja tutaj gadam. Jaki pracownik (burmistrz), jacy pracodawcy (mieszkańcy), co to ma znaczyć? Samorząd przecież to coś więcej, to pewna wspólnota ducha, idei, pięknych myśli, to także filiżanki kawy z rozmazanym tłem (umiesz tak, psychopato – w sensie, czy ja tak umiem i inni tego pokroju), to pewna postawa pokoleniowa, to pewien ruch społeczny, który ci się w głowie nie mieści (w sensie, że w mojej głowie i osób mojego pokroju). Co ty znowu o pieniądzach, że ktoś komuś płaci za robotę. Jakie to jest obrzydliwe. Ja – w sensie ktoś tak mógłby do mnie mówić, czuję, że tak to mniej więcej mogłoby wyglądać – żyję energią kosmosu, och, widzę, że reptilianie znów się gromadzą na horyzoncie, którego ty nie masz w stopniu żadnym (w sensie, ze ja nie mam)  i żywię się tylko i wyłącznie pestkami cytryny (ktoś tak mówi), dlatego wierzę, że wszystko jest w gminie wspaniałe, a mieszkańcy wsi udowodnią, że potrafią się zorganizować i dojechać do Wschowy, bo Wschowa akurat w promieniu 3 kilometrów jest centrum wszechświata.

Owszem, można i tak. Niemniej tu i teraz pod wpisem burmistrza, ale też i jednocześnie pracownika, którego zatrudniają mieszkańcy, nie wszyscy pracodawcy są zgodni. To nic takiego. W każdej szanującej się firmie ma to miejsce. Zarząd wspólników gromadzi się i naradza się. Zastanawia. Jedni poddają w wątpliwość sens tej inwestycji, bo zbyt wiele osób wyklucza, inni przeciwnie, twierdzą, że jest bosko, a jeszcze inni, żeby w ogóle nie zwracać uwagi na minusy, a jedynie tylko na plusy.

I rzeczywiście, gdyby jeden z drugim był moim lub twoim  znajomym i nieustannie lub raz na jakiś czas słyszelibyśmy od niego, że kiepsko nam idzie, pewnie byśmy się zastanowili, czy warto tę znajomość utrzymywać. Chyba, że byłaby w tym, jak mówi noblistka, czułość. Ale w tak zwanym samorządzie nie mamy z tym do czynienia. Sprowadzając samorząd do relacji biznesowych, nie można bawić się w żłobek. To znaczy można, nikt nikomu nie zabrania, ale szczycąc się tym, osiąga się jedynie tyle, ile można osiągnąć na tym poziomie. Nic więcej. Więc nie przesadzajmy, że jeden z drugim pod wpisami burmistrza/pracownika zwraca uwagę, że robota jest wykonana jedynie w połowie. Twój pracodawca, jaki by nie był, przyjdzie do ciebie i powie ci to samo, jeżeli będziesz chwalił się, że jest zrobione, chociaż nie jest zrobione tak, jak powinno.

foto wykorzystane w grafice: Roman Fox z Unsplash

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz