Akcja tego dramatu politycznego dzieje się w pewnym miasteczku, znanym z tego, że jest znane… dobra, daj spokój człowieku, nie męcz się. Przepraszam państwa za zakłócenia. Rzecz więc się dzieje w miasteczku, zamieszkałym przez aktywistów maści wszelakiej. Tak to właśnie wygląda. Przechodząc od razu do tego, co się wydarzyło, mamy oto aktywistkę lat ileś tam, co to dzwoni do pana Kotwicy. Pan Kotwica to ważna persona.
Dryn, dryn, dryn.
– Dzień dobry, pan Kotwica?
– Tak, a kto mówi?
– Aktywistka, panie Kotwica, aktywistka.
– Znam, znam, wiem i podziwiam, ale wie pani co, musi pani jeszcze raz zadzwonić, bo przez przypadek odebrałem, a do mnie nie można z miasta bezpośrednio się połączyć. TO jakiś matrix, widziała pani matrix, piękny film o tabletkach na potencję, jak się weźmie niebieską, no dobra i tak pani nie zrozumie, rozumie pani? Różnica, płeć, ptaszek, broszka, mówi to pani coś? Tak więc proszę się rozłączyć i zadzwonić jeszcze raz. Sekretarka panią umówi ze mną. Kłaniam się, jestem zajęty tak w ogóle, ale miły dla wszystkich i serce mam na dłoni. Do widzenia.
Po chwili aktywistka ponownie wybiera numer telefonu.
– Dzień dobry, pan Kotwica?
– Dzień dobry, sekretarka pana Kotwicy. Słucham panią.
– Z tej strony aktywistka. Proszę mnie połączyć z panem Kotwicą.
– Teraz pana Kotwicy nie ma. Jest na ekumenicznym sympozjum w Azjii euroazjatyckiej w Szprewie dokładnie za Wrocławiem trzy kilosy stąd na północ za 45 euro. Także tego, no, sama pani rozumie. Mogę panią umówić na… na za tydzień.
– Za tydzień? Ale to będzie po Ptokach, droga pani. Jak mówi mój ulubiony marksista: kto urodził się jajkiem, ma żółtko, białko i skorupkę, także bardzo to pasuje do tej sytuacji, w której mnie pani stawia. Pytanie tylko, kto jest żółtkiem, a kto skorupką, droga pani?
– Pani aktywistko, nie przedłużajmy. Mam panią umówić, czy podyktuje mi pani, co pani chce powiedzieć, zamieszczę pani wypowiedź na specjalnej stronie do tego przeznaczonej. Pan kotwica później to przeczyta i jak będzie to zgodne z jego emploi, to da łapkę w górę incognito.
– Dobrze, w takim razie proszę pisać, dyktuję: słyszałam, że złe i podłe ludzie zmuszą pana kotwicę, by pan kotwica, wielce szanowny, miał coś złamać, nie wiem, bo nie czytałam dokładnie, nie usłyszałam tam gdzie trzeba, ale chyba sobie rękę. No – proszę dokładnie zacytować – no dziwię się, że złe i podłe tak namawiają pana kotwicę. Chyba mózgu nie mają za grosz. A Fe, nieładnie, skandal i wpadka, tak, wpadka wizerunkowa. Typowa, typowa zagrywka. Przecież jak pan kotwica by sobie złamał rękę, do czego namawia go zła i podła ludź, to by miał złamaną rękę i jak by siku robił albo kupę, prawda? Niech ktoś najpierw pomyśli, zanim coś wymyśli – tak usłyszałam w niedzielę w kościele i to powtórzę – niech ktoś najpierw pomyśli, zanim coś wymyśli. Proszę mnie podpisać: aktywistka. Bo zawsze się podpisuję, więc to wszystko.
Minął tydzień, może ciut więcej i znowu drynda telefon. Dzowni aktywistka, ale tym razem do posła Miasta. Poseł ten to ważna persona. Żeby nie przedłużać, zaznaczmy, że aktywistka się dodzwoniła, Poseł Miast odebrał, potem się rozłączył, potem aktywistka jeszcze raz zadzwoniła, odebrała sekretarka, potem rozmawiali długo i szczęśliwie i na koniec umówiły się panie, że aktywistka podyktuje treść, która zostanie zamieszczona na stronie internetowej, a jak się ta treść spodoba, to poseł Miast zapamięta tę wypowiedź, bo poseł Miast nie bawi się w łapki w górę, łapki w dół, tym bardziej, że na tej stronie nie ma łapek w górę, łapek w dół pod zamieszczanymi wypowiedziami. Zatem do rzeczy. Rozmowa wyglądała tak:
– Czy pani sekretarka jest gotowa, bo ja jestem gotowa i już bym mogła podyktować.
– Proszę, śmiało, słucham panią, jaka treść będzie?
– Proszę pisać, a więc tak: Panie poseł Miast, ja słyszała, że nie o to chodzi, o co chodziło wcześniej. Że pan Kotwica nie był namawiany do złamania ręki, ino do czego innego. Bardzo panu dziękuję, że pan wskazał wyjście z tej sytuacji. Czytałam na stronie chodzi lisek w koło domu peel, że świat się zmienia i nie jest to niczyj wymysł. Naprawdę, tutaj dam sobie obciąć nawet paznokieć u lewej stopy, że to prawda. Otóż brakuje mi może, panie pośle Miast, żeby pan szturchnął kogo trzeba w tej sprawie. A tak w ogóle, czy nie byłoby supernowo, gdyby pan Kotwica publicznie podziękował panu, panie poseł Miast. Przecież co mu szkodzi, nie, kurde blaszka? Co on taki, nie? Taki huzia na juzia. Przecież my jesteśmy wszyscy z tego samego grodu, znanego z tego, o co nikt nas nie podejrzewa. Także liczę na więcej i powiem panu słowami mojej ulubionej poetki Szymborskiej: Mój ci on, w sensie, nie mogę się zdecydować.
I aktywistka się rozłączyła.
I TAK SIĘ KOŃCZY TEN DRAMAT POLITYCZNY. Nie miej słuchaczu żalu, że to już koniec. Nic się nie kończy, bo jeszcze dobrze się nie zaczęło. Ino wypatruj, a nie śpij i miej oczy dookoła głowy. Nim kur zapieje, chorągiew na rynku dwa razy się obróci, albo trzy razy i zawsze zgodnie z wiatrem. Morał z tego: lepiej być wiatrem, niźli chorągwią.