Wszystkie nasze strachy albo nieludzka uniwersalność, cz. 1

Chyba Tomasz Raczek przy okazji recenzji ,,Wszystkich naszych strachów” pytał, czy to jest film, który wywoła dyskusję w Polsce, bo być może – to już moja uwaga – twórcy takich filmów, jak ,,Wszystkie nasze strachy” może i by tego chcieli. A myślę, że to jest jakaś fantasmagoria, bo przecież dyskusje i owszem, inby a jakże, mają miejsce, ale nie da się tego zaplanować, ani wykreować. To nie ten świat, nie ten peron, pociąg, zwany dyskusją, dawno odjechał i nikt go od tamtej pory nie widział.

,,Wszystkie nasze strachy” w reżyserii Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta wygrały w 2021 roku 46. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i przyglądając się temu z daleka, trudno było gdyńskie jury podejrzewać przed ogłoszeniem werdyktu, że podejmą taką decyzję. Wiadomo, jak to wygląda. To zawsze jest na dwoje babka wróżyła. Jakaś splątana sieć nastrojów, których nikt nie jest pewien. Jak w domu, gdzie wydarzyć się może wszystko. Niemniej ,,Wszystkie nasze strachy” wygrały i to jest fakt.

Wszystkie nasze strachy, czyli queer

A o czym jest film? Najkrócej mówiąc o tym, że w małej społeczności osoby Queer/LGBT może i są w stanie funkcjonować w miarę normalnie, ale raczej te, które przyjęły jakąś strategię, są aktywne, w takim sensie, że lokalna społeczność ma z nich jakiś użytek. Główny bohater, Daniel Rycharski, świetnie zagrany przez Dawida Ogrodnika, jest katolikiem, takim można by powiedzieć, oddanym sprawie, a przy tym aktywistą, który przy okazji ASF, roznoszonego przez dziki, potrafi imponująco stać na czele wiejskich hodowców świń. Jest przy tym artystą, interesuje się nim Warszawa, jakiś kurator sztuki współczesnej, więc naprawdę jest w dość komfortowej sytuacji. Na pozór rzecz jasna. Bo nigdy go nie zobaczymy, by trzymał za rękę swojego chłopaka, idąc z punktu A do punktu B. Nigdy nie pocałuje swojego chłopaka w miejscu publicznym. Nigdy z nim nie zamieszka. I – bo o tym jest film – mała lokalna społeczność w takim razie akceptuje Rycharskiego, bo ten akceptuje lokalny faszyzm (który ma się dobrze, ale niekoniecznie się ujawnia), ale jednocześnie ta sama społeczność wybiera sobie inną ofiarę, nie tak otwartą, jak Rycharski, i odreagowuje całą swoją niechęć na 17-letniej dziewczynie/lesbijce, która w efekcie popełnia samobójstwo. Można by ten trop porównać do ,,Białej wstążki” Hanekego, przy czym tam są rzecz jasna dzieci, a tutaj osoby, które wchodzą w dorosłość. Jest to też w trakcie filmu zniuansowane (rozmowa Rycharskiego z byłym chłopakiem dziewczyny), owszem, ale pozwolę sobie na taką uwagę, że faszyzmu/nazizmu nie sposób niuansować. W mojej ocenie, to nie pomaga filmowi. Niemniej jest to jeden z ważnych wątków w tym obrazie.

Wszystkie nasze strachy, czyli zasłona dymna

Drugi, to rzecz jasna konsekwencje, jakie z tego wynikają. I żeby nie spoilerować, trzeba powiedzieć, że testowana jest tutaj dość odważna, ale z góry ustawiona na przegranej pozycji, pewna, jakby to powiedzieć, taka zasłona dymna, manipulacja poniekąd, aczkolwiek w przypadku głównego bohatera uzasadniona i na pewno wynikająca ze szczerych intencji. Mianowicie Rycharski, grany przez Ogrodnika, rozumie całą sytuację w kategoriach katolickiej narracji. Widzi w tym tragicznym zdarzeniu również swoją winę i proponuje lokalnej społeczności, by wzięła udział w drodze krzyżowej, bo, jak mówi, Jagoda (samobójczyni) ma twarz Chrystusa, a cała lokalna społeczność jest winna jej śmierci. Otóż w tej próbie dialogu (mniej lub bardziej naiwnego), ciekawie prezentuje się miejscowy ksiądz, który w zdecydowanych słowach wykorzystuje tę samą narrację o Chrystusie w zupełnie innym celu. Chrystus w tej, powiedzmy, teologicznej dyspucie, jest interpretowany doraźnie w opozycji do tego, co się wydarzyło. Można nim żonglować na wiele sposobów, w tym sensie jest uniwersalny, ale jego uniwersalność jest nieludzka. A więc w opinii reprezentanta kościoła może i Chrystus był tak samo samotny, jak Jagoda, ale nie popełnił samobójstwa, był, jak pan Cogito z Herberta, zawsze do jasnej cholery wyprostowany, idealny, a ty, Rycharski i Jagoda, idealni nie jesteście. Nie macie szans z Chrystusem, podnieście ręce i poddajcie się – tak to mniej więcej brzmi.

Wszystkie nasze strachy, czyli co jest możliwe

Czy zatem możliwa jest dyskusja o sprawach, które ten film porusza. Myślę, że jak najbardziej, pod warunkiem, że nazwiemy rzeczy po imieniu, nie szukając nieistniejącej drogi środka w świecie, który nawet nie dba o to, nie udaje, że taka ścieżka w ogóle istnieje. Przynajmniej w tym świecie, w którym żyjemy. Tutaj, w Polsce.

Dałbym 7/8 na 10, ale upierałbym się, by obejrzeć ten obraz na swoich warunkach. Bo z tym filmem jest podobnie, jak z nową powieścią Olgi Tokarczuk. Istnieją obok siebie dwie opowieści, czyli opowieść twórcy i opowieść dzieła. To często są dwie różne, a czasami skrajnie odmienne historie.

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

4 Comments

  1. Kilka lat temu, posługując się w stosunku do osób homoseksualnych wyrażeniem „sodomici”, nie pomyślałbym, że u Rycharskiego odnajdę kilka do siebie podobieństw, szczególnie w poczucie odrzucenia przez lokalną parafię. Tym bardziej za obrażanie, wręcz odczłowieczanie tej mniejszości dzisiaj mi wstyd. Po obejrzeniu Wszystkich naszych strachów, zapytany, co ostatnie oglądałem, opowiedziałem o nim kilku członkom rodziny. Dyskusja skończyła się, kiedy zaczęli wobec osób nieheteroseksualnych używać sformułowań „to coś”. Poza tym, za chwilę musieli wychodzić na Msze Świętą, więc nie było nawet szans na pogłębioną wymianę poglądów.

    Pamiętam też, kiedy podczas pielgrzymi do Częstochowy, jeden z prelegentów, Jan Budziaszek, przedstawiany jako wielki autorytet, któremu sama Maryja regularnie się objawia, a którego słowa pochodzą wprost od Ducha Świętego, mówił o upadku moralnym Polski, ponieważ niedawno w Warszawie odbyła się pierwsza parada równości, na którą – gdyby żył – Lech Kaczyński nigdy by nie pozwolił. Wtedy też, jako wzór cnót i moralności został przywołany Patriarcha moskiewski, blokujący w Moskwie podobną inicjatywę. Pamiętam, że wtedy czułem złość na tych wszystkich pederastów, którzy chcą zniszczyć naszą kulturę, poszanowanie rodziny, a nawet zdeptać samego Boga.

    Dzisiaj, o sobie wtedy, myślę raczej jako o oprawcy, a o Budziaszku, jak o obrzydliwym człowieku, który opartą na nienawiści ideologię sączy w serca młodych ludzi.

    Wszystkie nasze strachy jest dla mnie przypomnieniem sumienia, który mówi, skoro byłem kiedyś oprawcą, w walce o prawa i wolności innych, często słabszych, nie powinienem być obojętny, bo sama tylko obojętność jest już nieprzyzwoita.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za komentarz. Doceniam osobisty ton.

      Wychowywałem się w rodzinie o korzeniach katolickich, ale miało to charakter powierzchowny. Czyli w niedzielę chodziło się do kościoła, a w latach 80. W tym czasie w telewizji pokazywali jakieś amerykańskie filmy chyba. Bo zawsze miałem żal o to do świata, że tak to ktoś wymyślił, że mama kazała nam się zbierać, kiedy w TV akurat pokazywali coś ciekawego. W każdym razie, gdzieś w okolicach 17 roku życia przeszedłem do dość purytańskiej wspólnoty o protestanckich korzeniach i być może dlatego przez jakieś 10 lat nie miałem pojęcia, w jaki sposób rozmawia się w KK o osobach nieheterenormatywnych.

      Pomimo tego, pamiętam, że wśród osób, które wtedy poznawałem z bańki protestanckiej, były takie, które nie rozumiały dlaczego homoseksualizm w biblii jest traktowany jak samo zło. Nie spotkałem się w ogóle z nauczaniem na ten temat, ale że w tych kręgach czytano namiętnie Pismo święte, więc szczególnie młode osoby sobie z tymi radykalnymi zapisami sobie nie radziły. I muszę powiedzieć, że pomimo tego, że nikt na kazaniach protestanckich, których wysłuchałem w tamtych latach naprawdę sporo, nie podejmował tego tematu, bo zwracano uwagę, mówiąc ogólnie na etykę i moralność w życiu, to pojawiał się on właśnie w takich nieformalnych rozmowach. I było to coś, co budziło niepokój, w niektórych osobach uruchamiały się jakieś niechętne postawy wobec LGBT (chociaż wtedy jeszcze nie używano tego pojęcia) i paradoksalnie złą robotę robiły same te zapisy w biblii. I obserwowałem potem u wielu osób w dorosłym życiu, że musieli sobie to tłumaczyć i w jakiś sposób wychodzić z tego zaczadzenia biblijnego, bo zostawiało ono naprawdę piętno co najmniej niechęci do LGBT.

      Polubienie

  2. „.. homoseksualizm w biblii jest traktowany jak samo zło..”
    Nie bardzo rozumiem dlaczego oba powyższe komentarze poświęcają tyle uwagi tematyce homosksualizmu w biblii.
    Eksperci znajdują 6 albo 7 zdań na ten temat.
    Przykład: „Neither the sexually immoral nor idolaters nor adulterers nor men who have sex with men nor thieves nor the greedy nor drunkards nor slanderers nor swindlers will inherit the kingdom of God.” – List św Pawła do Koryntian – 6: 9-10
    Homoseksualizm tak samo zły jak pijaństwo czy oszustwo – zgadzam się, to jest ocena negatywna, ale w kontekście setek nakazów i zakazów to doprawdy drugorzędna sprawa.

    Polubienie

    1. Rozmawiamy w kontekście filmu. Stąd wątek LGBT. Fragment, który Pan przywołuje, jest bzdurny. Pan chyba o tym wie, prawda? To znaczy przywołanie tego fragmentu w tym miejscu jest bzdurne z całym szacunkiem. Krótko to wytłumaczę. Po pierwsze biblia nie jest zbiorem wierszy, które służą do cytowania, wyrwane z kontekstu, bo ani nie była ona pisana w tym celu, a listy, jak ten który Pan przywołuje były pisane w bardzo określonej rzeczywistości tej małej wspólnoty ludzi wierzących w Koryncie.

      Paweł ich tam najzwyczajniej w świecie straszy, bo jest bezsilny. Żyli sobie tam jak chcieli, syn sypiał ze swoją macochą, a kiedy schodzili się, żeby wspólnie zjeść kolację, która w katolickiej tradycji zmieniła się w mszę, i tam jedni byli już pijani w sztok, kiedy drudzy dopiero się na tej kolacji pojawili. Jedni mieli co jeść, a drudzy nie. Więc Paweł pisze, jprdl, nie wejdziecie do królestwa bożego. Natomiast linia ewangelii, co do tego, kto wejdzie do królestwa bożego, a kto nie, jest tak niespójna, że Paweł tutaj życzeniowo sobie mówi a muzom. A, że nowy testament jest w tej sprawie niespójny, bo znajdziemy fragmenty, gdzie dowiemy się, że liczy się predestynacja, znajdziemy takie, że liczy się tylko wiara i jeszcze takie, że uczynki, a nie wiara. Można sobie tym dowolnie żonglować i upierać się, że ta lub inna opcja ma rację, twierdząc, że są to prawdziwe rzeczy, które prowadzą do królestwa bożego. A skoro nie ma prostej wykładni, to sprawa jest nierozwiązywalna. I Paweł mógł sobie tak pisać, ale akurat w tej sprawie improwizował. I w ogóle straszył. I w tym sensie był bezsilnym przemocowcem. Dlatego bez problemu wszyscy wejdą do królestwa bożego, a już na pewno LGBT. Oczywiście, jeżeli ktoś chce w to wierzyć i tak sobie układać świat. I jest mu z tym raźniej.

      Polubienie

Dodaj komentarz