Wszystkie nasze wojny, cz. 3

,,Co więc pozostaje dziennikarzowi, kiedy wszyscy kłamią?” – pytał w maju tego roku dziennikarz Onetu, Marcin Wyrwał, opisując wojnę w Ukrainie. Prawda, pisał, umarła tam na długo przed oddaniem pierwszego strzału. Każda ze stron, czyli Ukraina i Rosja, wysyła w świat informacje, które miałyby świadczyć o zdecydowanej przewadze jednej ze stron i partactwie drugiej. To, że prawda jest pierwszą ofiarą wojny, wiadomo nie od dzisiaj. My z kolei, szczególnie tutaj w Polsce, jesteśmy, co zrozumiałe, skłonni uwierzyć, że to ukraiński przekaz z pola bitwy jest prawdziwy, a rosyjski fałszywy. Wyrwał pisał, że jak wraca do Polski z terenów, objętych wojną, to rozjeżdżają mu się rzeczywistości, bo polskie media wraz ze swoimi specjalistami, sugerują, że wygrana Ukrainy z Rosją, to kwestia czasu. Dziennikarz pisał wtedy, za co mu się zresztą dostało od tychże specjalistów i nie tylko, że Ukraina przegrywa tę wojnę. I chociaż, co zrozumiałe, polskim obywatelom bliżej jest do ukraińskiej propagandy wojennej, to niestety, sprawy wyglądają tak, że Ukraińcy w związku ze swoim położeniem geograficznym, sztukę propagandy wojennej opanowali w stopniu mistrzowskim, żeby dotrzymać kroku rosyjskiej propagandzie, a nawet, twierdził Wyrwał, na tej wojnie sztukę tę w niektórych jej elementach opanowali lepiej od swoich sąsiednich profesorów.

Pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda

Ta znana wypowiedź ,,że pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda” amerykańskiego polityka Hirama Johnsona, pochodzi z drugiej połowy XX wieku. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się skrajnie naiwna. I obecnie mogłaby ona brzmieć mniej więcej tak: prawda jest pierwszą ofiarą, wszędzie tam, gdzie najbliższe sąsiedztwo traktuje się jak pole bitwy. Czyli mówiąc krócej, prawda jest ofiarą, w każdym miejscu, gdzie toczy się wojna o władzę (realną lub symboliczną). Bez znaczenia, czy to jest polityka (ta lokalna, jak i o większym zasięgu), media, kultura, religia, ekonomia, świat nauki, biznesu itd., itp. Wszędzie tam, gdzie aktorzy konkretnych wydarzeń, dochodzą do wniosku z jakichś powodów, że biorą udział w konflikcie, zaczynają przyglądać się wszystkiemu oczami drapieżników, korzystając z mniej lub bardziej zaawansowanych narzędzi, zwyczajowo przypisanych wojnie i jej przemocowym realizacjom. Być może będzie to wielkie uproszczenie, ale odkąd w debacie publicznej zagościły na stałe takie pojęcia, jak postprawda i fake news (zaczęło się zdaje na poważnie traktować te terminy od czasu Brexitu i wyborów prezydenckich w USA, wygranych przez Donalda Trumpa), można odnieść wrażenie, że podobnie, jak poniekąd zmuszona do tego Ukraina, tak samo i reszta świata podskórnie szykuje się na globalną wojnę, gdzie będą ginąć kobiety, dzieci i mężczyźni, ucząc się już teraz, przed oddaniem pierwszego strzału, wszystkich możliwych technik, które wykluczą prawdę z obiegu. Nawet jeżeli, jak pisał Nietzsche ,,prawdy są złudami, o których zapomniano, że nimi są, metaforami, które się zużyły i utraciły zmysłową siłę wyrazu” (cytat z tekstu F. Nietzsche O prawdzie i kłamstwie w pozamoralnym sensie).  

Artystyczne strategie marketingowe

Dostrzegam te mechanizmy ostatnio w literaturze i filmie i nie jestem pewien, czy słusznie łączę różne kropki, które mi się wyświetlają przed oczami. W nieco innym kontekście ten model niejednoznacznych postaw pokazałem, pisząc o geście kościelnej w końcowych scenach ,,Bożego ciała”, próbując wytłumaczyć, że autorzy projektują ten gest przed widzami w porządku pojednania, ale dostrzec tam można również, a może przede wszystkim logikę przemocy.

Mówiąc literatura i film, mam na myśli ,,Empuzjon” i ,,Wszystkie nasze strachy”, a przede wszystkim strategie, jakie towarzyszą/towarzyszyły tym artystycznym kreacjom, zanim jeszcze dobrze widz/czytelnik poznał treść obu tych dzieł albo, korzystając z metafory Marcina Wyrwała, zanim oddano pierwszy wystrzał.

Karolina Felberg: (Olga Tokarczuk) ma skłonność do zaprzeczania sobie

W przypadku ,,Empuzjonu” Olgi Tokarczuk, najlepiej tę sytuację oddała Karolina Felberg (doktor nauk humanistycznych, historyczka literatury, krytyczka literacka i publicystka) w podcaście Kultury Liberalnej z 21 lipca 2022 roku. Cytuję fragment jej wypowiedzi:

,,Po pierwsze Olga Tokarczuk ma skłonność – czytałam oraz oglądałam dużo ostatnio jej wypowiedzi – ma skłonność do zaprzeczania sobie. Mówi rzeczy wewnętrznie sprzeczne (…). Mówiłam przed chwilą, że ona zaczęła od tej literatury środka, którą uprawiała tak troszeczkę właśnie, obracając metody sylwistyczne, tworząc literackie hybrydy, ale potem się jakby nawróciła już w XXI wieku i pisała tzw. wielkie powieści. Chociażby ,,Księgi Jakubowe”. Ale nie pisała ich tak, żeby zrobić woltę i poszukać sobie nowego czytelnika, tylko przeciwnie, uśredniała ich język (powieści – przyp. mój). One (powieści – przyp. mój) są napisane językiem środka. To nie jest literatura, która językowo sobie stawia jakieś duże wymagania. Wręcz przeciwnie, raczej popularyzuje wątki, popularyzuje pewne obiegowe opinie, raczej udostępnia masom/szerokiej publiczności wykoncypowane i niedostępne im tezy filozoficzne, historiozoficzne, estetyczne itd. (czyli schodzi pod strzechy – mówi obecny w studio Piotr Kieżun). Tak, schodzi pod strzechy. Ona sama dokonuje tego ruchu w obrębie swojej twórczości, ale z drugiej strony broni się przed tym, żeby to uznać i wypowiedzieć głośno. Opowiada o tych piętrach, o tym, że literatura jest jakimś kanałem wspólnej wrażliwości, i że ona musi tę swoją wrażliwość pisarską spotkać z czytelniczą, i to jest jakaś forma kompetencji, to nie musi być intelektualne, to może być emocjonalne, wrażeniowe, wyobraźnieniowe. A przecież tak nie jest, przecież ona robi wszystko, żeby mówić głównym nurtem. I wydaje mi się, że to poruszyło (chodzi teraz o wysyp komentarzy po wypowiedzi noblistki ,,literatura nie jest dla idiotów” – przyp. mój), bo gdyby ona po prostu powiedziała niepoprawnie polityczną rzecz, odezwałaby się, wiadomo, prawa strona, odezwałaby się, wiadomo, ekstrema lewicowa i tyle. Natomiast przez to, że ona jednak powiedziała to tak wewnętrznie sprzecznie przy okazji jej książki, która jest kolejną wewnętrznie sprzeczną rzeczą, ponieważ dla mnie to nie jest wysoka powieść, to jest przede wszystkim, nie chcę powiedzieć, że to powieść gatunkowa, nic z tych rzeczy, ale to jest przede wszystkim parodia ,,Czarodziejskiej góry”. Czyli to jest zupełnie inny rejestr. W momencie, kiedy ona na spotkaniach opowiada o tym w kompletnie innym rejestrze, te rzeczy zaczynają się ze sobą ścierać, zaczynają budzić niepokój, czytelnik czuje się troszeczkę wciągany w pewną grę zaprzeczeń oraz projekcji” (źródło – TUTAJ ).

Plik zasłon, zapora zniekształceń

To jest dość obszerny cytat, owszem, niemniej z jednej strony Felberg ciekawie diagnozuje tutaj przyczyny inby, wywołanej słowami noblistki o literaturze nie dla idiotów, ale jednocześnie pokazuje, że sama strategia marketingowa, promująca nową powieść, a ujawniająca się przy okazji spotkań z noblistką, jest niespójna. I ta niespójność nie dotyczy tylko tego, co mówi Tokarczuk o ,,Czarodziejskiej górze”, ale również – polecam odsłuchać cały podcast KL – o kobietach, bo zdaniem Felberg, opowieści noblistki o braku reprezentacji kobiet w literaturze sprzed kilku dekad, nijak się mają do ,,Empuzjonu”, który powiela tę strategię (mam tutaj nieco inne spostrzeżenia, ale musiałbym spoilerować, a to zburzyłoby osobom, które dopiero są przed lekturą nowej powieści Tokarczuk, końcowy twist, który rzuca nieco inne światło na obecność kobiet w ,,Empuzjonie”). Niemniej sprawdza się tutaj stara prawda, że autor swoje, a jego dzieło swoje. Mnie jednak zastanawia do czego służą Oldze Tokarczuk te, a nie inne, strategie promujące ,,Empuzjon”. I w mojej ocenie dzieje się tak, bo postrzega otaczającą ją rzeczywistość w kategoriach militarnych. A w związku z tym nie tylko prawda o niektórych wątkach ,,Empuzjonu” staje się ofiarą, ale też odbiór samej powieści, jej recepcja w wielu tekstach na temat tej książki, przybiera postać bliźniaczej siostry ofiary. Problem nie w tym, że Tokarczuk – pisarka stoi w sprzeczności ze swoim dziełem, ale że widoczne są tutaj te same mechanizmy, odtwarzające porządek wojny. Przed oczami czytelnika/widza/obserwatora pojawiają się pliki zasłon, masek, niewiarygodności, nieautentyczności, które nie utrudniają dostępu do źródła, bo ten jest na wyciągnięcie ręki w tej sytuacji, ile stanowią taką zaporę zniekształceń, że tekst źródłowy (w tym wypadku powieść) ma już ,,przed oddaniem pierwszego wystrzału” naddany smak, kolor, zapach i kształt. Nie jest już źródłem samym w sobie, to wiadomo, bo nie może nim być, a raczej nie chce nim być, nigdy nim nie będzie. Jest papierową łódką, puszczoną w akwenie wodnym postprawdy.

Nic więcej nie jest nam pisane

Mamy zatem taką sytuację, że Karolina Felberg w ramach narzuconych przez noblistkę strategii literacko-marketingowych, mówi to samo, co Marcin Wyrwał o przekazach medialnych z wydarzeń w Ukrainie. Przy czym Wyrwał potrafi wskazać palcem przyczynę (wojna) i skutek (ofiara z prawdy). Krytyczka literatury Felberg dostrzega skutek – niespójność i wewnętrzne zaprzeczenie, ale o przyczynach nie dowiemy się zbyt wiele. A wydaje mi się, że są one tutaj znaczące. I ich rozpoznanie wiele mogłoby nam powiedzieć o nas samych oraz o tym, jak się nawzajem postrzegamy. Bo – w pewnym sensie – można by uznać, że jesteśmy już wobec siebie tylko drapieżnikami. I nic nas więcej nie może spotkać, nic ponad to nie jest nam już pisane.

Podobną sytuację mieliśmy przy okazji filmu ,,Wszystkie nasze strachy”, którą opiszę w następnym tekście. Tutaj też pojawiają się spore rozbieżności między tym, co o filmie mówią/mówili jego autorzy na długo zanim obraz ten trafił do kin. Prawdę mówiąc mamy tutaj ten sam mechanizm, tylko rozpisany na więcej ról.

Pierwsza część tego cyklu dostępna jest – TUTAJ a druga – TUTAJ

Foto wykorzystane w grafice: Anna Shvets z Pexels

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz