Będzie o ,,Córce” w reżyserii Maggie Gyllenhaal. O Grecji, że może warto wybrać się tam na wakacje. O komparastyce też, bo Leda, wybitnie zagrana przez Olivię Colman, prawie, że najważniejsza postać w filmie, jest profesorką literatury włoskiej na angielskiej uczelni. A dokładnie specjalizuje się w komparastyce. I chociaż nie musimy wiedzieć na czym to dokładnie polega, to wystarczy zdać sobie sprawę, że jest to dość wąska dziedzina nauki. Tak niszowa, jak blog Nowe Opinie (na przykład). Już w pierwszych scenach filmu usłyszymy od Ledy, że jej bagaże są ciężkie od książek, a przecież przyjechała z daleka do uroczej nadmorskiej miejscowości, żeby wypocząć, bo w jakim innym celu się jeździ na wakacje, prawda?
Leda, czyli komparystyka
A jednak, czymkolwiek by nie była ta komparastyka, jakkolwiek by obco nie brzmiała w naszych uszach, to fakt, że Leda przytargała z Wlk. Brytanii dwie torby, wypełnione literaturą, każe nam podejrzewać, że to jej prawdziwe życie, że to coś więcej niż praca zawodowa, coś bardziej niż czynności, dzięki którym co miesiąc zasilane jest konto bankowe, coś, co niekoniecznie jesteśmy w stanie zrozumieć, co moglibyśmy uznać za pewnego rodzaju dziwactwo, a może nawet jakąś nieodpowiedniość, coś niezdrowego, kontrastującego z naszym doświadczeniem. Tym bardziej, że w niewypowiedzianej opowieści o ludziach w ogóle, a kobietach szczególnie, posiadanie czegoś tak intymnego, tak bliskiego i nierozłącznego, jak komparastyka, jest do pewnego stopnia zabronione, naprawdę. Kiedyś za to palono na stosach, nie przesadzam, kiedy naruszano tę społeczną umowę, która chociaż niekoniecznie wypowiadana, jak woda, przenikała wszystkie sfery życia, wyznaczając każdemu jeszcze przed urodzeniem odpowiednią rolę, jak w koszmarze o predestynacji. I chociaż na plaży, gdzie Leda będzie wypoczywać, nie spotka się z tablicami, zabraniającymi wstępu takim kobietom, jak ona, to wydaje się, że w pewnym sensie, te ewentualne zakazy, sygnały ostrzegawcze, będą się ujawniać i nie ujawniać w zależności od tego, kto się pojawi w jej otoczeniu. A Leda miała tego pecha lub szczęście (trudno jednoznacznie powiedzieć), że w tym samym czasie, w tej samej miejscowości, z tej samej plaży, co ona, korzystała liczna, wielopokoleniowa rodzina wraz dziećmi, wnukami, kuzynostwem, znajomymi, którzy też mieli dzieci, wnuki i tak dalej.
Czułość Ledy, niewątpliwie
A trzeba też wiedzieć, że kiedy widzimy Ledę po raz pierwszy na plażowym leżaku, w pierwszych minutach filmu, ma przy sobie dwa sporej grubości tomiszcza, z których robi notatki. I prawdę mówiąc, wygląda to tak, jakby miała ze sobą niemowlę, wymagające, jak to niemowlę, uwagi, karmienia piersią lub butelką, i tych wszystkich czynności, które towarzyszą rodzicom w pierwszych miesiącach życia noworodka. Jest w tym, co robi Leda, czułość, niewątpliwie, koncentracja i ogromna dawka miłości. Wyjątkowe zaangażowanie. Chociaż teraz może trochę przesadzam.
Batalia o Ledę
I żeby nie spolerować, to trzeba jeszcze powiedzieć, że stawka tego filmu zostanie związana w kilka supłów naraz i to na początku tego obrazu, po jakichś dziesięciu, może piętnastu minutach, kiedy Leda, odpoczywając na plażowym leżaku, zacznie przyglądać się młodej matce, granej przez Dakotę Johnson i jej kilkuletniej córce. Jej reakcja nieco stłumiona, ale niezwykle autentyczna, daje sygnał światu (dosłownie) do wielkiej batalii o Ledę, a pośrednio o sens macierzyństwa. Już nic nie będzie takie samo. Wszystko, co do tej pory mogłoby się wydawać czymś naturalnym lub przypadkowym, zyska nowe znaczenia. Owoce, gnijące od spodu, zostawione w plecionym koszyku, robak, który wpadł przez okno i dogorywa w nocy na poduszce, duża szyszka, która spada z drzewa i zostawia na ciele bolesny ślad. Naprzeciwko siebie staną dwa obozy, z których jeden będzie można bez problemu zdefiniować, co być może mogłoby stanowić o jego przewadze. Po drugiej stronie będziemy mieli jednoosobowy, niejednoznaczny, nie tak trwały i nie tak zdecydowany, zbyt płynny i nieoczywisty obóz kobiety-profesorki-matki-żony.
Sensualność powieści Eleny Ferrante
Od tej pory ten prawie, że niewyczuwalny na początku dramat, zacznie odkrywać przed widzem kolejne, budzące niepokój, rytuały.
,,Córka” jest adaptacją powieści Eleny Ferrante. Pod wpływem filmu, wypożyczyłem ,,Obsesyjną miłość”, debiut z 1992 roku włoskiej pisarki. Nie spotkałem się do tej pory z tak sensualną literaturą. Ta zmysłowość/emocjonalność obrazów, dźwięków, ale również, a może przede wszystkim gry aktorskiej, zaznacza swoją obecność w każdym kadrze ,,Córki”. Gdybyście kiedyś mieli okazję ten film obejrzeć, to nawet się nie zastanawiajcie. Szkoda czasu na zastanawianie, lepiej od razu zabrać się do oglądania, chociaż to nie jest też oglądanie, to coś zupełnie innego.
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn
