Paliwa starczy na trzy miesiące

W tokfm’ie od dwóch lat Jakub Janiszewski (dziennikarz radiowy, felietonista) wraz z Joanną Malicką (producentka filmowa) i Bartoszem Staszczyszynem (filmoznawca/krytyk filmowy) prowadzą audycję ,,Po sezonie”. Nic to pewnie nikomu albo prawie nikomu nie mówi, ale nie szkodzi. W lokalnej przestrzeni jest produkowanych tyle słów, które mają znaczenie pierdoletów, że czy ktoś coś z czymś kojarzy, czy nie kojarzy, nie ma znaczenia. Ważne jest lokalnie – kto mówi, a nie co mówi. To nie znaczy, że ustanowiliśmy tutaj jakiś standard co najmniej europejski i jest się czym chwalić. Przeciwnie – jest to bieda z nędzą, ale za to na sztandarach.

Wracając zatem do głównego wątku, ,,Po sezonie”, jak można się domyślać lub nie (to zależy) jest audycją o serialach. Rozmowa toczy się przez prawie godzinę, najczęściej na dużym poziomie ogólności. To swoją drogą niezwykła, rzadko spotykana w mediach, umiejętność rozmawiania tak, by nie zdradzać zbyt dużo szczegółów, a przy tym mówić bardzo rzeczowo, czasami mocno i zdecydowanie wyrażając opinie, nie gryząc się w język, nie kłaniając się przy tym branży filmowej, a jednocześnie wypowiadając się sensownie i merytorycznie. Bad boya odgrywa tutaj świetny skądinąd dziennikarz Jakub Janiszewski, bo w ogóle pomysł na ten program, to połączenie pasji filmowej Janiszewskiego-dziennikarza i dwojga osób z branży. I to, co pewnie nie zawsze wypada powiedzieć Malickiej, czy Staszczyszynowi, Janiszewskiego w żaden sposób nie ogranicza. Dlatego, słuchając np. rozmowy o głośnym nie tak dawno, polskim serialu Rojst 97, dowiemy się od dziennikarza tokfm, że mamy do czynienia, cytuję: z umysłowym burdelem, że to produkcja o niczym, że skoro tyle się o niej gada w branżowej prasie i się tym ludzie podniecają, to znaczy jedynie tyle, że Polska nie ma nic do powiedzenia światu i że to żenada, a nie serial premium.

Przy czym rzecz jasna, poza jazdą bez trzymanki, Janiszewski potrafi te popisy oratorskie w sposób fascynujący uargumentować. I w ogóle wszystkie lub niemal wszystkie audycje ,,Po sezonie” mają w sobie to coś, co się zdarza bardzo rzadko w polskiej debacie publicznej. Mianowicie słuchając autorów audycji, ma się wrażenie, że w międzyczasie dowiadujemy się czegoś o współczesnym świecie, o jego napięciach, logice i wielowątkowości. I nie dlatego, że wkłada się nam do głowy jakieś teorie polityczne lub cokolwiek w tym stylu. Nie. Dzieje się to mimochodem, jest wynikiem ciekawych analiz poszczególnych składowych filmu, począwszy od castingu, doboru muzyki po psychologię postaci. Niby słuchamy o serialu, niby to kolejna audycja o tym, co warto, a czego nie warto obejrzeć, a pomimo tego, dostajemy o wiele więcej. Nie wątpię, że to coś, na co na pewno nie zasłużyliśmy, hej.

Piszę o tym, nie po to, żeby kogoś zachęcić do słuchania tej audycji. To znowu nie takie proste. Dostęp do archiwum tokfm jest płatny. A chociaż od kilkunastu lat jest to jedyne radio, które słucham, jest to miłość czasami jednostronna i zdarza się, że miesiącami tam nie zaglądam. A z kolei tego lata spotkała mnie niespodzianka i otrzymałem jakiś bonus wakacyjny z dostępem do archiwum i mam okazję nadrobić co ciekawsze materiały. Samego radia można oczywiście słuchać darmowo. A ,,Po sezonie” nadawane jest w czwartki o 22:00, więc chyba wszyscy wtedy śpią, albo tak mi się tylko wydaje. Nie wnikam zresztą, bo to mało ważne, kto śpi, a kto nie śpi, kiedy wydaje się, że wszyscy są uśpieni.

W każdym razie słuchając drugi rok tej audycji, zrozumiałem, dlaczego lokalni politycy, szczególnie ci, którym śnią się zaszczyty i wysokie stanowiska w następnej kadencji, dlaczego są tacy nieobecni. I w ogóle dlaczego w takich miasteczkach, jak Wschowa, ich aktywność widoczna jest na trzy, cztery miesiące przed wyborami. To w sumie proste, tak sobie myślę. Nie dlatego, że wszyscy oni nie mają nic do powiedzenia. Bo coś na pewno będą mieli, skoro szykują się do wyborów. Ale zrozumiałem, że lokalnie paliwa na opowieść o mieście starcza zaledwie na te trzy, góra cztery miesiące. Nie więcej. Pomijam już fakt, co to jest za paliwo, bo to temat na osobną opowieść. Rzecz w tym, że lokalni politycy nie są w stanie wykrzesać z siebie więcej. Zdecydowanie łatwiej jest przecież po wygranych wyborach (widać to szczególnie w tej i ostatniej kadencji) tworzyć beznamiętne komunikaty propagandowe przez następne pięć lat, ukrywając się za nimi, robiąc przy tym dobrą minę do złej gry. Udzielać się w samorządowej gazecie, stawiając na kolejną odsłonę samorządowej nowomowy. Bo, póki się nie wygra wyborów, ma jeszcze znaczenie, co się mówi. Ale po wyborach ten, kto wygrał, doskonale już wie, że mówić można bzdury, a i tak najbliższe otoczenie będzie klaskać, aż spuchną klaskającym ręce od klaskania. Czaruje się krótko, żeby potem siać propagandę, czy jakąś inną formę demagogii przez długie lata, jakby trzeba było odreagować kampanijne bzdety. Przynajmniej tyle w tym zakresie przyniosła lokalnie ostatnia dekada. Aż strach pomyśleć, co przyniesie następna, skoro mechanizm i logika się nie zmieniają.

Foto wykorzystane w grafice: Wendy Wei z Pexels

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz