Coraz częściej zdarza mi się znaleźć dziury w chlebie. Większe i mniejsze. Chleb zwykły, pewnie z tych tańszych, trudno powiedzieć, może. W folii, pokrojony, poszczególne części pieczywa przywierają do siebie tak, że nie sposób na pierwszy rzut oka stwierdzić, co ukrywają, ile tych dziur tam jest, czy dużo, czy mało, czy może wcale. Nie wiem, jak mam to rozumieć. Świat jest dzisiaj tak skomplikowany, że gdzie by ucho przyłożyć, szukając rozwiązania tej zagadki, człowiek usłyszałby zaraz wiele różnych teorii. Ludzie od religii powiedzieliby, że każdy ma swój krzyż. Od polityki, żebym założył partię i zebrał wokół siebie niezadowolonych i startował w najbliższych wyborach z hasłem ,,odpowiedzialni za dziury w chlebie muszą opuścić przestrzeń publiczną teraz, zaraz”. Aktywiści, żebym pikietował, lekarze, żebym zmienił lekarza, ekolodzy, żebym sam piekł sobie chleb, finansiści, żebym kupował droższy, a ludzie od wszystkiego, że zapewne wszechświat chce mi coś powiedzieć, tylko jeszcze nie jestem gotowy usłyszeć głosu wszechświata i w związku z tym, zaproponowaliby mi jakiś darmowy kurs na fb lub insta, po którym mógłbym kupić pakiet sprawdzonej wiedzy, jak robić zakupy, żeby nie trafić na dziury w chlebie.
Oczywiście można by na miejscu to sprawdzić, w sensie, zaraz po odejściu od kasy. Tylko, jakby to wyglądało, prawda? Zaraz by się pojawiły głosy, że dlaczego jeden z drugim tak się na chleb uparli, żeby go publicznie badać? Dlaczego nie makaron nitki na ten przykład, albo pieczarki luzem. No i w ogóle, gdyby jednak ktoś się uparł i wyjąłby z koszyka taki chleb i zamiast go do torby włożyć, zacząłby na miejscu sprawdzać jego zawartość, to co później miałby zrobić, gdyby trafił na dziury w chlebie? Jak należałoby się zachować? Stanąć na środku sklepu i ostentacyjnie przykładać taki chleb do oka i przez dziurę tym okiem przyglądać się, dając tym samym do zrozumienia, że coś jest nie halo? W sumie gdybym spotkał w sklepie kogoś takiego, kto prawą lub lewą ręką przykłada sobie dziurawą kromkę chleba do oka i stoi tak, i się nie rusza i nie wydawałby przy tym żadnych podejrzanych dźwięków, to ewentualnie powiedziałbym dzień dobry i poszedł dalej, bo przecież nie po to się chodzi do sklepów, żeby szukać nowych przyjaciół, tylko, żeby raz dwa zrobić zakupy i wrócić na bazę. Więc ten scenariusz raczej nie przyniósłby żadnych korzyści.
Z drugiej jednak strony ktoś taki, kto stałby w sklepie z chlebem, przyłożonym do oka, wcześniej, czy później zwróciłby na siebie uwagę. Aczkolwiek byłaby to raczej typowa gombrowiczowska sytuacja. Każdy zaraz inaczej by ten gest interpretował. Zaraz stałby się ten ktoś z tym chlebem i dziurą w chlebie jakimś społecznym wyrzutem sumienia. Jeden drugiemu by szeptał na ucho, co przez to rozumie i sytuacja nabrałaby egzystencjalnego wymiaru. Może nawet ten ktoś z chlebem przy oku dostałby po ryju, bo okoliczności i ich rozmaite sensy, stałyby się nie do zniesienia. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Nie w tym rzecz, żeby z powodu dziury w chlebie nastąpił ostateczny krach wszystkiego, co człowieka otacza. Raczej chodzi o to, żeby tę dziurę załatać albo się od niej zdystansować, ewentualnie ominąć, jak kałużę na chodniku. Byleby tylko w tę dziurę nie wpaść. Bo byłoby już po człowieku. A człowieka przecież szkoda.
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn
