Piątkowy Solanin Film Festiwal, czyli nas dwóch, są miejsca na parkingu

Byliśmy wczoraj z Tomkiem tutaj zaraz nieopodal. Godzinę drogi stąd. W samochodzie klimatyzacja. Na zewnątrz – typowe lubuskie. Łąki, pola, małe sklepiki, rzucające cień albo nie (to zależy) i przydrożne figury świętych. W trakcie jazdy mówię, że moglibyśmy najpierw na ,,Martę Grall” debiut reżyserski Macieja Stuhra.

Na miejscu luźno. Są miejsca na parkingu. Organizatorzy spięci, Tomek uśmiechnięty, ja w jednej ze swoich ulubionych ról – wyraz twarzy kleptomana i skrytobójcy w jednym. Rąsia, rąsia, toaleta, woda, bilety (seans darmowy, ale biletowany), do wszystkich uśmiecha się burmistrz Bytomia Odrzańskiego, stojący na schodach, a dalej już tylko sala widowiskowa.

Debiut Stuhra okazuje się pracą dyplomową aktorów bodajże trzeciego roku warszawskiej Akademii Teatralnej. Trwa siedemdziesiąt minut i drąży powszechne doświadczenie, że ilu ludzi, tyle opinii, z których to opinii wyłania się niespójny, często wykluczający się, niejednoznaczny obraz. I że po części jesteśmy bezradni, bo możemy się zgodzić co do kilku podstawowych faktów, ale reszta już nam umyka i w zależności od tego, gdzie przyłożymy ucho, dostaniemy opowieść skrojoną pod jakąś tezę. No jednym słowem nie mamy dostępu do prawdy. I być może byłoby to wszystko zjadliwe, ale Stuhr (współscenarzysta) wprowadza tutaj jeszcze wątek z granicy polsko-białoruskiej, co kładzie całą tę historię, bo ostatecznie jej wymowa jest publicystyczna, a przez to rozsadzająca od wewnątrz ten postmodernistyczny fakt o współistniejących, różnych narracjach. Bo okazuje się, że jak film bierze się za bary z bieżącymi wydarzeniami ze świata polskiej polityki, to nie ma tutaj miejsca na niuanse, wahania, rozbieżności. Wszystko jest proste, jak w newsach TVP Info lub TVN24.

Po seansie spotkanie z Moniką Czajkowską (kierownik produkcji) i aktorkami – Sylwią Achu i Zuzanną Galewicz. Pada z widowni pytanie, a może od prowadzącego, nie pamiętam, o ten wątek polityczny. Bo ostatecznie mamy taką oto sytuację, że profesor Maciej Stuhr, wykładający w Akademii Teatralnej przychodzi do studentów, kładzie na stole scenariusz z bardzo oczywistym przekazem politycznym i proponuje pracę dyplomową w oparciu o ten tekst. No, gdybym był studentem trzeciego albo czwartego roku i pan profesor przyniósłby gotowy scenariusz z pomysłem na pracę dyplomową i byłaby okazja zrobić film pełnometrażowy, to wątpię, żebym odmówił profesorowi Maciejowi Stuhrowi. A wystarczy – taki przykład – rzucić okiem na ,,Monument” Jagody Szelc, dostępny na Netflixie, który jest również pracą dyplomową studentów czwartego roku łódzkiej filmówki, żeby zrozumieć, w jaki sposób różnią się wybory artystyczne od machania bieżączką polityczną na dużym ekranie, nawet, jeżeli jest to głos serca, a sprawa rozbija się o podstawowe, ludzkie wartości.

Rozpisałem się, ale ostatecznie aktorki wybrnęły, odpowiadając na pytanie o politykę.

Później z Tomkiem pokręciliśmy się to tutaj, to tam – szczegółów nie będzie – czekając na spotkanie z Łukaszem Rondudą, reżyserem ,,Wszystkich naszych strachów”. I o tym napiszę innym razem, bo miałem też przy okazji podpatrzeć warsztat Tomka, czyli kogoś, kto organizuje w okolicy i dalej niż tylko w okolicy (czasami we Wschowie) spotkania między innymi z ludźmi ze świata filmu.  To jest fascynujące swoją drogą. Wszystkiego zdradzić nie mogę, bo to – rozumiecie – tajemnice zawodowe. Ale coś tam zdradzę, dlaczego by nie, bo ostatecznie skończyliśmy ten miły dzień, siedząc z Łukaszem Rondudą przy jednym stoliku, rozmawiając o Wschowie, ,,Wszystkich naszych strachach”, zaśnięciu w Duchu świętym, rozbiciu dzielnicowym, Michale Oleszczyku, ,,Bożym ciele” i wielu jeszcze innych sprawach.

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz