,,Mora” Piotra Bojarskiego, czyli znaki ostrzegawcze

Ach, bo przeczytałem ,,Morę” najnowszy kryminał Piotra Bojarskiego. I muszę powiedzieć, a raczej nie będzie to spoiler, że Jakub Szapiro z powieści ,,Król” Szczepana Twardocha, przyjechał na kartach ,,Mory” z polskimi pięściarzami do Poznania, żeby zmierzyć się z narodową reprezentacją Niemiec. Ale – bo to jest ważne – Jakub Szapiro nie ukrywa się w powieści Piotra Bojarskiego pod zmienionym imieniem i nazwiskiem. Jest w ,,Morze” postacią, na której wzorował się Twardoch, czyli Szapselem Rotholcem, żydowskim, utalentowanym bokserem. A zawody, które odbywają się w Poznaniu również nie są fikcją.

..Mora” zaczyna się w kwietniu 1934 roku. Właściwie pod koniec kwietnia. Od ośmiu lat Polska za sprawą Józefa Piłsudskiego rządzona jest w sposób autorytarny. Kilka miesięcy wcześniej II RP i Niemcy Adolfa Hitlera podpisały porozumienie o nieagresji. W samym mieście – przynajmniej na poziomie lokalnej prasy, zdominowanej przez endeków – sączą się antysemickie treści oraz niezwykle optymistyczne relacje, wynikające ze wspomnianej sąsiedzkiej umowy. Wiemy o tym, bo każdy rozdział kryminału zaczyna się od krótkiego wycinka z ,,Kuriera Poznańskiego” (najczęściej) lub ,,Dziennika Poznańskiego” (rzadziej). Można by nawet uznać, że Bojarski na jednym z planów ,,Mory” polemizuje ze współczesną polityką historyczną, w której dominuje obraz pomnikowego i nieskazitelnego Polaka z Bogiem, honorem i ojczyzną na sztandarach. Owszem, można autora ,,Mory” czytać jedynie przez zagadki kryminalne, traktując historyczne dekoracje, jako jeden z atrakcyjnych, a może nawet edukacyjnych atutów jego powieści. Jednak ilekroć czytam książki Bojarskiego, widzę na pierwszym planie historyka i dziennikarza i to raczej takiego, który niekoniecznie odnalazłby się w dzisiejszych clickbaitowych mediach, a dopiero potem autora kryminałów. Czy to jest zarzut? I tak, i nie, bo strategie narracyjne, z których korzysta Bojarski, mają pewną hierarchię. Na ich czele stoi historia Poznania przed II wojną światową, potem dziennikarstwo (pewien rodzaj etyki zawodowej, który sprawia, że autor dobiera atrakcyjne, do pewnego stopnia krzykliwe, ale jednocześnie sensowne tropy w archiwach, dzięki czemu tło historyczne, jakie się wyłania w powieściach Bojarskiego nie jest czarno-białe, a często po prostu fascynujące), a na końcu intryga kryminalna. Ma to oczywiście swoje konsekwencje, bo kryminały autora ,,Mory” stoją właśnie na tych trzech nogach. Z czego te dwie pierwsze są solidne i wykraczają daleko poza rzemieślniczy warsztat. Ta trzecia najczęściej jest traktowana przez autora nieco lżej. A to znaczy jedynie tyle, że Bojarski w roli pisarza, może osiągnąć jeszcze więcej niż do tej pory.

Wróćmy jednak do ,,Mory”. Bojarski konsekwentnie stawia na kryminał, więc musi pojawić się trup, a zaraz potem pytanie, kto zabił. Trupów jest więcej, jak w rasowym kryminale, a zagadkę będzie rozwiązywał komisarz Zbigniew Kaczmarek. Jest to kolejna powieść, w której pojawia się ta postać, warto więc na chwilę bliżej się jej przyjrzeć. Bo od samego początku, czyli od ,,Kryptonim Posen” jest ona przez Bojarskiego konsekwentnie kreowana. To nie jest dr House poznańskiego oddziału policji kryminalnej. Nie jest artystą w swoim fachu i wcale nie musi nim być. Bojarski w jednym z ostatnich wywiadów dla Radia Opole zwracał uwagę że Kaczmarek jest przeciętnym bohaterem, ale za to z ciekawą przeszłością. Był członkiem tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego, która przygotowywała powstanie wielkopolskie, później rzecz jasna w tym powstaniu brał udział, a jeszcze później w wojnie polsko-bolszewickiej. Bojarski w ,,Morze” nieprzypadkowo gra tymi kartami. Warto, przyjrzeć się, w jaki sposób autor nie tylko kreśli postacie, które podobnie, jak Kaczmarek, walczyły o niepodległość kraju (jest tych osób co najmniej cztery, istotnych dla samej zagadki kryminalnej), ale – co ważne – nie można pominąć przy całym natłoku wydarzeń, krótkich, ledwie szkicowych wzmianek na temat ich obecnych poglądów/postaw/życiowych wyborów. Gdzieś na dalekich planach kryminału Bojarski podrzuca dość gorzką obserwację. Gdzieś na obrzeżach Poznania, autor zapala czerwone światła. I widzimy w krótkich przebłyskach, że dostaje się outsiderom, być może ludziom z zasadami, którzy dla kariery, nie wznoszą toastów w ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. I można domniemywać, że zwyczajność komisarza Kaczmarka przynajmniej na tym polu i z taką biografią pozwala mu robić swoje, czyli rozwiązywać zagadki kryminalne, bo poniekąd nic innego mu nie zostało. I wcale nie jest to najlepsze, co mogłoby tego poczciwego komisarza spotkać.

Jest zresztą w ,,Morze” zdecydowanie więcej przysmaków, które na pewno warto by tutaj omówić. Będzie ku temu okazja, bo już w najbliższą sobotę (10 września) o godzinie 17:00 w I LO we Wschowie spotkamy się z Piotrem Bojarskim, by porozmawiać o jego nowym kryminale.  

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz