W ubiegły piątek miały miejsce uroczystości, związane z 20-leciem powiatu wschowskiego. Msza, potem część artystyczna, przemówienia i poczęstunek, czyli to, co najczęściej w takich sytuacjach może się wydarzyć między ludźmi. Interesujący moment, na który warto zwrócić uwagę, a właściwie dwa momenty, to z jednej strony ten, kiedy jeden z prawdopodobnych kandydatów na burmistrza Wschowy, czyli Tomasz Kłosowski, miał krótkie wystąpienie przed zebranym gremium. A drugi, kiedy wicemarszałek województwa lubuskiego wspomniał byłą wiceburmistrz Martę Panicz-Szajnkenig, mówiąc, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, co w kuluarach, z tego, co zdążyłem się zorientować, traktowane jest jednoznacznie, tzn., że była wiceburmistrz w najbliższych wyborach samorządowych chce odegrać jakąś istotną rolę i właśnie się do tego przygotowuje. Ten wątek zostawię na jakiś osobny wpis, a teraz poświęcę więcej miejsca wystąpieniu potencjalnego kandydata na burmistrza.
Byłem ciekaw, co ma do powiedzenia, bo – pomimo tego, że tego typu okolicznościowe spotkania rządzą się swoimi prawami, można je wykorzystać na wiele sposobów. Oczywiście nie chodzi o to, żeby zaraz wymagać nie wiadomo czego. Nie jest to ani popis oratorski, ani konkurs na oryginalność. Sytuacja jest poważna, ubrania odświętne, nastrój podniosły – każdy to doskonale zna i każdy też doskonale nie raz i nie dwa na tego typu wydarzeniach potwornie się wynudził. Ramy są tak sztywne, że prawdę mówiąc trudno tutaj o jakiś skok w bok. A pomimo tego, jak nadarzyła się okazja posłuchać prawdopodobnego kandydata na burmistrza w zbliżających się wyborach samorządowych, to szkoda by nie skorzystać z takiej okazji. Tym bardziej, że na tej piątkowej uroczystości tylko Tomasz Kłosowski spośród wielu możliwych dyrektorów, szefów jednostek powiatowych, zabierał głos. Pozostali, to zawodowi politycy, jak poseł Marek Ast, starosta Andrzej Bielawski, wojewoda Władysław Dajczak, czy wicemarszałek Stanisław Tomczyszyn. Gdyby do tego przyłożyć jakąś zdroworozsądkową miarę, to obiektywnie trzeba zauważyć, że wystąpienie byłego komendanta powiatowej komendy policji w tym kontekście, trudno jakoś wybronić. Nawet jeżeli kończył swoją karierę jako zastępca komendy wojewódzkiej. Zdecydowanie większe osiągnięcia w tym środowisku politycznym – idąc tym tropem – ma radny Przemysław Gliński, który przeszedł tę samą drogę zawodową, ale później był kandydatem na burmistrza Wschowy, a obecnie jest jedną z bardziej rozpoznawalnych osób w samorządzie.
Innymi słowy – wystąpienie Tomasza Kłosowskiego nie było przypadkowe i można je traktować w ten sposób, że lokalny PiS daje możliwość byłemu komendantowi policji, wykazania się i zapisania w publicznej świadomości. Bo przecież – nie udawajmy, że jest inaczej – w żaden sposób Tomasz Kłosowski w ostatnich 20 latach nie dał się poznać w lokalnej polityce. Jest na tym polu czystą kartą. Trudno powiedzieć, co myśli, jakie ma poglądy, jaką ma wizję miasta i czy ta wizja jest autorska, czy jest może zlepkiem cudzych obserwacji, a może z góry narzucona. W związku z tym, tak zdroworozsądkowo, z takim doświadczeniem i dorobkiem, raczej byłby pewnie dobrym kandydatem na radnego, żeby się nieco nauczyć, zrozumieć na czym polega lokalna polityka i nabrać nieco ogłady. Jakkolwiek – wydawało się to po prostu ciekawe, a cóż ten ktoś ma do powiedzenia. W sensie – w jakie buty wejdzie – powagi, naiwności, bezbarwności, przewidywalności, czy może błyskotliwości?
I trzeba powiedzieć, że jakoś tam to wystąpienie mogło zapaść w pamięć. W takim sensie, że poza sztywnymi ramami okolicznościowej przemowy, potencjalny kandydat cytował Jana Pawła II, później Józefa Piłsudskiego, a w międzyczasie dowiedzieliśmy się, że jest piłsudczykiem, że piłsudczycy to nie są przebierańcy, ale lokalni patrioci oraz, że dla służb porządkowych na poziomie powiatu i gminy takie wartości, jak Bóg, honor i ojczyzna zawsze były na pierwszym miejscu.
Więc gdyby podsumować to wystąpienie nieco żartobliwie, to można założyć, że jeżeli w wyborach samorządowych Wschowa postawiłaby na tego potencjalnego kandydata, to przynajmniej wystąpienia okolicznościowe będą miały charakter religijno-patriotyczny, owszem, pokryty kurzem i patyną, nudny i przewidywalny, ale za to z nieodzownym udziałem piłsudczyków, co zapewne część mieszkańców przyjmie za dobrą monetę.
Jeżeli jednak poważnie do tego podejść, to powiedzmy sobie szczerze, że po pierwsze na tle doświadczonych polityków, wystąpienie byłego komendanta wypadło szkolniacko. Po drugie – jeżeli były komendant miał czas, żeby przygotować swoje przemówienie, zatem nie mówił z głowy, a czytał z kartki, tym gorzej. To było w sumie kolejne sprawozdanie na temat tego, co wyremontowano lub kupiono w komendzie powiatowej lub wojewódzkiej. Były komendant znany jest z tego, że jest piłsudczykiem i poza stwierdzeniem, że nim jest i cytatem z Piłsudskiego – nic z tego nie wynikało. Tym gorzej, bo piłsudczykiem jest już od jakiegoś czasu, czyli można by podejrzewać, że jest pasjonatem, znawcą, niemal specjalistą. Wygląda na to, że jednak nie. Że przynajmniej ten przedstawiciel lokalnych piłsudczyków niczego poza obiegową wiedzą, nie miał do przekazania.
W ogóle dobór cytatów przy okazji 20-lecia powiatu, ocierał się o intelektualną niemoc. Co JP II ma wspólnego z powiatem lub J. P., tego nikt nie wie i nigdy się nie dowie. Tego rodzaju chwyty retoryczne sprawdzały się 30 lat temu, kiedy polscy politycy starali się wyróżnić na tle przeciwników z PZPR, jadąc na wyczerpującym się już wtedy paliwie świętości i patriotyzmu. Z całym szacunkiem, ale to dzisiaj na nikim nie robi wrażenia i wygląda nieco, jak wyciąganie ze starej szafy na strychu, znoszonej i zakurzonej odzieży, która nie wiadomo już do czego służyła. W tym sensie mówi się na mieście, że piłsudczycy są przebierańcami, ponieważ poza mundurami i odznaczeniami, nie wykazali, nie przekonali, że Piłsudski ich jakoś inspiruje, że jest dla nich twórczym punktem odniesienia. Nic z tego – mamy jedynie zbiór cytatów, które każdy sobie może wyklikać w Wikipedii i tablice pamiątkowe. To jest cała intelektualna zdobycz tego środowiska, czyli żadna. A to zdecydowanie za mało, by porwać tłumy. Chyba, że w przedszkolu.
Czepiam się tego doboru cytatów i jego patronów, bo impreza była lokalna, powiatowa, a w historii tego miasta, mieliśmy już takie przypadki, kiedy próbowano nas przekonać, że wielka ekonomia, albo wielki Wrocław, to są punkty odniesienia. Przy czym za każdym razem nie brano pod uwagę ani specyfiki małej miejscowości, ani osób, które tutaj mieszkają, ani realnych możliwości Wschowy. Od prawie dekady stawia się mieszkańców przed jakimiś wydumanymi, niedostosowanymi do miejsca i czasu wartościami lub antywartościami, które mają rzucić nas na kolana, ale kiedy zaczynają być praktykowane, to przyprawiają jedynie o ból głowy. Warto więc wysłuchać z tego samego spotkania chociażby krótkiego wystąpienia wicemarszałka Stanisława Tomczyszyna i nauczyć się czym jest lokalność. Bo w odróżnieniu od wydumanych i rzekomo wielkich inspiracji, wicemarszałek mówił o Wschowie, Sławie i Szlichtyngowej, wymieniając lokalnych samorządowców, a nie na ten przykład J. J. Rousseau, Sharon Stone, czy Wincentego Witosa.
Były komendant, pomimo tego, że przygotował sobie na kartce swoje wystąpienie, w żadnym momencie i od żadnej strony nie pokazał się jako ktoś, kto jest w stanie wyjść poza rolę, do której się przyzwyczaił. Prawdę mówiąc, słuchając tego wystąpienia, pomyślałem sobie, że to chyba jest jakiś żart i plotki, jakoby PiS miał namaścić byłego komendanta wschowskiej policji na kandydata na burmistrza. I nawet, jeżeli ktoś mi powie, że nie można po jednym wystąpieniu wyciągać tak daleko idących wniosków, odpowiem, że oczywiście, że można. A pomysł rzucenia komendanta na tak szeroką wodę, żeby publicznie zabrał głos na tle doświadczonych polityków, w mojej ocenie, jest nie tylko nieprzemyślane, ale naiwne. Bo wygląda na to, że lokalne partie namaszczają jakąś osobę, ale co potem ta osoba publicznie mówi, jak się prezentuje, tego już nikt nie kontroluje. A powinien, jeżeli ktoś w tym mieście poważnie myśli o tym, żeby wygrać przyszłe wybory we wschowskim samorządzie. W każdym razie, gdybym to ja zajmował się polityką, tak, jak nigdy nie będę, powiedziałbym do przyszłego kandydata, żeby się ogarnął, wziął w garść i bardziej się przyłożył, bo póki co, lokalny PiS może już odliczać godziny do swojej kolejnej przegranej.
Wystąpienia okolicznościowe dostępne są – TUTAJ. Były komendant przemawia od 1 godziny 16 minuty.
Foto wykorzystane w grafice: Ichad Windhiagiri z Pexels
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Mówi się, że była wiceburmistrz ma startować w wyborach . Moim zdaniem nie ma szans (bardzo źle wypadła w roli wice) ), no chyba że to ma być taka „przysługa” dla Antkowiaka.
PolubieniePolubienie
Wszystko wskazuje na to, że pani była wiceburmistrz szykuje się na wybory. Być może będzie to jedyna kobieta spośród wszystkich kandydatów. Póki co wszystko na to wskazuje, ale rzecz jasna wiele się może jeszcze zmienić. Będzie to ciekawa rozgrywka 😉
PolubieniePolubienie