Energetyczna PRACOWNIA 06 w senną niedzielę

W niedzielę na ulicach jest dosyć niemrawo. Godziny są takie, czy co, nie wiem i nie chcę w sumie wiedzieć. Ale idąc na koncert zespołu PRACOWNIA 06 miałem wrażenie, że idą z nami jeszcze inni, że samochody nie wiadomo skąd i zaraz wyturlają się kierowcy i pasażerowie i wbiją z nami na salę widowiskową. Tak mogło być, tak się to czuło, czy tylko ja to czułem, trudno powiedzieć. Nie rozmawiałem o tym później, a mogłem przecież, ale o czym innym były już rozmowy, o gitarzystach, perkusiście i wokaliście, a nie o jakichś wynurzeniach na temat drogi na koncert w niemrawą niedzielę, na kilka minut przed osiemnastą. Zdążymy.

Zajęliśmy miejsca w drugim, a niektórzy w pierwszym rzędzie (ta grupa, z którą przyszedłem, bo inni byli dużo wcześniej, a po nas jeszcze ktoś się pojawił). Wydawało się, że jest nas w ogóle i tłumnie, wszystkich, a nawet więcej, w sensie, że frekwencja dopisała. Chwilę później pojawił się pomysł ze stanikami i w ogóle bielizną, ktoś mówił, że zaraz zdejmie, ktoś, że nie trzeba, wszystko szybko zanim muzycy pojawili się na scenie. Fanty rozdzielone. Byłem zaskoczony, że przy niedzieli takie rzeczy i nie wiem, czy któraś z osób, budząc się w niedzielny poranek była w stanie przewidzieć, że publiczność będzie rzucać na scenę staniki (naliczyłem cztery) i bieliznę w postaci majtek z koronką (jedna sztuka), a Michał Kopecki (wokalista) zapyta kogoś z pierwszego rzędu (tego też nikt nie mógł przewidzieć raczej), cytuję: ile jeszcze tego masz w torbie? A Jacek Bierwidis (basista) założył je nawet (stanik, nie majtki) i był z nimi już do końca, do ostatniego akordu, aż do świateł zgaśnięcia lub na odwrót.

Później zgasły światła (na widowni) i na scenie pojawił się Artur Maćkowiak, zasiadł za perkusją i zaczęło się.  Wiadomo, że oklaski. Potem Jacek Bierwidis – basista, za chwilę Kacper Wróbel (gitara akustyczna), a tuż po nim Łukasz Kowalski (gitara elektryczna). Intro. A na samym końcu wokalista Michał, który później zapyta o tę zawartość torby, ale nikt mu z widowni nie odpowie (sami spiskowcy).

PRACOWNIA 06, to muzycy, grający wcześniej w dwóch różnych projektach – Jacek Bierwidis, Artur Maćkowiak i Łukasz Kowalski nie tak dawno tworzyli pięcioosobowy Spleen (kilka utworów jest dostępnych na fb). Z tego okresu w niedzielę usłyszeliśmy – ,,Bezsenność” oraz ,,Insekt” w nieco zmienionych aranżacjach. Kacper Wróbel z kolei przez długi czas związany był z Gustawem Andrzejewskim (obecnie DamnRoots), razem tworzyli wschowski duet PO CO. Trzy piosenki z tamtego czasu, zagrane i zaśpiewane w niedzielę, dostępne są na witrynie soundcloud, czyli ,,ekhm”, ,,nic tu po nas” i ,,blond”. Michał Kopecki natomiast od dłuższego czasu śpiewa w hard rockowym bandzie – Hard Rider i kto ma Michała w znajomych ten doskonale się orientuje w czym rzecz.

PRACOWNIA 06 niewątpliwie kontynuuje zamysł artystyczny formacji Spleen, rezygnując nieco z lirycznego uwodzenia słuchaczy na rzecz energetycznej, patchworkowej muzyki, łączącej blues, Indie, rock i alternatywę, dając w zamian własną, współczesną mieszankę tych wszystkich stylów i wpływów. W sposób naturalny muzycznie zyskały na tym utwory z wczesnego okresu wspomnianego wyżej duetu. Niemniej zabrakło mi w niedzielę wokalnej prawdy/autentyczności/szorstkości wokalisty PO CO, szczególnie w świetnym, jednym z bardziej dojrzałych i przejmujących tekstów, napisanych na ziemi wschowskiej (autor: K. Wróbel), czyli ,,nic tu po nas”. W wersji Michała zabrzmiało to nieco pop-rockowo, być może tak miało brzmieć (nie spieram się o to), ale pewna nieszczelność tego tekstu, która wychodzi daleko poza opis nieudanych relacji między dwojgiem osób, ulotniła się przy okazji.

Podobnie miałem z utworem ,,Bezsenność”. Trochę mi przepadł w czasie koncertu i musiałem wrócić najpierw do oryginału w wykonaniu Spleen, żeby go odkryć, dać się ponieść tamtemu klimatowi i jeszcze raz wrócić do niedzielnego wykonu (dzięki uprzejmości osób, które nagrywały fragmenty koncertu). ,,Bezsenność” ma ogromny potencjał w oryginale i trochę jego niepokojąca senność z rytmicznym pulsem pod spodem, zostały na koncercie podmienione na takie happysadowe granie, co być może w połączeniu z innym tekstem by się sprawdziło, ale w tym wypadku sporo straciło na przekazie. Nie wątpię, że i tutaj wszystko było zamierzone, skalkulowane i dobrze obliczone. Można było jednak odnieść wrażenie, znając wcześniejsze wykonania, że PRACOWNIA 06  tym razem, w tym składzie, z tą wrażliwością, pilnuje się, by nie popaść w jakąś skrajność. Tym samym tam, gdzie można było wyciągnąć z potencjału utworu więcej, mocniej, liryczniej, może bardziej alternatywnie, postawiono na pewien balans, być może bezpieczną rutynę.

No ale to imponderabilia, bo całość naprawdę wybrzmiała energetycznie i rozwiała niedzielną niemrawość. I myślę, że gdyby nie to, że sala widowiskowa jest skrojona pod koncerty patriotyczne, a na pewno o mniejszym ładunku energii, publiczność świetnie by się bawiła pod sceną. A tak, siedząc w wygodnych fotelach, naturalnie nie dało się oddać w pełni wszystkich emocji, które pojawiały się w trakcie koncertu. Owszem, siedzący obok mnie młodzi ludzie coś tam knuli, widziałem, i zmawiali się, żeby wstać z miejsc i podejść bliżej muzyków, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Zwyciężyły obawy, że będą zasłaniać widoki pierwszym rzędom i bardzo możliwe, że tak właśnie by się to skończyło.

PRACOWNIA 06 nie licząc intro, zagrała siedem utworów: blond, taki blues, uciekaj, ekhm, bezsenność, insekt, nic tu po nas. Później dwa bisy: blond i taki blues (jeżeli dobrze pamiętam).

Dziękuję wszystkim osobom, które przesłały mi nagrania z koncertu plus zdjęcia, szczególnie: Sofii, Pawłowi i Marii.

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz