Lokalne patriotyzmy wschowskie w święto niepodległości

Coraz częściej wschowskie okolicznościowe przemowy przy okazji święta niepodległości przypominają kazania katolickich duchownych, wygłaszane z emfazą w małych, uroczych (przeuroczych) miasteczkach. Nie powinniście robić tego i tego, a powinniście robić to i to – słychać z ambony co niedzielę. Bo jak będziecie robić to i to – zbawieni będziecie, a jak nie będzie robić tego i tego – pójdziecie do piekła. W tym duchu przemawiał 11 listopada burmistrz Wschowy, tłumacząc zebranym, czym jest dla niego lokalny patriotyzm. Gdyby podmienić słowa i wstawić tam religijne prawdy – brzmiałoby tak samo.

Okolicznościowe przemowy mają rzecz jasna to do siebie, że spłaszczają wszystko, co tylko możliwe i w największym uproszczeniu przedstawiają pewien ideał czegoś tam (trudno powiedzieć czego, kiedy jest to tak zrównane z ziemią, że trudno się w tym odnaleźć). Nie jest to zarzut, bo tak to wygląda we Wschowie, taka jest tradycja, taka forma. Jest napompowanie, w ruch idą wielkie kwantyfikatory, jakby chciało się przywalić ciężkim młotem w głowy słuchających, żeby dotarło, że tutaj chodzi o coś większego niż dobór krawata do garnituru, czy zakupy w pobliskim dyskoncie. Najczęściej też ten, kto przemawia (ten lub inny włodarz) ustawia się w pozycji co najmniej himalaisty z dorobkiem kilku ośmiotysięczników, który tuż po klasycznej przemowie okolicznościowej, zamierza zdobyć szczyt K2 zimą. Może się to podobać, na pewno, bo zawsze w tak uroczysty dzień znajdą się osoby, które ogrzewają się przy tak wzniosłych wizjach, które na co dzień nie mają żadnego realnego przełożenia.

Bo na co dzień wszystko, czego najczęściej doświadczamy, rozbija się o dość żmudne mniej lub bardziej obowiązki. Trzeba rano wstać, zjeść śniadanie, pójść do szkoły/pracy, pracować w domu, z dziećmi, potem przychodzi jakaś szesnasta lub siedemnasta godzina, je się obiad i coś się może przeczyta, posłucha, zrobi się zakupy, pomoże dzieciom w lekcjach (jeżeli są dzieci), może się człowiek z kimś spotka, potem zaśnie i na drugi dzień to samo. Ewentualnie coś w Internetach. Być może rzeczywiście w tym samym czasie, kiedy zdecydowana większość takiej małej społeczności, wykonuje codziennie rutynowe obowiązki, panowie włodarze, dyrektorzy szkół, domów kultury (tutaj dyrektorzy i wicedyrektorzy) oraz wszyscy inni ważni ludzie w garniturach i garsonkach, być może oni myślą o tych wielkich kwantyfikatorach. Możliwe, że na tym to polega. Że spotykają się ze sobą i mówią: no Józek, słuchaj, dla mnie tylko Wschowa i wsie, to jest ważna rzecz, ty ino co myślisz? A Józek odpowiada: a żebyś wiedział, że Wschowa, no, piękna, oby nieskłócona, oby nie taka dumna, co niektóra, i wsie te wszystkie, żebyś wiedział. Być może rzeczywiście tak to się odbywa – nie wiem, nie miałem okazji uczestniczyć w tego rodzaju codziennej służbie na rzecz lokalnej społeczności.

Myślę sobie jednak, że za tym się nic nie kryje. Że dmucha się ten balon i dmucha, a w środku nic nie ma, powietrze sobie hula, trochę śliny być może, jak kto ma słabe płuca. Ale poza tym? Poza tym, to życie jest, jak mówi klasyk, gdzie indziej.

Foto wykorzystane w grafice: Kaboompics

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz