,,Lata” Annie Ernaux. Na marginesie

Motto:

Napisalibyśmy wiersze

pełne niezłych idei

lub jakichkolwiek.

Ale drogi Julianie,

żadna nie stoi za oknem.

Tak, za oknem ni chuja idei.

(Świetlicki, Sendecki, Baran)

Powieść Annie Ernaux ,,Lata” (wydana we Francji w 2008, w Polsce – 2022) paradoksalnie przypomniała o ostatnich miesiącach, poprzedzających wybory samorządowe w 2018 roku. I to za sprawą polskiego serialu ,,Ranczo”. W jednym miejscu Ernaux, wspominając lata 50., wylicza wrogie, antagonistyczne pojęcia, które wyrażały ówczesne nastroje i sposób rozumienia świata. Dominował w nich podział na Wschód i Zachód, Chruszczowa i Kennedy’ego, katoli i komuchów itp.. Ta wyliczanka w książce ubiegłorocznej noblistki jest nieco dłuższa, a w niej trafimy również na dwie fikcyjne, postacie – Peppona, komunistycznego mera (odpowiednika polskiego wójta, burmistrza lub prezydenta miasta) i don Camilio – miejscowego proboszcza. Obaj zostali stworzeni na potrzeby włosko-francuskiej komedii ,,Don Camilio i poseł Peppone” z 1955 roku. Autorzy przypisów do ,,Lat” Ernaux przypuszczają, że komedia ta z dużym prawdopodobieństwem zainspirowała/mogła zainspirować twórców polskiego serialu ,,Ranczo”.

Ambiwalentne pary albo sprawdzony węch

W 2018 na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi również można było pokusić się o tego rodzaju ambiwalentne pary, ale nikt tego nie robił. Pewnie dlatego, że różnice między zwolennikami tego lub innego kandydata na burmistrza nie były aż tak skrajne. Nie wybierano między Wschodem, a Zachodem, ani tym bardziej między Franco i Tito, ,,L’Humanite” i ,,L’Aurore”. Raczej między fanami ,,Rancza” a ,,Przystankiem Alaska”. Między czymś, co zastane i dobrze znane z rozstawionymi figurami, które każdy zna, jak własną kieszeń a czymś, co na pierwszy rzut oka wygląda identycznie, tylko jest bardziej płynne, nie tak jednoznaczne i przewidywalne. Na końcu i tak można ostatecznie zwątpić od tego zamętu, bo wybór w małych, hipochondrycznych miasteczkach nie dokonuje się w oparciu o wyraźne różnice, raczej jest to sprawa intuicji. Raczej rzecz idzie o drobne kamyki, które uwierają w bucie. Prawie, że nieuchwytne niedogodności. Mówi się, że w małych miasteczkach ludzie głupieją, kiedy chcą dokonać lokalnego wyboru, który prawdę mówiąc nie ma dla nich większego znaczenia, ani przełożenia na ich życie. Chyba, że są jakoś z tym wyborem powiązani. Wtedy, to co innego. Wówczas można się złapać na wątpliwej myśli, że bierze się udział w rozgrywce, której stawką jest śmierć i życie, być lub nie być, przyszłość lub jej wyraźny brak, nadzieja lub beznadzieja, praca zarobkowa na miejscu lub z dojazdem, bycie u siebie lub na wygnaniu, niemal wśród obcych. Ale poza tymi jednostkami, nielicznymi, dla zdecydowanej większości wybór jest enigmatyczny. Dlatego za przewodnika bierze się własny, sprawdzony węch, ewentualnie – upodobania, związane z fryzurą, ubiorem, wspomnieniem ostatnich wakacji lub ich brakiem, wyjściem do knajpy lub do parku w tym samym celu. Porównuje się to wszystko z wyglądem kandydata, tonem głosu, pauzami, które robi między zdaniami, błyskiem w oku (jest taka kategoria?), ludźmi, którymi się otacza, partnerką lub partnerem u boku, wykształceniem, wykonywanym zawodem, może doświadczeniem, jakim bądź. Szuka się czegoś, co jakkolwiek może wydać się znajome. W pewnym sensie oddaje się głos na siebie. Na sobie się tylko polega.

Co innego, kiedy Wschód vs Zachód

Co innego, kiedy wybór jest oczywisty, jak u Ernaux. Kiedy wszystko jest jasne. Kiedy stawia się na Wschód albo Zachód, Chruszczowa lub Kennedy’ego, Konfederację albo Lewicę, PiS albo PO. Nie trzeba się gimnastykować, ani szukać analogii, czasami pokrętnych lub niezrozumiałych. Na stole przecież leżą badania, raporty, programy, obietnice: socjalne, liberalne, emerytalne, płacowe, anty lub pro europejskie, zamknięte lub otwarte granice, aborcje w kraju lub poza nim, edukacja seksualna lub katolicka, można tak w nieskończoność. Wszystko to leży na stole i przynajmniej teoretycznie wiadomo czego się spodziewać.

Żaden inny mądrala

Wspomniane wcześniej ,,Ranczo” pojawia się tutaj nie tylko dlatego, że w jednym z fragmentów ,,Lat” Annie Ernaux można znaleźć cienką linię łączącą włosko-francuską produkcję z polskim serialem. Przed wyborami samorządowymi w 2018 roku, a i później w publicznych wypowiedziach między innymi zwolenników obecnej, lokalnej władzy, polski serial uchodził za trafną ilustrację lokalnej polityki. Dało się słyszeć opinie, że być może są w obiegu inne próby ramowania polityki, inne spojrzenia, inne nie tylko seriale, ale i książki, filmy, artykuły, eseje, analizy itp., ale ostatecznie wygrywa z nimi wszystkimi ,,Ranczo”, bo oddaje rzeczywistość w sposób, jakiego żaden inny mądrala nie był w stanie osiągnąć. Ten przekaz potwierdza na pewno sukces serialu i średnią oglądalność, wynosząca ponad 6 mln 300 tysięcy na sezon (najlepsze wyniki osiągnął IV sezon z liczbą widzów na poziomie prawie 8 mln 300 tysięcy widzów). Trudno więc uznać, żeby wspomniane wyżej lokalne głosy, w jakiś szczególny sposób wyróżniały się na tle całego kraju. Można z dużym prawdopodobieństwem uznać, że to dość powszechna obserwacja – ,,Ranczo” trafiło z obrazem lokalnej polityki do widzów, a widzowie odczytali ten obraz, jako znany, prawdziwy, a wręcz swojski, a w konsekwencji mało zaskakujący. Zgodnie więc z filozofią ,,Rancza” można od czasu do czasu usłyszeć, że cokolwiek by się nie działo – kompromitującego, małego, cynicznego, kłamliwego, niegodnego, zachłannego, egoistycznego, infantylnego, tchórzliwego itd., itp., to prawdę mówiąc nic nowego pod lokalnym słońcem nie zostało odkryte, zawsze tak było. Nie tylko, że było, to zawsze tak będzie, ba, tak musi być.

Szansa na sukces

Inaczej te sprawy jednak widzi Annie Ernaux w ,,Latach” (książka dostępna we wschowskiej bibliotece, tylko, że obecnie zarezerwowana). Różnica jest fundamentalna i można ją rozpisać również w kluczu kultury popularnej. Bo tak, jak bezideowe ,,Ranczo” osiągnęło w Polsce status niemal kultowego serialu, tak podobnie, tylko, że wcześniej –  cyniczny ,,House of cards”, amerykańska produkcja, która osobiste korzyści polityczne ,,Rancza” wyniosła na trony, szczyty, niemal pod same niebo. W analizach kultury popularnej, a do tej kategorii niewątpliwie należą obie produkcje, zwraca się uwagę, że ich treść – podobnie, jak w polityce – jest odpowiedzią na masowe stereotypy, sposób postrzegania rzeczywistości. Kiedy twórcom uda się dobrze odczytać masową wyobraźnię – serial, książka, film itp. ma szansę na sukces. Nie jest odwrotnie. Nie jest tak, że odbiorca odnalazł w ,,Ranczu” obraz świata, z którym się zgadza. Przeciwnie, to twórcy zrozumieli, jaki obraz świata noszą w sobie odbiorcy, więc dali im to, co później zostało rozpoznane, jako swoje.

Ja, burmistrz

Pewnie dlatego w Polsce dużo gorzej z masową popularnością mają seriale o podobnej tematyce, ale idące w poprzek powszechnym wyobrażeniom na temat polityki. Ani duński ,,Borgen”, ani tym bardziej amerykański ,,Prezydencki poker” nie podbiły wyobraźni Polaków. A co dopiero mieszkańców hipochondrycznych regionów. W obu serialach mamy to, na co zwraca uwagę Annie Ernaux. Że w polityce nie chodzi o konkretne osoby, ale o idee, jakie za nimi stoją, którym są wierni i którym chcą w pewnym sensie służyć, pełniąc publiczne funkcje. Owszem – na końcu tego łańcucha mamy postać z krwi i kości, ale wiemy przynajmniej jakie wartości reprezentuje – Wschód, czy Zachód, Franco, czy Tito, don Camilio, czy Peppone, komuchów, czy katoli. I dopiero wtedy na scenę wchodzi osobowość, ubiór, błysk w oku (jest taka kategoria?), otoczenie, wykształcenie, wychowanie, sposób wypowiadania się itd., itp. – są to pomocne narzędzia, które wykorzystuje się, by na swój sposób zaprezentować zestaw idei i wartości, którym się jest, hm, wiernym lub przynajmniej stara się być wiernym. Nie inaczej. Nie chodzi o postawy typu, ja, burmistrz miasta powiatowego, albo ja, jako burmistrz lub ja, najlepszy burmistrz i moja drużyna (też najlepsza). Owszem, to też z czegoś wynika. Bo skoro na prowincji wycina się w pień koncepty, odżegnując się od idei, wartości, od odpowiedzialności, od Wschodu i Zachodu, to na końcu zostaje się z takimi kwiatkami, gdzie ja, burmistrz jest jedyną formacją ideową, odmienianą przez wszystkie znane deklinacje. Dlatego przyjęło się mówić, że ludzie głupieją, kiedy dokonują lokalnych wyborów.

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Jedna odpowiedź

  1. Piękny text. Tak, nie boję się użyć tego słowa. Czysty. Czysty wartością, jaką stanowi. Wartością samą w sobie. Nie ma w nim nic zbędnego. Nie ma w nim autora ( oczywiście nie mam nic przeciwko takim textom). Jest tylko idea tego, czym polityka winna być. Idea tego, tak naprawdę, w co człowiek winien wierzyć. Jakim wartościon winien hołdować. Tak. Dobrze słyszycie. W 2023 roku ktoś jeszcze pisze:
    (…)
    „Jed­na­ko waży cno­ta i wy­stę­pek
    Wi­dzia­łem:
    Czło­wie­ka któ­ry był je­den
    Wy­stęp­ny i cno­tli­wy.

    Szu­kam na­uczy­cie­la i mi­strza
    Niech przy­wró­ci mi wzrok słuch i mowę
    Niech jesz­cze raz na­zwie rze­czy i po­ję­cia
    Niech od­dzie­li świa­tło od ciem­no­ści”.

    I to robi text Rafała Klana. Przeciera moje brudne, zaparowane okno na świat, i mówi: zobacz, tam jest Rzeczywistość, ta prawdziwa. Czym można nazwać taką postawę? Na pewno rodzajem nowego radykalizmu wyobraźni, spójności między systemem i jego celami. To rodzaj obiektywizmu, obiektywnych praw, które istnieją niezależnie od woli i aktualnej wiedzy.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do eMb Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.