duchy Inisherin

Martin McDonagh, ,”Duchy Inisherin”. Nie tym razem

,,Duchy Inisherin” (w oryginale ,,Banshees of Inisherin”) brytyjsko-irlandziego reżysera Martina McDonagh’a mają już na koncie sporo ważnych nagród filmowych – od festiwalu w Wenecji przez Złote Globy. Na horyzoncie pojawiły się też Oscary, jest nominowany w dziewięciu kategoriach, w tym najważniejszych za reżyserię i najlepszy film. Historia jest dość prosta, chociaż jej rozwinięcie przybiera gwałtowny charakter. Otóż niejaki Colm (w tej roli Brendan Gleeson) postanawia w nieco obcesowym stylu poinformować swojego przyjaciele Padraica (świetna rola Colina Farella), że nie życzy sobie jego obecności, pomimo tego, że jeszcze dzień wcześniej, a i przez lata jak się wydaje, obaj panowie w średnim wieku przyjaźnili się i spędzali ze sobą czas w pubie, popołudniami, pijąc irlandzkie piwo. Colm najpierw zupełnie nie reaguje na wizytę Padraica, kiedy ten przychodzi po niego, jak to bywało do tej pory, żeby jeszcze tego samego dnia powiedzieć, że go po prostu już nie lubi, a w końcu, że Padraic jest nieco głupi, a Colm nie chce tracić czasu na głupoty, ino zamierza coś po sobie zostawić światu, coś trwałego, co sprawi, że będzie się o Colmie pamiętało nawet po jego śmierci. A, że jest muzykiem, zamierza skomponować dzieło życia.  I być może wszystko by to jakoś dało się poukładać, życie płynęłoby dalej, bo przecież nie pierwsza to przyjaźń, która dostaje zadyszki, gdyby nie to, że Padraic od czasu do czasu stara się zrozumieć tę radykalną niechęć Colma i wtedy słyszy od niego, że jak nie da Colmowi spokoju, to ten sobie będzie odcinał palce, jeden po drugim. Nie będzie to spoilerem, bo wszystkie recenzje nie pomijają tego faktu, Colm ostatecznie groźbę swoją zamienia w czyn.

Niedokończona trylogia

McDonagh (rocznik 1970) nie ma zbyt wielkiego dorobku filmowego, ale przyzwyczaił widzów do tego, że w jego filmach gra się o najwyższe stawki, nawet jeżeli rozpięte są miedzy powagą i groteską, dramatem i absurdem. Do tej pory (poza zdaje się krótkometrażowym debiutem z 2004 roku) reżyser nie zabierał widzów do Irlandii. W „Duchach Inisherin” nie tylko, że umieszcza akcję na jednej z maleńkich wysepek u wybrzeży tego kraju, to jeszcze – wszystko na to wskazuje – powraca do swojej niedokończonej trylogii teatralnej, której ostatnia część nosiła identyczny tytuł, co film. Nigdy nie  ujrzała światła dziennego, bo jak miał powiedzieć McDonagh, nie była to rzecz zbyt dobra. A trzeba wiedzieć, że McDonagh dał się poznać światu najpierw jako dramaturg, a dopiero potem twórca filmowy. Jest zresztą w Irlandii uznawany za współczesnego klasyka irlandzkiej dramaturgii, a teatralne adaptacje jego tekstów były wielokrotnie nagradzane w Wlk. Brytanii, a nawet nominowane do nagrody Tony (prestiżowe wyróżnienie w USA dla twórców teatralnych, odpowiednik filmowych Oscarów, muzycznych nagród Grammy, czy telewizyjnych nagród Emmy).

Irlandzkiee Banshees

Dwa wcześniejsze dramaty ze wspomnianej trylogii, to ,,Kaleka z Inishmaan” (1996) i ,,Porucznik z Inishmore” (2001). Dzieją się na wyspach Aran, leżących u wybrzeży Irlandii. Obok Inishmore i Inishmaan  jest tam jeszcze trzecia wyspa – Inisheer, która w filmowych ,,Duchach” przybiera nazwę Inisherin. To umiejscowienie fabuły na małej wyspie, na prowincji, gdzie lokalna społeczność najchętniej wyrwałaby się stąd, ale nie zawsze ma ku temu możliwości, jest jednym z głównych motywów irlandzkiej dramaturgii. Począwszy od takich pisarzy, jak W. B. Yeats poprzez J. M. Synge’a na McDonagh’u skończywszy. Nie przypadkiem w ,,Duchach Inisherin” pani McCormick (w tej roli Sheila Flitton) zachowuje się, jak tytułowa Banshee, irlandzka, mitologiczna zjawa, zapowiadająca śmierć. Irlandzcy dramaturdzy, szczególnie wspomniany Synge, spędzili na wyspach Aran część swojego życia, by szukać tam inspiracji w lokalnym folklorze, pogańskich zwyczajach (pomimo katolickiej dominacji), specyficznym usposobieniu tamtejszych, nielicznych mieszkańców małych wysepek. Zwracam na to uwagę, bo nowy film McDonagh’a czerpie z tradycji irlandzkiego dramatu, a przede wszystkim ze swojej niedokończonej trylogii. Nie ulega wątpliwości, że w filmowych ,,Duchach” na drugim planie pojawiają się wszystkie wątki dobrze znane z dwóch wcześniejszych dramatów McDonagh’a. Nie są one przeniesione wprost, są nieco przetworzone, ale nie pojawiają się po raz pierwszy w twórczości tego dramaturga i reżysera filmowego. Można w sumie zaryzykować tezę, że poza głównym tematem filmu, czyli rozpadem przyjaźni, każdy inny wątek jest dobrze znany czytelnikom dramatów McDonagha. Żeby nie spoilerować warto zwrócić uwagę na trzy wątki, które pojawiają się w wymienionych dramatach, a kto oglądał film, bez większych problemów odnajdzie bliższe lub dalsze odniesienia.

„Porucznik z Inishmore” i „Kaleka z Inishmaan”

W ,,Poruczniku z Inishmore” psychopatyczny członek Irlandzkiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej (odłam IRA) o imieniu Padraic, odcina nos niejakiemu Toby’emu. Pies Toby’ego dobiera się do odciętego nosa, dławi się nim i umiera na oczach właściciela. To wywołuje lawinę brutalnych, a jednocześnie absurdalnych aktów przemocy. Po drodze giną dwa koty, w tym jeden, należący do Padraica i kilkoro ludzi. W ,,Kalece z Inishmaan” mamy sześćdziesięcioletniego Johnny’ego o dość odpychającym usposobieniu, który odgrywa  rolę  kogoś, kto przypomina dziennikarza z plotkarskiej gazety, chociaż nim nie jest. Oczekuje, a wręcz wymaga od miejscowych (czasami ich szantażując), by dostarczali mu informacje o sobie, sąsiadach i innych ludziach. Jeżeli natomiast zapytacie, czy wzruszająca i świetnie zagrana scena nad wodą w „Duchach Inisherin”, w której uznawany na wyspie za miejscowego głupka Dominic (rewelacyjnie zagrany przez Barry’ego Keoghana) oświadcza się siostrze Padraica – Siobhan (w tej roli Kerry Condon) również jest dalekim lub bliskim echem jednej ze scen któregoś z wymienionych dramatów, to odpowiem, że tak. W ,,Kalece z Inishmaan” siedemnasto-osiemnastoletni Billy, nazywany kaleką, mówi pod koniec do siedemnasto-osiemnasto letniej Helen tak:

każdego w życiu nachodzi taka chęć, by wziąć serce w swoje ręce i czegośœ spróbować. I chociaż wie, że ma tylko jedną szansę na milion, że dostanie to, czego pragnie, to i tak próbuje. Bo inaczej po co w ogóle żyć? Więc się zastanawiałem, Helen, czy kiedyś,  jak nie będziesz za bardzo zajęta… to może… wiem, że jestem niewyględny, ale myślałem sobie, zastanawiałem się, czy być może zechciała kiedyśœ się ze mną umówić na spacer wieczorem. Wiesz, za tydzień albo za dwa? (źródło: Martin McDonagh, Kaleka z Inishmaan, tłum. Małgorzata Semi w: Dramaty Irlandzkie, Kraków-Warszawa 2011).

Mało czytelna tajemnica o człowieku

Jak na to reaguje Helen w dramacie i Shioban w filmie? Tego zdradzić nie mogę, zwracam natomiast uwagę na to, że znając twórczość dramaturgiczną McDonagha, trudno nie zauważyć, że autor żongluje ogranymi motywami, które eksplorował wcześniej w swoich dramatach. Wyraźnie cierpi na tym film. Bo jeżeli w dramatach każdy z wątków, który pojawia się w filmie, ma swoje uzasadnienie w precyzyjnie skomponowanej fabule, to w ,,Duchach Inisherin” pojawiają się one w oderwaniu od brutalnie przerwanej przyjaźni Colma i Padraica. Właściwie można odnieść wrażenie, że film rozpada się na dwie osobne historie. Jedna opowiada o lokalnej społeczności i dręczących je demonach, druga żywi się rozpadem więzi dwóch, niegdysiejszych przyjaciół. Trudno znaleźć między tymi opowieściami wspólny mianownik. Jedna na drugą nie ma żadnego wpływu, ewentualnie może stanowić jedynie alibi, jak w przypadku Shioban, siostry Padraica. W sumie można by uznać, że jest to historia o małej społeczności, która wszystkiemu, co ją otacza przygląda się bez emocji, w której zerwane zostały wszelkie więzi, co w pewnym sensie symbolizuje kryzys Colma i Padraica, ale co miałoby z tego wynikać, trudno powiedzieć. Czy nieopodal toczy się bratobójcza wojna (słychać z daleka wystrzały i wybuchy, gazety też o tym piszą), czy Colm ni stąd, ni zowąd, zagrozi odcięciem sobie palców, czy ktoś dostanie po mordzie, a może jeszcze gorzej – na nikim nie robi to większego wrażenia (chwilami można by z tego wyjąc Shioban i Dominica). Odnosi się wrażenie, że gdyby połowa tej społeczności została brutalnie spacyfikowana, wymordowana i rzucona do masowego grobu, pozostała część przeszłaby nad tym natychmiast do porządku dziennego. Być może to jest diagnoza świata, którą serwuje nam Martin McDonagh. Być może – film jednak ani w końcowym akcie, ani nigdzie po drodze w żaden sposób nie daje oczywistych odpowiedzi. Czasami taka strategia ma sens, ale w ,,Duchach Inisherin” jest bardzo dużo niewiadomych i prawie żadnego pomysłu, jak z nich zbudować coś więcej niż mało czytelną tajemnicę o nas, człowieku, świecie, przyjaźni i miłości.

___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________

Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn

Dodaj komentarz