Motto:
Dali się poznać, jako osoby, które bez środków publicznych zaoferowali mieszkańcom Wschowy bogaty wachlarz propozycji z dziedziny kultury. Współpracowali przy tym m.in. z przedsiębiorcami (Zamek Królewski) oraz jednostkami publicznymi (I Liceum im. T. Zana). Są przykładem na to, jak oddolne zaangażowanie łączy pokolenia.
(fragment uzasadnienia, przesłanego w formularzu ,,Ambasador Wschowy”, którego nie sposób odnaleźć w artykule na temat nominowanych do tego prestiżowego tytułu)
Zdarzyło się, że dopadło mnie choróbsko. Nic miłego. Jak to się mówi – choroba nie wybiera. Wstałem ja drugiego dnia choroby, żeby usta zwilżyć nieco. Kiedy szklankę wody zbliżyłem do ust, kątem oka dostrzegłem w oddali osobę, która szła chodnikiem. W takim beżowym płaszczu i czapce w podobnej kolorystyce. Naprzeciwko tej osoby szli inni śmiertelnicy, a z nimi pies na smyczy. Kiedy zbliżyli się do siebie – osoba w płaszczu i ludzie z psem – mały, na pewno miły piesek skoczył w kierunku człowieka w płaszczu. Chciał się przywitać, czy coś, nie wnikam. Osoba w płaszczu odskoczyła, bo gdyby nie to, pies niechybnie zostawiłby na nim odcisk swoich psich łap. Człowiek w płaszczu wykazał się odpowiednim refleksem i nikomu się nic nie stało.
Zdarzało mi się kilka razy w życiu być w podobnej sytuacji. I zawsze to kończyło się w ten sposób, że odskoczywszy, by łapy psa nie zostawiły śladów na mnie, słyszałem słodki głos właściciela, który brzmiał mniej więcej zawsze tak samo: oj, dziubdziuś (tutaj najczęściej pada imię pieska), no co ty, chcesz wybrudzić pana, oj ty szalony taki.
I zawsze po tym krótkim monologu rozchodziliśmy się w swoje strony. Tak było i tym razem. Osoba w płaszczu i ludzie z psem rozeszły się w sobie tylko znanych kierunkach.
Piszę o tym, bo pomyślałem przy okazji, och, jakby to było fajnie, gdyby właściciele psów przyjmowali zgłoszenia kandydatów na ambasadorów wraz z wymaganym w formularzu uzasadnieniem. Mają przecież właśnie ten potrzebny w takich sytuacjach luz. Że nie skracają smyczy, spacerując z psem, nawet jeżeli widzą, idącą naprzeciwko osobę. Więc zapewne i w tej sytuacji, związanej z uzasadnieniem zgłaszania kandydatury, też by niczego nie skracali. Ba, może nawet by coś dopisali, coś od siebie, fajnego, żeby wszystkim było miło. Organizatorzy konkursu nie pomyśleli jednak o tym i oddali zgłoszenia w ręce innych osób, które – jak się okazało – skracanie mają we krwi. Cóż – organizatorów konkursów się nie wybiera, a psa i smycz już tak.
Foto: Khusen Rustamov z Pixabay
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn
