Jakiś czas temu słuchałem Klary Cykorz i Diany Dąbrowskiej (filmoznawczynie i krytyczki filmowe) na jutubowym kanale, gdzie rozmawiano o tym, jak sobie Netflix poradził z adaptacją ostatniej powieści Eleny Ferrante ,,Zakłamane życie dorosłych” (serial o tym samym tytule debiutował na platformie streamingowej w styczniu tego roku). Klara Cykorz miała stwierdzić, że ,,Zakłamane życie dorosłych” jest najsłabszą powieścią w dorobku włoskiej pisarki, a w ogóle, że jak ktoś się zabiera za ekranizacje książek Ferrante, to niech lepiej się dwa razy zastanowi, bo to nie taka prosta sprawa. I niechby filmowcy uczyli się tego rzemiosła od Maggie Gyylenhaal, która wzięła na warsztat ,,Córkę” i udowodniła dwa lata temu, że wielką reżyserką jest i rozumie gęstość prozy Ferrante oraz rzadko osiąganą w literaturze emocjonalność, która ujawnia się tam, gdzie jej się w ogóle nie spodziewamy. I ja, chłopak ze Wschowy, który chłopakiem już nie jest, podpisuję się pod tymi uwagami, dodając jeszcze tak zupełnie na marginesie, że debiut tej pisarki, czyli ,,Obsesyjna miłość” z 1992 roku kojarzył się Klarze Cykorz z grzebaniem w brudnych majtkach albo z grzebaniem w cudzej, brudnej bieliźnie. A przywołuję i tę wypowiedź, bo jest to niezły, trafny przykład na to, co znaczy zetknąć się z tym zjawiskiem w literaturze. I na szczęście – bo naprawdę jest to wielkie szczęście w nieszczęściu – nie przeszkodzą w tym nawet kiczowate do granic możliwości okładki polskich wydań, które umyśliło sobie nie wiadomo dlaczego wydawnictwo Sonia Draga.
„Zakłamane życie dorosłych” i teorie spiskowe
Rzeczywiście, ostatnia powieść Ferrante, wydana w 2019 roku, niebezpiecznie zbliża się do granicy niestrawności. Nie przekracza jej, owszem, ale chwilami zagląda w oczy popelinie, lepi zamki z piasku i zachwyca się nimi z rozdziawioną buzią. Chwilami można odnieść wrażenie, że tę książkę napisał ktoś inny. Teoretycznie jest to możliwe, bo poza nieliczną garstką osób nikt nie wie, kim jest Elena Ferrante. Są na ten temat różne teorie, badania, publikacje i śledztwa, różnie się mówi o tym zjawisku. Są tacy, którzy twierdzą od kilku lat, że za Eleną Ferrante kryje się włoska tłumaczka literatury niemieckojęzycznej – Anita Raja. Inni podejrzewają, że jest to duet, Anita Raja i jej mąż Domenico Starnone (pisarz i dziennikarz). Mało mnie to interesuje prawdę mówiąc, ale w przypadku ,,Zakłamanego życia dorosłych” jestem w stanie wyobrazić sobie taką sytuację, że Anita Raja z jakichś powodów nie miała czasu na napisanie powieści i jej mniej zdolny mąż musiał wziąć na siebie ten ciężar i w efekcie wyszło to, co wyszło, czyli książka, które zdecydowanie odbiega poziomem od jej pierwszych publikacji.
Giovanna jest bardzo brzydka
Bo pozornie w ,,Zakłamanym życiu dorosłych” mamy wszystkie niezbędne elementy, które świadczą o wielkim talencie pisarki. Oto 13-letnia Giovanna słyszy pewnego dnia, jak ojciec mówi do jej matki, że Giovanna jest bardzo brzydka. No i że wydarzyło się to mniej więcej na dwa lata zanim ojciec obie je zostawił– żonę i córkę. Dowiadujemy się tego z pierwszego akapitu. a za chwilę narratorka skoryguje ten radykalny ton, mówiąc: ,,Ktoś mógłby w tym miejscu zaprotestować i stwierdzić, że przesadzam – twój ojciec nie powiedział przecież: Giovanna jest brzydka. To prawda, takie słowa nie leżały w jego naturze. Ale ja właśnie wkroczyłam w okres huśtawki emocjonalnej. Od prawie roku miesiączkowałam, urosły mi piersi, czego się bardzo wstydziłam, bałam się, że śmierdzę, bez ustanku się myłam, zniechęcona kładłam się spać i zniechęcona budziłam się rano” (s. 13). Jeżeli ktoś czytał wcześniej Ferrante, ten doskonale wie, że właśnie w tym miejscu autorka zaczyna rozkręcać się, by rozrysować przed czytelnikiem skłębioną szarą strefę, w jakiej poruszać się będę jej bohaterowie. Wszystko tutaj będzie miało znaczenie, więc z pozoru prosta historia w każdej chwili może okazać się więzieniem, zasadzką, gmatwaniną kontekstów, rozczarowaniem lub wybawieniem, a czasami tym, co nazwalibyśmy jednego dnia: dobrym samopoczuciem, a nazajutrz czymś zgoła odmiennym i w jaki sposób może to mieć wpływ na losy tej lub innej osoby, rodziny, pokoleń itp.. Nic u Ferrante nie jest stałe, a jedynie chwilowe i mocno zakorzenione w nierozerwalnej i nawarstwiającej się kotłowaninie ludzkiego życia.
Giovanna upodabnia się do ciotki
Dzieje się tak na poziomie fabuły i pewnej specyficznej strategii narracyjnej. W kolejnych akapitach dowiemy się, że tak naprawdę ojciec porównał córkę do swojej siostry, niewykształconej kobiety, mieszkającej w uboższej, robotniczej dzielnicy Neapolu (akcja powieści dzieje się w tym mieście), mówiąc, że Giovanna (córka) zaczyna upodabniać się do ciotki Vittori. Te słowa nie padają ot tak, dla czyjegoś widzi mi się. Są wypowiedziane w kontekście słabych, a właściwie fatalnych wyników szkolnych Giovanny. W prozie Ferrante element edukacji ma spore znaczenie. Jest to jedna z tych kart, która daje dzieciakom z ubogich rodzin możliwość wyrwania się do nieco innego świata. Trudno powiedzieć, czy jest on lepszy, ale na pewno nie jest taki sam. W pewnym sensie jest to obcy świat, do którego ktoś, kto się w nim nie wychował, musi się przyzwyczajać, oswajać, uczyć się na nowo, co – wbrew pozorom – ani nie jest łatwe, ani nie przychodzi ot tak, jak pstryknięcie palcem. Jednocześnie, czy tego się chce, czy nie, w takich sytuacjach odsłaniają się w bohaterach Ferrante, całe kopalnie ograniczeń, których nie sposób czasami się pozbyć przez większość życia. Nie ma tutaj spektakularnych sukcesów, a jeżeli się pojawiają, często są one wynikiem splotu wielu różnych okoliczności, szczęścia, czasami odpowiednich znajomości (patrz: ,,Córka”, czy filmowana ,,Genialna przyjaciółka”). Innym razem, próbując łączyć ogień z wodą, czyli inteligencki świat, do którego się aspiruje z robotniczymi korzeniami, sukces kobiety smakował będzie bardzo gorzko.
Porównanie więc do ciotki Vittorii nie jest przypadkowe. Ojciec Giovanny wychował się w robotniczej dzielnicy Neapolu, skończył studia i ostatecznie poznajemy go, kiedy wykłada historię oraz filozofię w jednym z bardziej renomowanych liceów w mieście, a jego eseje publikowane będą w miejscowych, lewicujących, a może nawet komunizujących gazetach. Oboje z żoną – uczyła greki i łaciny w innym liceum, a po godzinach pracowała w roli korektorki romansów – byli na pewno przykładem rodziny, która osiągnęła status klasy średniej, może nie z najwyższej półki, ale stać ich było na samochód, dobre mieszkanie w zamożniejszej części Neapolu, przy czym rzecz jasna musieli się pilnować, sporo pracować, by utrzymać swoje życie na odpowiednim poziomie.
Zawsze to będzie gmatwanina i ,,kłębek bólu”
I tak mniej więcej zaczyna się ,,Zakłamane życie dorosłych”. Jest 1992 rok, Neapol, inteligencka rodzina, mieszkająca w dobrej dzielnicy, w miarę szczęśliwa, wychowująca córkę w takim liberalno-lewicowym duchu, ateistyczna, rozmawiająca ze sobą, odpowiedzialna, kochająca i oczekująca mniej lub bardziej świadomie wywrócenia tego porządku do góry nogami. Przewodnikiem po tym świecie będzie Giovanna, ale nie ta 13-letnia dziewczyna, tylko dorosła, dojrzała kobieta, która przygląda się z jakichś powodów krótkiemu, trzyletniemu odcinkowi życia swojej rodziny, przyjaciół, sobie samej, a przede wszystkim ciotce Vittorii, która uosabia zupełnie inny świat – dość tradycyjny, katolicki, niezbyt wykształcony, emocjonalny, czasami przemocowy, a na pewno uwierający wszystkich, którzy biorą w nim udział. Ferrante nie tworzy sztucznych światów, oddalonych i nieprzystających do siebie. Owszem, uboższa część Neapolu znajduje się w dole tego miasta, zdecydowanie zamożniejsza – w górnej części, niemniej kobiece przewodniczki w książkach Ferrante, to osoby, które nie stawiają zasieków, nie budują obozów koncentracyjnych, w których palą swoją przeszłość. Nawet wtedy, kiedy mają bardzo radykalny osąd tego, co niesie ze sobą ubóstwo, brak wykształcenia i wszystko inne, co się z tym wiąże. Nie są w stanie, nie mogą, nie chcą, nie mają takich inklinacji społeczno-psychicznych, które by pozwoliły im raz na zawsze wyrwać się ze świata, w którym dorastały i który je ukształtował. W pewnym sensie Ferrante za każdym razem mówi, że jest to niemożliwe, bo nie mamy jakiejś swojej, odrębnej, wyizolowanej opowieści o samych sobie. Zawsze to będzie gmatwanina i ,,kłębek bólu” (s. 9). ,,Tylko ja się wymknęłam i nadal przemykam przez wersy, które w zamyśle mają nadać mi jakąś historię, choć w rzeczywistości są niczym – niczym co byłoby moje, co się naprawdę zaczęło, albo naprawdę dokonało, lecz zwykłą gmatwaniną” (s.9).
Bez ideologii
Są więc w tej powieści wątki i obserwacje, które wywołują dreszcze w czytelniku. Pewnie bierze się to stąd, że Ferrante nie jest ideolożką, nie kreuje światów, nie wmawia czytelnikowi, jakby to było idealnie, gdyby wszyscy się kochali pod naczelnym przywództwem oświeconych kobiet lub progresywnych mężczyzn. Nie ma tego rodzaju naiwności w świecie włoskiej pisarki. Nie ma czarno-białych objawień, radykalizmów, nie ma nawet feminizmu, pomimo tego, że włoska pisarka stoi po stronie kobiet. Świetnie to oddaje scena, w której ojciec Giovanny, wezwany do szkoły przez dyrekcję z powodu wybryku córki, rozmawia z panią dyrektor, czarując ją i manipulując tak, jak tylko potrafi to mężczyzna, doskonale korzystający z uroków swojej pozycji zawodowej. ,,Z duszą na ramieniu czekałam na reakcję dyrektorki. Odpowiedziała mu (ojcu – przyp. mój) pokornym głosem, nazwała profesorem i w ogóle wyglądała na tak urzeczoną, że zrobiło mi się wstyd, iż urodziłam się kobietą, która bez względu na ukończone studia i na zajmowane stanowisko będzie skazana na takie traktowanie przez faceta” (s. 292).
Pojedyncze sploty włókien
Pomimo tego ,,Zakłamane życie dorosłych” jest przegadane, łapiące wiele srok za ogon, chwilami czarujące czytelnika, by za chwilę poprowadzić nas w rejony groszowych wynurzeń. Ma wszystko, co jest potrzebne do stworzenia wybitnej literatury i z jakichś powodów nie radzi sobie z przygotowanymi wcześniej składnikami. Można by odnieść wrażenie, że autorka robi wszystko, by dotrzeć do jak największej liczby czytelników, rezygnując jednocześnie z bardziej wyrafinowanej opowieści. Obiecuje gmatwaninę i kłębki bólu, ale dostajemy zaledwie pojedyncze, obiecując sploty włókien, z których nie udało się wydziergać czegoś frapującego.
Ps. Poniżej krótkie fragmenty ,,Zakłamanego życia dorosłych” w tłumaczeniu Lucyny Rodziewicz-Doktór”, do których lubię wracać.
,,A głos mojej matki działał niezwykle kojąco w tego typu sprawach. Nigdy nie wybuchała gniewem, nigdy się nie unosiła. Gdy Costanza drwiła, że marnuje czas na przygotowywanie lekcji, na poprawianie miłosnych historii, w których czasami musiała tworzyć od nowa całe strony, matka zawsze odpowiadała cicho i dobitnie, ale bez kąśliwości. I nawet gdy mówiła: Costanzo, ty masz mnóstwo pieniędzy, możesz robić, co chcesz, ja zaś muszę pracować, robiła to w kilku miękkich słowach, w których nie pobrzmiewała ani jedna nuta urazy” (s. 39)
,,Objęły się mocno, jak zawsze, gdy spałyśmy razem. (…) Potem długo się całowałyśmy i pieściłyśmy. Nie mogłyśmy przestać, chociaż oczy nam się kleiły. To była pogodna rozkosz, przeganiała lęk, miło było się w niej zapomnieć” (s. 131)
,,W tej samej chwili Corrado zapytał: weźmiesz go do buzi? A ja nawet bym to zrobiła, bo zrobiłabym wszystko, o co prosił, byleby tylko dalej się śmiać, lecz właśnie z jego spodni wydobył się ciężki i odpychający zapach uryny (s. 194-195).
,,Przez chwilę widziałam w nim ognistego demona, który obiema rękami chwyta mnie za głowę, całuje mocno, a potem wali mną o szybę samochodu dopóki nie umrę” (s. 285).
,,Gdy mój ojciec przybierał taki ton, nie było wątpliwości, że miał na myśli kogoś, wobec kogo odczuwał szczery podziw okraszony nutką zawiści. Wzbudziłam w nim ciekawość, chciał wiedzieć, w jakich okolicznościach go poznałam. Szybko doszedł do wniosku, że chodzi o młodego cenionego naukowca, publikującego na łamach ważnego czasopisma Uniwersytetu Katolickiego (…) Pomyślałam sobie: dobrze ci tak, czytasz tyle, prowadzisz swoje badania i piszesz, ale on i tak jest od ciebie lepszy i dobrze o tym wiesz, bo właśnie to przyznałeś” (s. 296)
,,Nie wiem, czy naprawdę cenił Roberta, trudno to stwierdzić, od dawna nie dowierzałam jego słowom. Pamiętam, że raz z przekonaniem nazwał go szczęściarzem, bo umiał na czas wyrwać się z takiej nory jak Neapol i zrobić akademicką karierę w Mediolanie (…) Przy kilku okazjach poprosił mnie nawet, żeby przedstawiła go Robertowi, bo chciał się wyrwać z kłótliwego i małostkowego towarzystwa, w jakim trwał od młodości. Pomyślałam, że mój ojciec, to naprawdę słaby człowiek” (s. 337)
,,Kiedy wycierałam włosy przed lustrem, zachciało mi się śmiać. Oszukiwano mnie na każdym kroku, nawet moje włosy nie były piękne, lepiły mi się do karku, nie potrafiłam nadać im puszystości i blasku. A co do twarzy, owszem, była pozbawiona harmonijnych rysów, zupełnie jak u Vittorii, błędem jednak było robić z tego tragedię. Wystarczyło spojrzeć na tych, którzy zostali obdarzeni wytwornym i pięknym obliczem, by odkryć, że kryje się za nim takie samo piekło jak za twarzami brzydkimi i pospolitymi” (s. 360)
___________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn


Dodaj odpowiedź do Elena Anuluj pisanie odpowiedzi