O co w ogóle kaman

Na profilu fb Wojciecha Kuryłły pojawił się drugi już tekst, który zdaniem autora, cytuję: ,,przedstawia wschowską rzeczywistość”.  W najbliższy piątek, czyli 12 maja, wpis ten ma być kontynuowany, bo – wszystko na to wskazuje – pierwszy nie wyczerpał jeszcze tematu. Tym razem przyszły kandydat na burmistrza punktuje zaniechania CKiR i obecnego burmistrza w zakresie zarządzania bazą rekreacyjno-sportową. Gdyby streścić w jednym zdaniu to, co wynika z tego tekstu, mielibyśmy klasyczny cytat z ministra Bartłomieja Sienkiewicza, nagranego w restauracji ,,Sowa i Przyjaciele”, czyli jego znaną wypowiedź nt. rządowych inwestycji, która brzmiała: ,,ch..j, dupa i kamieni kupa”. 

Czy to słuszna diagnoza? Tego nie będę teraz rozstrzygał. Pod wpisem pojawiło się sporo komentarzy, z których większość wypowiadających się, tak właśnie widzi te sprawy. Nie wszyscy, owszem. Jak zawsze w takich sytuacjach, kiedy stawia się coś na ostrzu noża, pojawiły się też inne wypowiedzi, wskazujące, że szklanka wcale nie jest tak pusta, jakby się autorowi wydawało. No i można było trafić na co najmniej jeden wpis pod tekstem, który stwierdzał i pytał jednocześnie mniej więcej tak: no dobrze, ale co proponujesz w zamian, bo wielu już takich było, co krytykowało, może nawet trafiało z diagnozami, ale mamy tu i teraz, konkretną sytuację budżetową gminy, więc co konkretnie chcesz zrobić, tylko bez ściemy, proszę.

Pomimo tego, że majowy wpis przyszłego kandydata na burmistrza przyniósł spore poruszenie (ponad 100 lajków i ponad 50 komentarzy), to mam wrażenie, że nadal unosi się nad nami zasłona, która od czasów burmistrza Krzysztofa Grabki (a później Danuty Patalas i obecnie Konrada Antkowiaka) nie pozwala wydostać się poza zaklęty krąg znanych rytuałów.  Nie ma takiej możliwości we Wschowie, żeby lider jednego, lokalnego środowiska politycznego sprawił (wiem, że to dość nadęta terminologia i ma sporo ograniczeń, bo Wschowa, to nie Leszno, Zielona Góra, czy Poznań), że wszyscy będą szczęśliwi po wyborach i że wszystko będzie w miarę ok. Jeden lider, to jest zdecydowanie za mało, jedno środowisko, to tylko kolejna bańka internetowa, do której dopływ świeżego powietrza jest prawie, że niemożliwy. Nie wiem, jak to działa, ale Wschowa ma właśnie takie, a nie inne doświadczenia. Jedno środowisko, jeden lider, to na końcu raptem 4 tysiące głosów w II turze. To nawet nie jest połowa mieszkańców gminy.

Po drugie – ustawianie się (mam na myśli wyborców) w takiej roli, że to kandydaci na burmistrzów będą wyznaczać kierunki dyskusji, jest błędnym założeniem. Będzie to zapewne naiwne, utopijne stwierdzenie, ale okrzyki typu: brawo, dajesz kandydacie, w końcu ktoś coś powiedział, w końcu prawda jest na wierzchu, w końcu coś się zmieni itd., itp. nie świadczą o naszym entuzjazmie, tylko o tym, że mechanizm (jako taki) samorządu jest zgniły, że nikt na nic nie ma wpływu, a jedynie cztery osoby, które kiedyś, dawno temu, przed poprzednimi wyborami również twierdziły, że czas coś zmienić. Efekt jest taki, że cała reszta, która kiedyś krzyczała brawo i do zwycięstwa, teraz jedynie się temu przygląda, ewentualnie uczestniczy w tym, ale się nie uśmiecha. Pytanie jest takie – czy kandydat (jaki by on nie był) widzi ten zgniły mechanizm, jeżeli go widzi, to niech o nim opowie, bo trzeba się o tym przekonać, czy w ogóle wie o co kaman, a potem niech zdradzi, w jaki sposób zamierza sobie z tym poradzić. I z kim chce to zrobić, bo jeden lider w samorządzie, to poniekąd brak liderów, archaiczny projekt z ubiegłego wieku, mało otwarty, mało zostawia przestrzeni pozostałym uczestnikom, mało przydatny w drugiej dekadzie XXI wieku.

foto wykorzystane w grafice: Ann H, z Pexels

Dodaj komentarz