W 2022 roku wydawnictwo Ha!art wydało teksty Mateusza Górniaka (ur. 1996) ,,Trash Story”, które dla jednych są powieścią, dla innych zbiorem opowiadań. Autor w którymś z wywiadów wspominał, jak to było, kiedy wysłał je do wydawnictwa i że były one pomyślane w formie opowiadań, a za sprawą redaktorki Marty Syrwid przestały być takie. Stąd mamy powieść, ale myślę, że to bez znaczenia, dlatego będę je nazywał tekstami, chociaż równie dobrze można je nazwać szkicami, literackimi wprawkami, zajawkami, czy co tam kto lubi.
Co niektórzy krytycy upierają się, że mamy do czynienia ze zjawiskiem w polskiej literaturze, przypominającym głośny debiut Doroty Masłowskiej z 2002 roku. Inni, też są to na pewno krytycy, jeszcze dopowiadają, że nawet awangarda.
Trash story robi furorę
Debiut Górniaka robi furorę, był nominowany do finału Nagrody Literackiej Gdynia, gdzie ostatecznie wygrała książka Małgorzaty Żarów ,,Zaklinanie węży w gorące wieczory”, a od niedawna wiadomo, że jest też ,,Trash Story” w finale nagrody Nike. Książkę poleciła mi moja bardzo dobra znajoma, twierdząc, że będzie mi się podobać, że to coś dla mnie. Po lekturze napisałem, że są to typowe flupy z dupy i kiedy to niby wysyłałem w świat taki sygnał, że można by takie wnioski wyciągać na temat moich ewentualnych, literackich upodobań, ale nie otrzymałem jednoznacznej odpowiedzi. Potem już było bez większych napięć i rozmawiamy do dzisiaj, dzieląc się różnymi innymi opiniami na ten lub inny temat.
Na ,,lubimy czytać” ,,Trash Story” ma średnią 5.1/10. W ogóle tam nie zaglądam, ale z kolei inni moi znajomi raczej już tak i czasami podrzucają mi jakieś oceny, że na lubimyczytać, to jest taka nota albo taka. Chyba od ,,Trash Story” będę tam częściej gościł, chociaż w tym konkretnym przypadku ta ocena nie dziwi. Nie dlatego, że wzruszam ramionami na te teksty , bo nie w tych kategoriach o nich myślę.
Ani skomplikowane, ani trudne, ani wymagające
Chodzi bardziej o to, że niewątpliwie Mateusz Górniak ma jakiś pomysł na swoje pisanie, pomimo tego, że jest ono jakie jest, i na pewno w jego pomyśle na literaturę, jeżeli autor nadal będzie te rejony (o czym za chwilę) przerzucał z jednej kupy na drugą, a przy tym, szedł, jak to mówią do przodu, a nie do tyłu, to i tak nie będą to teksty powszechnie czytane.
I, żeby nie było, debiut Górniaka nie jest ani skomplikowany, ani trudny, ani wymagający. To jakby nie o to się cała ta chmura hasztagów rozbija. To jest po prostu takie, te debiutanckie teksty Górniaka, jakby Jim Jarmush na długo przed swoim pierwszym pełnometrażowym filmem pracował na krótkich metrażach i dorabiał się na nich swojego stylu, w sensie pracował nad nimi. No i nagle – bo z czymś takim mamy do czynienia w przypadku ,,Trash Story” – jakiś producent puszcza melanż tych krótkich metraży w kinie, zachęcając na plakatach, że mamy do czynienia z czymś takim, że ino ludzie się trzymajcie krzeseł, bo chyba z wrażenia pospadacie. No nikt z krzesła nie spadnie, nie ma takiej opcji, ale gdyby gdzieś tam w tych zajawkach czaił się prawdziwy diament, to zapewne można by ewentualnie pociamkać głośno, że no no, coś tu jest, coś widać, coś się dostrzega, coś tam z oddali macha do nas ręką itd., itp.
Chuchy i dmuchy
I być może tak jest, że krytycy w tych próbach, szkicach, zajawkach widzą coś, co ma szansę się rozwinąć i stąd chuchają i dmuchają na autora ,,Trash Story”. Niemniej ja nawet tego nie widzę, ale jest to akurat sprawa drugorzędna, czy coś widzę, czy nie widzę, bo nikt przecież nie pytał.
Tu było tak, tam było siak
A co mamy na 120 stronach, bo tyle właśnie liczy sobie debiut M. Górniaka? No mamy dwadzieścia tekstów, jednych dłuższych, drugich krótszych, nawiązujących do różnych postaci pop kultury (nie zawsze rzecz jasna). Mamy jednego z bohaterów ,,South Parku”, innym razem są to główne postacie z ,,Krowy i Kurczaka”, przewija się Walduś z ,,Kiepskich”, czasami jakaś gra, czasami Internet, kino gatunkowe, a innym razem przedmioty różne i nie tylko zabierają głos: toster, plastikowe wiadro, kasztan itp. Akurat ten zabieg nie ma znaczenia dla poszczególnych, krótkich historii, chociaż w ramach strategii literackiej, stosowanej przez Górniaka, coś tam znaczy, ma jakiś sens. Wszystko to razem wzięte przekonuje nas, że są inne światy, inni bohaterowie literaccy, inne narracje, mniej salonowe, nie tak napompowane nie wiadomo jaką dramaturgią, stawką itd. Są sprawy – przekonuje nas ,,Trash story” – czasami dużo mniejsze, o których nawet filozofowie i influencerzy nie śnią, ale warto się nad tym pochylić, a nie tylko beka, memy i śmichujki, jak to inne kościoły mają w zwyczaju. I chociaż nie zawsze gdzieś to zmierza, niekoniecznie czemuś służy, a pomimo tego – zdają się mówić teksty Górniaka – to też ma jakąś wagę, jakieś znaczenie, jakieś coś, bo tu się spotkali, tam pogadali, tu poszli w swoje strony, tu było tak, tam było siak i w ogóle patrzcie, co teraz będzie, jak Kenny McCormick z ,,South Parku” ożyje po raz kolejny.
Ino już to możliwe jest
No i w sumie – sam zamysł, pomysł, koncepcja jest ok., ino wykonanie za tym nie nadąża. Nie może zresztą, bo mamy do czynienia z czymś na kształt zaledwie spisanych pomysłów. Przy czym całe to zjawisko jest samo w sobie dość ciekawe, bo recenzenci walą na odlew każdego, kto nie chce pójść do łóżka z autorem ,,Trash story”. Więc dowiadujemy się, że książka wywołała ferment w neoliberalnym, prozatorskim światku (cokolwiek miałoby to znaczyć), że mamy gombrowiczowskie harce nad gnijącymi, społecznymi normami, więc ino Paszport Polityki, ino nominacja do Nagrody im. W. Gombrowicza, ino już to możliwe jest. Później luźne skojarzenia: a to Kafka, a to Kafka oczami D. F. Wallace’a, a to D.F. Wallace sam, gdy nie ma w oczach Kafki, a to neoliberalny salon się gotuje, bo sobie z tekstami M. Górniaka nie radzi i jeno jęczy pod wielkim drzewem polskiej literatury, a tu figa z makiem, bo nieopodal rośnie sobie krzaczek i to tam, pod tym krzaczkiem, dzieją się rzeczy. I jeszcze inne frazy są pisane.
Stęka i jęczy
No ja tam mieszkam w małym miasteczku, gdzie nie ma neoliberalnych salonów, bo co to w ogóle są te niby neoliberalne salony w 2023 roku? Przecież to jest jakiś żart, żeby o literaturze pisać w ten sposób, skoro wszystkim rozwiązano ręce, gdy przyszła na świat Pani Internet i zmieniła status quo. No naprawdę Justyna Sobolewska, czy Michał Nogaś choćby na powiekach stawali, nie przekonają mnie, dobrze zapowiadającego się pomocnika murarza (mam to szczęście, tak, dobrze się zapowiadam), że ,,Ten się śmieje, kto ma zęby” wielką literaturą jest. To nie te czasy. Stawianie tak sprawy, że salon stęka i jęczy jest nie tylko samo w sobie jałowe, ono ośmiesza samych antagonistów tzw. salonów. Bo co to za bunt i rebelia, która ustawia się w opozycji do czegoś, co dzisiaj nie ma żadnego znaczenia? Ta rewolucja rzekoma, czy jakkolwiek by tego zjawiska nie nazwać, nie ustawia się w poprzek, tylko powołuje do życia byty, by się z nimi przekomarzać. Zaraz Jakobini wyjdą z piwnicy, wtedy miej się na baczności i uważaj z kim rozmawiasz.
Wzruszam ramionami ja
Więc wzruszam ino ramionami na ,,Trash story”, na orędowników ,,Trash story” również. I nie dlatego, że salon rzucił na mnie i moją rodzinę zaklęcie salonowe, ino debiut M. Górniaka rozczarowuje. Nie traciłbym czasu, ale skoro usiadłem, przeczytałem, to też napisałem, 2/10, wieczory są chłodniejsze, ale nie ma się co dziwić, bo mamy wrzesień.