,,Umiłowana” Toni Morrison. Dwa wiadra jeżyn

Miało być o ,,Umiłowanej” Toni Morrison w nowym tłumaczeniu Kai Gucio (2023 rok), ale popadłem w dygresje, inne lektury, a te zaprowadziły mnie jeszcze gdzie indziej, aż nadszedł dzień zwany Bożym Ciałem, ołtarz niemal pod balkonem, tłumy pod nim, śpiewy.

Bez skruchy

Coś jednak o ,,Umiłowanej” powiedzieć trzeba. Wydano ją w 1987 roku. To był taki czas, że kobiety w USA domagały się – o czym Morrison wspomina w przedmowie do książki – równości w postaci płac, dostępu do zawodów, swobodnego wyboru typu – mąż i dzieci lub bez męża, bez dzieci itd., itp. No i Morrison uznała, że ok., weźmie udział w tej debacie, napisze powieść, wykorzystując historię czarnoskórej Margaret Garner, która zabiła swoje dziecko (jedno), a próbowała zabić kolejne (swoje). Młoda to była kobieta, matka – wiadomo, ale też niewolnica, która uciekła z plantacji bawełny, a potem, kiedy ją złapano, uznała, że lepsza będzie śmierć (najpierw jej dzieci, potem jej samej) niż powrót do miejsca, które porzuciła. Morrison – jesteśmy cały czas na etapie przedmowy do książki – relacjonuje tę historię, bo było w niej coś ewidentnie nieoczywistego. Otóż Garner za morderstwo dziecka trafiła do więzienia, ale zwróciła na siebie uwagę brakiem skruchy, opanowaniem, intelektem i zawziętością (to słowa Morrison), bo wolność wtedy – co oczywiste – miała wyraźnie zarysowane granice, kolor skóry miał tutaj fundamentalne znaczenie. Boże ciało nie było przecież czarne, tylko białe.

Morrison przetwarza więc w ,,Umiłowanej” historię Margaret Garner, a sposób, w jaki to robi, jest dowodem na to, że literatura to coś więcej niż zbiór zdań, oddzielanych kropkami. Powieść ostatecznie zdobyła rok później Pulitzera a sześć lat od premiery ,,Umiłowanej” Morrison zgarnie Nobla i świat w ten sposób pozna pierwszą czarnoskórą noblistkę w dziedzinie literatury.

Bo są i schody

No i tutaj zaczynają się schody, bo perspektywa Toni Morrison daleko wykracza poza doświadczenie mężczyzny w średnim wieku, żyjącym sobie gdzieś w środku Europy nie wiadomo zresztą po co. Rzecz jasna ten mężczyzna, co to go przed chwilą powołałem do życia (skończę ten tekst i tym samym los tego nieszczęsnego mężczyzny również) może się jakoś ogarnąć, w sensie zbliżyć się jakkolwiek do tego o czym pisze Morrison. No ale do pewnych spraw nigdy nie doskoczy. A już na pewno nie do koszmaru niewolnictwa. Raczej tutaj przewiduje się wielką bezradność. Na jego szczęście (albo i nieszczęście) Toni Morrison idzie krok dalej. Historię umieszcza w 1873 roku w stanie Ohio. Prawdę mówiąc komuś takiemu, jak wspomniany mężczyzna, nie za wiele to mówi. W 1873 roku nie było go na świecie, a Ohio zna jedynie z mapy Google. Sytuacja patowa. Nie urodzi się przecież wcześniej i nie wyruszy do Ohio, bo i po co. Zatem jego perspektywa jest dość wąska, jak ścieżka rowerowa, którą takim, jak on obiecano jakiś czas temu, by liznęli trochę cywilizacji i przestali szerzyć defetyzm (nazywa się to ostatecznym rozwiązaniem kwestii malkontentów lub game changer’em).

Przegląd współczesnych nieporozumień

Więc nawet, gdyby jednak, jakimś cudem i w ogóle, ów mężczyzna, o którym tutaj mowa, pojawił się w 1873 roku w tym Ohio, ale miał doświadczenie XXI wieku (no bo nie można tak bezkolizyjnie przemieszczać się w czasie i jednocześnie udawać, że jest się czystą kartą, warzywem, które nic nie pamięta), to mógłby z powodzeniem głosić czarnoskórej społeczności, gdyby ta była zainteresowana tym, co ma do powiedzenia, że właśnie mija kolejny rok od zakończenia wojny secesyjnej, zniesienia niewolnictwa, nie ma już białego, ani czarnego, wszyscy jesteśmy jedno, świat jest iluzją, ewentualnie jest piękny, jeżeli są ograniczenia, to jedynie w naszych głowach, pieniądze leżą na ulicach, trzeba się tylko po nie schylić i proszę, już jesteś bogaty/a piękna istoto, czarodzieju/ko losu, kwiecie lotosu, pasjonacie/pasjonatko dylatacji czasu, załóż białą koszulę, przed tobą procesja życia, owoce, które zgniją, gdy je zostawisz same sobie.

Dwa wiadra jeżyn

Są oczywiście wytwory ludzkiej aktywności (niekoniecznie pisane z wielkiej litery), które wymykają się powyższym konfabulacjom i do nich niewątpliwie należy ,,Umiłowana” Toni Morrison. Przypominają one, te wytwory, jedną ze scen powieści, kiedy niejaki Kwit Czysty dwadzieścia dni po tym, jak uratował Sethe przed niechybną śmiercią z wycieńczenia, zbiegłą niewolnicę z Kentucky, która właśnie urodziła córkę (córkę Denver, którą w przyszłości Sethe nie zdąży zabić), a potem na ich widok (czyli matki i córki, które ocalił) pobiegnie z radości do rzeki, zbiegnie do jaru, by tam, przedzierając się przez krzaki, ,,pokryte krwiopijczymi, grubymi jak noże cierniami, które cięły rękawy jego koszuli i spodni” (s. 201), kąsany przez ,,komary, pszczoły, osy, szerszenie i najwredniejsze pająki w całym stanie” (s. 201), ,,podrapany, pocięty i pogryziony” (s. 201) zerwie dla nich jeżyny, a dokładnie dwa wiadra jeżyn i żadnego owocu nie uszkodzi.

Kierunek: Audre Lorde

I tym jest ,,Umiłowana” właśnie. Ktoś może zobaczy w niej dwa wiadra jeżyn, ktoś inny pszczoły i szerszenie, ktoś jeszcze podrapania i ukąszenia. Ale ona, znaczy ,,Umiłowana” jest tym wszystkim naraz. Jednocześnie powieść prowadzi nas za rękę dalej, do innych czarnoskórych autorek/autorów. Na przykład do Audre Lorde (1934-1992), poetki, aktywistki, wojowniczki, która białym feministkom z klasy średniej przypominała, że kiedy te walczyły o prawa kobiet, organizując sobie kongresy i inne wydarzenia, w których niechybnie uczestniczyły, to ich domy w tym czasie sprzątane były przez czarnoskóre kobiety. A Agnieszka Graff w przedmowie do esejów Audre Lorde, wydanych w Polsce w 2015 roku (amerykańskie wydanie – 2007) napisze, że aby zrozumieć o czym pisze Toni Morrison, koniecznie trzeba sięgnąć po eseje Audre Lorde.

Kierunek: Ta-Nehisi Coates

,,Umiłowana” zaprowadzi nas również do innego aktywisty, tj. Ta-Nehisi Coatesa (ur. w 1975 r.), który w eseju ,,Między światem a mną”, wydanym w Polsce w 2021 roku (amerykańskie wydanie – 2015), powie mniej więcej coś takiego, że kiedy upadały w 2001 roku dwie nowojorskie wieże, to nie robiło to na nim wielkiego wrażenia, bo Ameryka znała innych terrorystów, nie tylko Bin Ladena, którzy na szeroką skalę i dużo wcześniej więzili, mordowali i traktowali czarnoskórą społeczność, jak zwierzęta, w sumie gorzej niż zwierzęta. A kiedy on, Ta-Nehisi Coates wyjedzie na jakiś czas do Francji (to dopiero będzie eseistyczna perspektywa) poczuje w końcu, że opuścił kraj, czyli Amerykę, w której z pokolenia na pokolenie wpajano takim jak on, że w każdej chwili może zostać unicestwiony i powinien tę wiedzę pielęgnować w sobie i przekazywać swoim dzieciom, a jego dzieci swoim dzieciom i tak do końca świata. I dopiero we Francji powoli dochodzi do wniosku, że być może są takie kraje, gdzie nie czuje się noża na gardle.

Ten wspomniany esej powstał zresztą w odpowiedzi na sytuację, w której amerykańska policja oraz amerykańscy obywatele bezmyślnie i bez żadnego powodu doprowadzili do śmierci wielu niewinnych czarnoskórych kobiet i mężczyzn (w latach 2013-2014, może trochę wcześniej).

Więc lepiej dwa razy się zastanów, trzy nawet i dopiero wtedy sięgnij po ,,Umiłowaną” Toni Morrison.

Dodaj komentarz