-
-
Kilka dni temu burmistrz na wschowskim rynku przedstawił troje pełnomocników. Mówiąc najkrócej są to osoby, które będą reprezentować burmistrza w kontaktach z organizacjami pozarządowymi. Wezmą też udział w pracach nad dwoma regulaminami. Jeden będzie dotyczył jakichś zmian, związanych z przyznawaniem środków stowarzyszeniom i osobny, regulujący finansowanie klubów sportowych. Jak podkreślał burmistrz– są to jego pełnomocnicy, czyli będą reprezentować osobę, która zapisała się w historii tego miasta odebraniem środków organizacjom pozarządowym, cofając ich finansowanie co najmniej o 10 lat. Przypomnę, że w 2011 roku środki przeznaczone na organizacje pozarządowe wynosiły 378 tysięcy (kadencja Krzysztofa Grabki), osiągając za kadencji pani burmistrz Danuty Patalas – 470 tysięcy, żeby decyzją burmistrza Konrada Antkowiaka od 2020 roku cofnąć się do poziomu 250 tysięcy złotych.
Nie przypominam sobie, żeby w tamtym czasie obecni pełnomocnicy zabierali glos w tej sprawie. Zdaje się, że publicznie nie wypowiadali się również, kiedy usuwano zapisy, które ograniczały możliwości organizacjom pozarządowym w konkursie ofert w 2020 roku, ani wtedy, kiedy w komisjach, oceniających wnioski, zasiadały osoby, które nigdy nie powinny w niej zasiąść. Trudno więc powiedzieć na starcie, jaką opcję reprezentować będą pełnomocnicy – opcję chaosu i postępującej degradacji organizacji pozarządowych na terenie gminy, czy opcję wychodzenia z tego chaosu? Trudno powiedzieć, ponieważ tak wypowiedzi burmistrza, jak i jego pełnomocników nie zawierały żadnych konkretów, poza standardowymi deklaracjami, które 10 lat temu być może miałyby sens, ale dzisiaj brzmią tak, jakbyśmy zaczynali przygodę z organizacjami pozarządowymi. A nie zaczynamy. Nie jesteśmy na początku tej drogi. Jesteśmy daleko dalej, a przynajmniej byliśmy. Dla porządku warto wspomnieć, że w 2021 samorząd wycofał się z rzucania kłód pod nogi organizacjom, przywracając odpowiednie zapisy w programie współpracy. Trzeba jednak koniecznie dodać, że nie był to jakiś rewolucyjny krok, a jedynie powrót do tego, co obowiązywało w tej gminie od zawsze. Zatem bilans w relacjach gmina – organizacje pozarządowe jest ujemny. I z tego poziomu startują pełnomocnicy.
Jednak co by nie mówić – cała oprawa prezentacji pełnomocników nijak się ma do treści, jaka została tam zaprezentowana. Wyglądało to tak – z całym szacunkiem dla państwa pełnomocników – jakby nie mieli nic do powiedzenia. Jakby przypadkowo znaleźli się na tym spotkaniu, ewentualnie, jakby ich znajomość sytuacji we Wschowie zatrzymała się co najmniej 10 lat temu. Dlatego też, że zabrakło konkretów, w Internecie zaczęto dopytywać o inne sprawy. No bo, jak nie ma o czym dyskutować, bo takiej przestrzeni nie stworzyli ani pełnomocnicy, ani burmistrz, to internauci skupili się na czymś innym. Na przykład na tym, czy pełnomocnicy będą opłacani. Co najmniej dwie osoby z imienia i nazwiska o to zapytały publicznie, czyli Urszula Chudak i Krzysztof Owoc. Oczywiście nie otrzymali odpowiedzi, co jest u nas normą, ale już sam ten fakt budzi moje wątpliwości. Bo w sumie na czym ma polegać więc rola pełnomocników? Na unikaniu odpowiedzi na proste pytania, w sytuacji, kiedy o organizacjach pozarządowych mówią językiem, który obowiązywał dekadę temu?
Dlatego też w mojej ocenie wydarzyło się to, co najczęściej w tej kadencji ma miejsce. Dużo hałasu o nic. I prawdę mówiąc nie mam pod tym względem żadnych oczekiwań od burmistrza, bo swoimi pozornymi działaniami przyzwyczaił już do tego. Zaskoczony jednak jestem okrągłymi zdaniami, wypowiadanymi przez jego pełnomocników. Tym bardziej, że jest to jedyny przekaz, skierowany do zainteresowanych, czyli organizacji pozarządowych. Wątpię, żeby przeciętny mieszkaniec interesował się tymi sprawami. A organizacje usłyszały szum morza, czyli nic konkretnego.
-
Nie ma chyba niczego bardziej nudnego w upalny dzień, jak przewidywalna sesja Rady Miejskiej. Można było wczoraj (czwartek, 17 czerwca) postawić z zamkniętymi oczami u bukmachera na to, że burmistrz zdobędzie wotum i absolutorium. Jeżeli tylko znalazłby się taki bukmacher, który przyjmowałby tego typu zakłady. Byłby to jednak prosty zakład i zbyt dużo by się na tym nie zarobiło. Ale gdyby skomplikować przyjmowanie zakładów, wskazując na inne możliwości, byłoby o wiele ciekawiej. Na przykład – czy ktoś z radnych opozycji poprze burmistrza w głosowaniu nad wotum zaufania po tak zwanej debacie nad raportem o stanie gminy. Albo czy ktoś z radnych koalicji nie poprze burmistrza w głosowaniu. Tak, to byłoby coś. Gdyby w ten sposób spojrzeć na tę sesję, mielibyśmy nieco inne możliwości interpretacyjne, żeby przyjrzeć się temu, co wczoraj się wydarzyło podczas prawie 7-godzinnych obrad radnych.
Dlaczego warto by w ten sposób przyjrzeć się tym głosowaniom? Odpowiedź wydaje się prosta. Bo skoro od miesięcy wiadomo, że większościowa koalicja bez względu na wszystko będzie na tak, to powstaje pytanie, czy w trakcie debaty wywiąże się na tyle ciekawa dyskusja, użyte zostaną na tyle błyskotliwe argumenty, burmistrz wzniesie się na wyżyny swoich możliwości, a wspierający go radni będą trzymać ten poziom, że na końcu radni opozycji (niektórzy, nie mówię, że wszyscy) dadzą się przekonać. Uznając, że jednak coś w tym jest. W tym raporcie, w logicznych argumentach, w trosce o gminę itd., itp.
Jest jednak warunek, który warto mieć na uwadze. W dodatku taki, który zapewne nie przewidziałby nawet zakład bukmacherski. Bo kiedy stawia się zakłady w przypadku meczów, to dla każdego średnio rozgarniętego hazardzisty rzeczą naturalną jest, że zakład ma sens wtedy, kiedy odbywa się mecz. Podobnie z wczorajszą sesją – można by obstawiać warianty z radnymi opozycji, którzy zostaną przekonani w trakcie debaty, ale warunkiem jest, że w ogóle odbędzie się debata. A taka na sesji Rady Miejskiej się nie odbyła. To znaczy jej zalążki miały miejsce na początku, ale przerwał ją burmistrz, nieoczekiwanie wyznaczając jej ramy. Stwierdził on (nieco złośliwie zapewne), że debata jest wtedy, kiedy radni zadają pytania, używając w swoich wypowiedziach zaimka ,,ile” oraz spójnika ,,czy”. Oczywiście burmistrz ograniczył się do tych dwóch wymaganych jego zdaniem przypadków (zaimka i spójnika), ale zakładam, że mógłby jeszcze kilka takich przykładów podać. Zatem radni mieli zadawać pytania, a wskazane osoby – odpowiadać. Nie powinni jednak – perorował burmistrz – stawiać tez i dzielić się swoimi opiniami. Bo na tezy i opinie, które nie zawierają zaimka lub spójnika (i innych tego typu części mowy) nikt nie będzie odpowiadał.
Problem polega właśnie na tym, że debata polega między innymi na wyrażaniu swoich opinii i stawianiu tez przez jednych uczestników, przy jednoczesnym i ewentualnym obalaniu tych tez i używaniu kontrargumentów przez uczestników, z innym spojrzeniem na daną sprawę. Zdaję sobie sprawę, że wbrew pozorom wcale nie jest to takie łatwe. Bo to wymaga nieco samodzielności, czujności (bo trzeba słuchać wszystkiego i w odpowiednim momencie reagować), ale ma tę zaletę, że taka debata nie jest w żaden sposób sterowana, jest spontaniczna, ma cechy dyskusji i jest otwarta na pojawianie się nowych wątków, wątpliwości, kontekstów itp., itd.
Trudno powiedzieć dlaczego radni zgodzili się na debatę, której ramy narzucił burmistrz, pozbawiając tym samym (nie po raz pierwszy) suwerenności organu, jaką jest Rada Miejska. Bez względu już na to, kto ma w niej większość. Ta tak zwana debata od samego początku skazana była też na niepowodzenie. Nie tylko dlatego, że Rada pozwoliła sobie narzucić wątpliwą definicję burmistrza, ale również dlatego, że radni koalicji w pierwszej fazie dyskusji, nie zamierzali brać w niej udziału. Nie obalali tez, jakie się pojawiały, ani nie mieli przygotowanych kontrargumentów. A w wyznaczonej przez burmistrza formie – nie mieli pytań.
Zatem trudno powiedzieć, że w ogóle debata się odbyła. A pomimo tego – w przypadku koalicji, radna Jolanta Pawłowska wstrzymała się od głosu nad wotum zaufania, a radny opozycji Wiesław Widera, poparł burmistrza w tym głosowaniu. Okazuje się więc, że nie trzeba debaty, żeby przekonać przynajmniej jedną osobę z opozycji do siebie, jak i nie trzeba debaty, żeby zasiać wątpliwości w jednej radnej z koalicji rządzącej. W sumie – wynika z tego, że im bardziej jest wszystko postawione na głowie, zawsze znajdzie się ktoś, kto właśnie taką metodę uzna za właściwą i przekonującą. Jednym słowem – autonomia Rady Miejskiej po raz kolejny została nadwerężona, ale nikomu to nie przeszkadza i wszyscy się na to godzą.
-
Rafał Klan oświadcza, że zamieszczając na blogu ,,Nowe Opinie” trzy teksty w dniach 4.06.2020 roku, 13.06.2020 i 17.06.2020 roku nie chciał naruszyć dobrego imienia Damiana Małeckiego, w szczególności w postaci jego wizerunku i dobrego imienia.
Rafał Klan wyraża ubolewanie, że w tekście opublikowanym 17.06.2020 roku na blogu ,,Nowe Opinie” Pan Damian Małecki w niektórych zdaniach umieszczonych w artykule, mógł poczuć, że naruszone zostały jego dobra osobiste.
Powyższe oświadczenie jest wynikiem ugody zawartej przez strony przed Sądem Rejonowym we Wschowie.
Oświadczenie
–––––––
-
Motto: Filmy rysunkowe zawsze u nas robiono na wysokim poziomie (Władimir Putin)
Nazwa imprezy: Stand-up lokalsów z udziałem publiczności
Impreza poprzedzona promocją. Urząd oraz wszystkie jednostki podległe urzędowi zamieszczają na 6 miesięcy przed Dniami Wschowy ankietę, poświęconą znajomości europejskiego stand-upu i nie tylko. Ankieta powinna być umieszczona na stronie internetowej, facebookowej oraz dostępna w tradycyjnej formie w takim specjalnym podajniku, umocowanym na budynkach urzędu i instytucji mu podległych. Obok podajnika powinna się znajdować osobna skrzynka, do której można wrzucać wypełnione ankiety. Należy to wszystko tak przygotować, aby po wypełnieniu ankiety drogą internetową, następowało bezpośrednie połączenie wideo z którymś z burmistrzów, który każdego kto wypełnił ankietę indywidualnie, zachęcał będzie do udziału w imprezie. W przypadku, kiedy osoba wypełnia ankietę w tradycyjny sposób, nie dłużej niż w ciągu 24 godzin, od chwili wyjęcia ankiet ze skrzynek (ankiety są wyjmowane codziennie na 30 minut przed zakończeniem pracy w urzędzie i podległych mu instytucjach), osoba ta powinna się spodziewać telefonu od któregoś z burmistrzów, który indywidualnie będzie zachęcał do udziału w imprezie.
Treść Ankiety
Ankieta nie może być anonimowa. Trzeba podać imię i nazwisko, ale nie trzeba podawać wieku, ani płci, wielkości miasta, ani odpowiadać na pytanie, czy jest się mieszkańcem Lginia. W przypadku tradycyjnych ankiet wymagane jest podanie swojego numer telefonu. Nad wszystkim czuwał będzie specjalista od RODO. Specjalista od RODO na tym etapie ma zadanie specjalne. Powinien tak przygotować ankietę pod względem niezbędnych i wymaganych procedur, aby mieszkaniec dał się przekonać, że warto podać swoje imię i nazwisko i (w przypadku tradycyjnej ankiety) numer telefonu w zamian za brak pytań o płeć, wiek, wielkość miejscowości i Lgiń.
Ankieta powinna zawierać cztery pytania (tylko cztery, nie więcej), które pozwolą w dalszym etapie wydzielić trzy drużyny miejscowych stand-uperów. Żeby to osiągnąć, ankieta powinna wyglądać następująco:
1. Czy uśmiechasz się chodząc ulicami miasta i wsi?
(Odpowiedzi: tak, nie, może)
2. Czy nie uśmiechasz się, chodząc ulicami miasta i wsi?
(Odpowiedzi: tak, nie, może)
3. Czy należysz do grupy mieszkańców (około 55% uprawnionych do głosowania), która mieszka na terenie gminy, ale nie chodzi ulicami miasta lub wsi?
(Odpowiedzi: tak, nie, może)
4. Czy coś wiesz na temat europejskiego stand-upu?
(Odpowiedź: tak, nie, może)
Akcję z ankietami należy od tego czasu powtarzać co 30 dni.
Imienne zaproszenie i inne triki
W miesiącu poprzedzającym Dni Wschowy należy do każdego mieszkańca imiennie wysłać zaproszenie do udziału w imprezie pod nazwą Stand-up Lokalsów z udziałem publiczności. Celem tej korespondencji jest dotarcie do osób, które uczestniczyły w ankiecie. Zaproszenie powinno tłumaczyć o co chodzi w tej imprezie. Język powinien być klarowny, a sam dokument czytelny i jednoznaczny, zawierający sugestię, że uczestnik stand-upu zwolniony zostanie w jakiejś części z opłaty lokalnego podatku (np. ktoś płaci rocznie 100 złotych, to umarza mu się 20 złotych w roku następnym, itd., itp.). Dlatego dobrze by było, aby za treść ogłoszenia odpowiedzialni byli radcy prawni, aktualnie obsługujący urząd, aby to we właściwy sposób umotywować.
W treści nie może zabraknąć informacji, że impreza będzie podzielona na trzy etapy: Przesłuchania, Debiuty i Wielki Finał. Sami zaś uczestnicy będą podzieleni na trzy tematyczne grupy w oparciu o wyniki ankiety. Podział ten będzie następujący: Życzliwi (którzy się uśmiechają na ulicach miasta i wsi), Złośliwi (którzy się nie uśmiechają na ulicach miasta i wsi) oraz Obojętni (którzy nie chodzą ulicami miasta i wsi)
Przebieg imprezy
Miejsce: Łącznie pięć lokalizacji. Czas – godziny nocne, bo najczęściej podczas Dni Wschowy nocą się nic nie dzieje.
I noc (chyba z czwartku na piątek) – P R Z E S Ł U C H A N I A w małym namiocie na placu kosynierów, który pomieści jedynie jury i jednego lokalnego stand-upera. W jury zasiada 3 profesjonalnych stand-uperów.
Przesłuchania są potrzebne, żeby wyeliminować plagiaty. Impreza promuje oryginalność. Nie promuje plagiatów, ani cytatów z facebookowych kołczów, których się umieszcza na swoich facebookach, ale się ich nie podpisuje, przez co powstaje wrażenie, że samemu się jest ich autorem/ką.
II noc D E B I U T Y (chyba z piątku na sobotę od 23:30 do końca) z alternatywną nazwą: Święto złośliwości, życzliwości i obojętności
Lgiń (plaża), gdzie wystąpią złośliwi, czyli ci, którzy się nie uśmiechają na ulicach miasta i wsi. Ocenia ich jeden profesjonalny stand-uper, sołtys Lginia i ktoś z Krainy Lasów i Jezior Lokalna Grupa Działania. Publiczność bawi się, śmieje, skanduje, ma swoich faworytów. Należy zadbać, żeby publiczność składała się z osób, które również nie uśmiechają się na ulicach miasta i wsi. Dzięki temu przekaz stand-uperów lokalsów spotka się ze zrozumieniem. Nikt nie będzie strzelał fochów, że jest złośliwie, że tylko narzekają, że nic nie robią itp., itd.
Dębowa Łęka (boisko), gdzie wystąpią obojętni, czyli ci, którzy nie korzystają z ulic miasta i wsi, pomimo tego, że tutaj mieszkają, że tutaj jest ich dom. Ocenia ich jeden profesjonalny standup’er, sołtys Dębowej Łęki i ktoś z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Publiczność bawi się, śmieje, skanduje, ma swoich faworytów. Należy zadbać, żeby publiczność składała się z osób, które również nie korzystają z ulic miasta i wsi. Dzięki temu przekaz stand-uperów lokalsów spotka się ze zrozumieniem. Nikt nie będzie strzelał fochów, że jest obojętnie, że tylko króluje apatia, że jest uwiąd itp., itd.
Osowa Sień (pole jakieś), gdzie wystąpią życzliwi, którzy uśmiechają się na ulicach miasta i wsi. Ocenia ich jeden profesjonalny standup’er, przewodnicząca komisji ds. rolnictwa i sołtys Osowej Sieni. Publiczność bawi się, śmieje, skanduje, ma swoich faworytów. Należy zadbać, żeby publiczność składała się z osób, które również uśmiechają się na ulicach miasta i wsi. Dzięki temu przekaz stand-uperów lokalsów spotka się ze zrozumieniem. Nikt nie będzie strzelał fochów, że ze sceny płynie propaganda w czystej postaci, że agitują, że nic nie robią, tylko manipulują itp., itd.
III noc (chyba niedziela, godz. 22:30) – W I E L K I F I N A Ł:
Rynek wschowski, przed ratuszem, scena
Występują tylko zwycięzcy. Czyli po jednym wygranym z Lginia, Osowej Sieni i Dębowej Łęki. Innymi słowy po jednym reprezentancie z grupy: złośliwych, życzliwych i obojętnych. Jury, jak wyżej – 3 profesjonalnych stand-uperów, troje sołtysów, przewodniczący komisji oraz przedstawiciele PROW i LGD.
Nagrody dla zwycięzców z wykorzystaniem dostępnych na terenie gminy ścieżek rowerowych
Przewidziane nagrody – nie mogą być symboliczne. Powinna to być równowartość sumy wydanych środków na strategię gminy, rebranding miasta i świąteczny teledysk. Suma więc nagród wyniosłaby 70 tysięcy złotych. Zatem I miejsce – 30 tysięcy złotych, II miejsce – 20 tysięcy złotych, III miejsce – 10 tysięcy złotych. W związku z tym, że nie samym chlebem człowiek żyje, zwycięzcom należałoby jednocześnie wręczyć zaproszenie na przejażdżkę rowerem, w której uczestniczyć będą burmistrzowie. Przejażdżka ta powinna odbyć się na trasie dostępnych ścieżek rowerowych. Zatem zwycięzca wraz z burmistrzem przejechałby się w umówiony dzień (tutaj ważna jest elastyczność postaw i wspólne ustalenie terminów i dat, najlepiej z kalendarzem w ręku, żeby potem nie było, że ktoś coś zapomniał) ścieżką rowerową do Dębowej Łęki i z powrotem. Osoba, która zajęła 2 miejsce miałaby zapewnioną przejażdżkę z I zastępcą burmistrza ścieżką rowerową, która prowadzi od parku wolsztyńskiego do pierwszego, napotkanego ronda i z powrotem. Osoba, która zajęła 3 miejsce wraz z II zastępcą burmistrza powinna mieć zapewniony spacer – ze względu na brak trzeciej ścieżki rowerowej – od ronda leszczyńskiego do pomnika byka (kierunek Osowa Sień).
Około 1:00 w nocy wręczenie nagród. Nagrody powinien wręczać organ wykonawczy i jego zastępcy. Zatem I nagrodę i czek na 30 tysięcy złotych przekazałby na scenie przed Ratuszem – burmistrz miasta. II nagrodę i czek na 20 tysięcy złotych wręczyłby I zastępca burmistrza. III nagrodę, czyli czek na 10 tysięcy złotych przekazałby II zastępca burmistrza.
Około godziny 1.30 – 2.00 – czas dla fotoreporterów, lokalnych mediów, na wywiady i wszystko co z tym związane.
Godzina 2:00 – Zakończenie imprezy, podczas której wszyscy skandują motto, towarzyszące całemu wydarzeniu. Przypomnę brzmi ono: Filmy rysunkowe zawsze u nas robiono na wysokim poziomie. Motto to powinno być wyświetlane na dużym telebimie i być czytelne dla każdego.
Godzina 2:15 – Ostateczny koniec.
-
Burmistrz zaprasza do wypełnienia ankiety na temat atrakcyjności turystycznej Lginia. Chyba odkąd pamiętam, toczą się dyskusje na ten temat, a kolejna strategia na poziomie gminy wskazuje, że Lgiń to ważny punkt. Myślę, że jak kiedyś burmistrzem zostanie osoba z Lginia, to może i coś się tam ruszy. Póki co – wszystko idzie opornie, a mieszkańcy zwracają uwagę wciąż na te same sprawy: chodniki w samej miejscowości, ścieżka rowerowa, większy parking, a ostatnio – zjeżdżalnia w jeziorze. Wydawałoby się, że to dość nieskomplikowane potrzeby, które nie wymagają strategii, tylko konkretnych działań. No, ale kolejna kadencja mija, a mieszkańcom wciąż zadaje się te same pytania, zapominając, że odpowiedzi na te pytania padają od kilkunastu lat.
Być może część z tych potrzeb zostanie zaspokojona w najbliższych latach. Powiat w tym roku przeznaczył środki na dwa projekty drogowe, w tym na drogę, biegnącą przez Lgiń, od skrzyżowania drogi wojewódzkiej do parkingu przy jeziorze. Zatem można się spodziewać, że będą chodniki. Kiedy? Trudno powiedzieć. Być może pojawi się też ścieżka rowerowa. Początek trasy już mamy i biegnie ona od parku wolsztyńskiego wzdłuż ogródków działkowych do pierwszego ronda. Jak ktoś się uprze, to pojedzie rowerem do Lginia przez Buczynę i dalej lasami. Zatem – przynajmniej co do lokalnych potrzeb – problem mamy rozwiązany bez ankiet i kolejnych strategii.
Kadencja Krzysztofa Grabki
Przy okazji warto moim zdaniem wspomnieć, że Lgiń chyba najlepiej funkcjonował w czasach, kiedy starostą był Marek Kozaczek, a burmistrzem Krzysztof Grabka. To w tamtym czasie powstał pomysł, aby przygotować ścieżkę rowerową przez Buczynę, to wtedy w Lginiu odbywały się Dnie Jeziora Lgińskiego, to wtedy zapraszano dla mas – strongmanów, a dla pozostałych – awangardowy teatr z Nowej Soli – Terminus a Quo. Innymi słowy pod względem imprez towarzyszących – działo się tam sporo. Pomimo tego, że nie było zjeżdżalni, a parking był, jaki był. To, co pozostało po tamtym czasie – czyli ścieżka przez Buczynę, która nie spełnia raczej oczekiwań masowego użytkownika i drewniane rzeźby strongmanów przy lgińskiej plaży – świadczą o tym, że dobrze już było. Swoją drogą – rzeźby te warto podmienić, wysłać kurierem do jakiegoś muzeum strongmanów, jeżeli takie jest lub wystawić na jakiejś aukcji charytatywnej. Zbyt doraźne, mało uniwersalne, zupełnie nie przystające do obecnych czasów.
Nowe strategie, stare działania
Potem – po kadencji burmistrza Grabki, Lgiń przestał budzić zainteresowanie lokalnych włodarzy. Owszem, w lokalnych strategiach pojawiają się informacje, że infrastruktura turystyczna wymaga poprawy, że baza gastronomiczna mogłaby być lepsza, że słaba komunikacja itd., itp. Trudno powiedzieć, w jaki sposób poprzednia aministracja, realizowałaby plan turystyczny, gdyby wybory wygrał Miłosz Czopek w 2018 roku. Wiadomo przecież, że część wydarzeń za czasów burmistrza Grabki miała szansę na realizację, ponieważ miał na to 12 lat (trzy kadencje).
W strategii gminy przygotowanej w ubiegłym roku, przeczytamy między innymi, że celem jest podniesienie atrakcyjności turystycznej Lginia, ale dokument ten milczy na temat konkretnych rozwiązań. Jedyne, jakie się tam znajduje, to właśnie plan na Lgiń, w którym ponoć ma pomóc ankieta, czyli kolejny dokument. Z planów inwestycyjnych na najbliższe lata trudno powiedzieć, co w samym Lgniu miałoby się takiego wydarzyć. Raczej nic. Zatem, jeżeli już, to w następnej kadencji. Ale jeżeli w następnej kadencji pojawi się nowy burmistrz, to, jak mówi dotychczasowe doświadczenie, realizował on będzie jakąś kolejną, własną wizję. Trudno powiedzieć, jakie miejsce w jego sercu zajmował będzie Lgiń. Dlatego, jak sugerowałem w pierwszym akapicie, jeżeli Lgiń miałby spotkać się z większym zainteresowaniem, należałoby wybrać burmistrza z Lginia. Nie ze Wschowy, nie z Osowej Sieni, ani tym bardziej z Dębowej Łęki, ale z Lginia właśnie.
Natomiast na pewno zwróciłbym uwagę na fakt, że w obecnej strategii gminy, przygotowanej w 2020 roku, szczególne miejsce zajmuje Ratusz i administracja. Wiemy, że tak jest, chociażby po ilości naborów do pracy w Urzędzie, ogłoszonych w tej kadencji. Gdyby tę energię, jaką obecny burmistrz inwestuje w zmiany kadrowe, wykorzystał na Lgiń, być może mielibyśmy już pierwsze efekty. Ta sama energia, ale skierowana w inne miejsce. Ciekawe co by przyniosła. Jakie rozwiązania, jakie roszady, jakie zaskakujące zmiany.
Burmistrz z Lginia
–––––––
-
W niedzielę (6 czerwca) dostępny będzie na portalu wschowa.news i na blogu Nowe Opinie kolejny odcinek podcastu ,,Pod mocną Wschową” i na pewno poświęcimy nieco czasu na omówienie Raportu o stanie gminy za 2020 rok. Zanim to się jednak stanie, mam jeszcze kilka uwag o tym dokumencie.
Udział mieszkańców w debacie a sposób reklamowania raportu
Sieć Obywatelska Watchdog Polska sprawdziła, jak promocja tego dokumentu wyglądała na poziomie Polski w 2020 roku. Organizacja wysłała pytania dotyczące raportów do 2225 gmin (wszystkie województwa poza lubelskim, które brało udział w pilotażowym programie i otrzymało inne pytania). Odpowiedzi przyszły z 1401 gmin. Na tej podstawie okazało się, że w przypadku 84% gmin – do debaty nie zgłosił się żaden mieszkaniec. W gminach, gdzie zapraszano mieszkańców do debaty poprzez zamieszczenie takiej informacji jedynie na stronie urzędu (57% gmin) w 88% żaden mieszkanie nie zgłosił się do debaty nad raportem. Tam, gdzie w ten sposób promowano raport – zgłosiło się łącznie 11 mieszkańców.
25% badanych gmin próbowało innymi sposobami docierać do lokalnej społeczności, ale i tam osiągnięto słabe wyniki. Mieszkańcy nie zgłosili się do debaty w 80% gmin. Warto dodać, że nie więcej niż 5% gmin skorzystało z mediów społecznościowych, żeby poinformować mieszkańców o debacie i nie więcej niż 20% gmin zamieściło taką informację w swoich papierowych gazetach samorządowych.
Jednym słowem można powiedzieć, że brak zainteresowania stanem gminy dotyczy niemal całej Polski. Wschowa niczym się tutaj nie wyróżnia, ani nie przoduje. Raport i zaproszenie do debaty w przypadku Wschowy zostało zamieszczone na stronie urzędu, tak, jak to miało miejsce w ponad połowie badanych gmin.
Watchdog Polska sprawdził również, w jaki sposób powstawały raporty w gminach, do których wysłano zapytania. Okazuje się, że większość trzymało się podobnego schematu, jaki jest widoczny we wschowskim dokumencie. Czyli zebrano informacje z poszczególnych dziedzin, a następnie je opublikowano. Tylko w przypadku 2, 2% badanych gmin – powstał specjalny zespół, którego zadaniem była analiza danych, jaka do nich spływała z poszczególnych działów urzędu i wyciąganie na ich podstawie wniosków, które później były prezentowane w raporcie.
Mieszkańcy podczas debaty
Chcę też zwrócić uwagę na jeszcze dwie sprawy. Otóż ustawa o samorządzie gminnym wyraźnie mówi, że mieszkańcy muszą zgłosić swój udział w debacie najpóźniej w dniu sesji Rady Miejskiej. Czyli w dniu, kiedy odbędzie się dyskusja nad raportem. Muszą przy tym mieć ze sobą podpisy mieszkańców, co najmniej 50 podpisów w przypadku Wschowy. Watchdog Polska zwraca uwagę na fakt, że zdarzały się gminy, gdzie nikt nie zgłaszał udziału w debacie, a jednak podczas sesji pojawiali się mieszkańcy, którzy chcieli się wypowiedzieć. Umożliwiano im to. A więc tam, gdzie na 1401 gmin – mieszkańcy nie zgłosili udziału w debacie (84%), w 10 przypadkach obywatele przyszli na sesje i nie utrudniano im udziału w dyskusji. Trudno powiedzieć dlaczego, ale podejrzewam, że tam po prostu mieszkańcy wypowiadają się na sesjach i uznano, że skoro nie zgłosili się wcześniej, ale chcą wziąć udział w debacie, to mają taką możliwość, ponieważ w tych gminach mieszkańcy zwyczajowo czynnie biorą udział w sesjach. Innymi słowy – nie usztywniono procedur, nie szukano wymówki dla odebrania mieszkańcom głosu. A można by przecież tak zrobić, skoro ustawa mówi, że trzeba się zgłosić i zebrać podpisy, by wziąć udział w debacie nad raportem o stanie gminy.
Budżet obywatelski jak programy, strategie i uchwały
Druga rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to fakt, że ustawa o samorządzie wymaga, aby jeden z punktów, który powinien znaleźć się w raporcie, dotyczył budżetu obywatelskiego. Wschowski raport o stanie gminy nie zawiera takich informacji, ponieważ w tej kadencji burmistrz zrezygnował z budżetu, a w 2021 roku zaproponował w zamian Inicjatywę Lokalną. Zwracam na to uwagę, ponieważ budżet obywatelski w rozumieniu zapisów ustawy jest czymś tak naturalnym, jak programy i strategie gminne oraz uchwały Rady Miejskiej. Zapis ustawy w artykule 28aa mówi dokładnie: Raport obejmuje podsumowanie działalności wójta w roku poprzednim, w szczególności realizację polityk, programów i strategii, uchwał rady gminy i budżetu obywatelskiego. Oczywiście budżet obywatelski nie jest jeszcze obowiązkowy. Jedynie miasta na prawach powiatu zgodnie z zapisami ustawy o samorządzie gminnych, zobowiązane są do jego utworzenia. Nie zmienia to faktu, że jest to narzędzie, które mobilizuje lokalną społeczność. Do tego stopnia jest to istotne, że ustawodawca widzi sens, aby ten punkt był omówiony w raporcie o stanie gminy. Brak budżetu obywatelskiego we Wschowie, argumenty, które za tym stoją, w mojej ocenie świadczą o tym, w jakim punkcie samorządności jesteśmy. Fakt, że raport wykazuje treść uchwał Rady Miejskiej, czy wspominane już zarządzenia burmistrza nie czynią z nas gminy marzeń, elastycznej, bliskiej mieszkańcom, umożliwiającą im aktywny udział w sprawach samorządu. Wręcz odwrotnie – w mojej opinii jest to raport, który pieczętuje pogłębiającą się przepaść między obywatelami, a tymi, którzy ich reprezentują.
Stanowisko ds. przedsiębiorczości a brak informacji o przedsiębiorcach
W pierwszym artykule na temat wschowskiego raportu, zwracałem uwagę na brak informacji o przedsiębiorcach. Jeżeli mnie pamięć nie myli, na pewno w 2020 roku funkcjonowało w urzędzie stanowisko specjalisty ds. przedsiębiorczości. I nie chodzi nawet o personalia, czyli kto tę funkcję pełnił. Chodzi bardziej o rezultaty, jakieś diagnozy, co udało się w tym zakresie zrobić, co stanowi problem, co wymaga korekty. Cokolwiek. Tak na marginesie – chciałem sprawdzić kryteria naboru na to stanowisko, żeby mieć jasność, czym konkretnie specjalista ds. przedsiębiorczości miał się zajmować, ale na stronie Biuletynu Informacji Publicznej w zakładce nabór do pracy – nie można już znaleźć całej historii naborów w tej kadencji. Łącznie nie ma 70 ogłoszeń, w tym naboru na specjalistę ds. przedsiębiorczości. Wyparowały. W maju można było tam przejrzeć 100 naborów do pracy w Urzędzie i jednostkach podległych. Obecnie dostępnych jest tylko 27 rozstrzygniętych i 3 aktualne. Łącznie 30. Ostatni z 4 listopada 2020 roku.
Brak informacji o młodzieży
I jest jeszcze jedna rzecz, na którą zwróciłbym uwagę, czyli brak informacji o młodzieży. Być może czytelnik uzna, że naprawdę nie mam się już czego czepiać. Będę się jednak upierał, że stan gminy, to również – poza przemilczanymi przedsiębiorcami – sytuacja młodzieży. Między innymi dlatego, że jak mówi raport, cytuję: społeczeństwo w gminie Wschowa jest społeczeństwem starzejącym się. Młodzi ludzie, jak pokazywałem w artykule na temat średniej wieku Rady Miejskiej, nie są szczególnie zainteresowani sprawami gminy, ich udział w Radzie Miejskiej jest wręcz zerowy. Dla przykładu w 2010 roku na poziomie ogólnopolskim kandydatów, ubiegających się o mandaty w przedziale wiekowym 18-30 lat do wszystkich rad (gminnych, powiatowych i sejmików wojewódzkich) było 30 648 osób. W województwie lubuskim – 911. W 2018 na poziomie ogólnopolskim w przedziale wiekowym 18-29 lat kandydatów było już tylko 14 869 osób, a w województwie lubuskim – 464 osoby. Dane te prezentuję w tabelach, pochodzących ze stron Państwowej Komisji Wyborczej.
Rok 2010 – Polska (proszę klikną w tabelę)

Rok 2010 – Województwo lubuskie (proszę kliknąć w tabelę)

Rok 2018 – Polska (proszę kliknąć w tabelę)

Rok 2018 – Województwo lubuskie (proszę kliknąć w tabelę)

Dane te przedstawiają tendencje, która są wynikiem zapewne niżu demograficznego oraz mniejszego zainteresowania sprawami lokalnymi. To się niewątpliwie będzie pogłębiać. Stąd moim zdaniem – konieczna jest lokalna debata nad tym stanem i próba wypracowania modelu, który będzie możliwie najlepiej neutralizował tę sytuację.
Źródła:
- Raport Watchdog Polska dostępny jest TUTAJ
- PKW wybory samorządowe 2010 – TUTAJ
- PKW wybory samorządowe 2018 – TUTAJ
- Nabór do pracy na stronie BIP Gminy Wschowa – TUTAJ
Dwa pierwsze teksty o raporcie gminy można przeczytać – TUTAJ (cz. 1) i TUTAJ (cz. 2)
-
Pisząc w ostatnim i jedynym do tej pory tekście na temat Raportu o stanie gminy za 2020 rok, zwrócono mi uwagę, że powoływanie się na sugestie fundacji (w tym wypadku Fundacji Batorego) co do kształtu i zawartości Raportu, to nic innego, jak odwieczny spór między idealistami, a realistami. I że w ogóle moje uwagi, np. co do atrakcyjności raportu są – delikatnie mówiąc – zbyt daleko idące. Że nie biorę pod uwagę tzw. realiów, czyli możliwości przerobowych urzędników.
Po części zgadzam się z tymi uwagami. Ale jednocześnie myślę sobie, że raport może być wybiórczy. To znaczy, że mógłby skupić się na najważniejszych sprawach, które powstają na linii urząd/instytucje – mieszkańcy. Zdaję sobie też sprawę, że tak, jak rok temu mieszkańcy nie byli tym dokumentem zainteresowani, tak będzie również i teraz. Chociaż porównując oba raporty (ten za 2019 rok i obecny za 2020) wydaje się, że ten ubiegłoroczny był ciekawszy. Zawierał więcej danych. Przyświecała mu po części idea zestawienia tego, jak gmina funkcjonowała w pierwszym roku rządów nowego burmistrza. Zatem zasadne z punktu widzenia osób, które odpowiadały za kształt tamtejszego dokumentu, było wskazanie na pewne napięcia, które pojawiały się między stanem, jaki nowa władza zastała, a stanem, do jakiego chciałaby zmierzać.
Różnie oczywiście ubiegłoroczny Raport można było interpretować: 1) Robimy, co możemy, ale sytuacja jest trudna; 2) Niewiele możemy zrobić, bo jak wyżej; 3) To co robimy i tak przekracza realne możliwości gminy itp.
Mniej ciekawie i zdawkowo
Raport z tamtego roku, jak wspomniałem wcześniej, dawał wgląd w konkretne dane. Myślę też, że był bliżej niż dalej od wzorcowego dokumentu na temat stanu gminy. Trudno powiedzieć, co zdecydowało o tym, że tegoroczny dokument, który – przypomnę – teoretycznie miałby stać się punktem wyjścia do debaty nad stanem gminy, jest zdecydowanie mniej ciekawy, zdawkowy i będący po części takim typowym biurokratycznym narzędziem, relacjonującym jedynie działania poszczególnych instytucji, urzędu, burmistrza itp. No bo co zwykłemu mieszkańcowi z kilku stron zdawkowych zarządzeń burmistrza, skoro każdy może je przejrzeć na stronie Biuletynu Informacji Publicznej? Te, zawarte w obecnym raporcie sprawiają tylko, że dokument jest obszerniejszy, ale na pewno nie bardziej merytoryczny. Ciekawa natomiast byłaby informacja, co zdaniem wschowskiego urzędu zdecydowało o tym, że nie znaleziono chętnych do usuwania azbestu z terenu gminy? Albo dlaczego zdaniem wschowskiego urzędu nie było chętnych wykonawców do usuwania folii rolniczych i innych odpadów, pochodzących z działalności rolniczej. Nie są to może tematy z pierwszych stron gazet, ale warto by wiedzieć, czy gmina w tym roku, czyli 2021 będzie nadal próbowała znaleźć wykonawców, czy odstąpi już od tego.
Pandemia i starzejące się społeczeństwo
Jednak to, co moim zdaniem jest najciekawsze w raporcie za 2020 rok, to z jednej strony wzmianka o pandemii we wstępie burmistrza do raportu oraz wyraźne wskazanie, że zgodnie z europejskim trendem jesteśmy małą, lokalną społecznością, której średnia wieku jest coraz większa (społeczność się starzeje), a w porównaniu do 2010 roku liczba mieszkańców spadła o prawie 1000 osób. Wydaje mi się, że są to dwie najważniejsze sprawy. Jedna, bieżąca – pandemiczna. Druga – wskazująca na bardzo wyraźny trend, który, jeżeli się utrzyma, sprawi, że gmina w 2030 roku będzie bliska stanu poniżej 20 tysięcy mieszkańców.
Jedno i drugie będzie miało wpływ na to, co w bliskiej i dalekiej przyszłości. W tej pierwszej, pandemicznej sprawie brakuje mi informacji na temat tego, czy są na poziomie lokalnym jakiekolwiek rozmowy, które miałyby zachęcać mieszkańców do szczepień antycovidowych. Pod względem liczby zaszczepionych mieszkańców, województwo lubuskie ma najgorsze wyniki w Polsce. Pod względem dziennej liczby szczepień wypadamy najsłabiej. Pod względem osób, które mają za sobą pierwszą i drugą szczepionkę – lubuskie wyprzedza jedynie świętokrzyskie i opolskie. Nie oszukujmy się – jeżeli te statystyki (nie tylko oczywiście w lubuskiem) nie poprawią się, to po wakacjach wracamy do obostrzeń i 4 fala pandemii na pewno nas nie ominie. Brakuje mi więc w tym raporcie informacji na ten temat.
Pokoleniowa przepaść
Co do spraw, związanych z malejącą liczbą mieszkańców i rosnącą średnią ich wieku – interesuje mnie bardziej fakt, że istnieje co najmniej pokoleniowa przepaść między osobami, które w jakikolwiek sposób nadają ton temu miastu, a młodszymi mieszkańcami. Tutaj też mamy taką sytuację, że na polu organizacji pozarządowych, jak w sferze lokalnej polityki aktywne są osoby urodzone w latach 70-tych i być może na początku lat 80-tych. I mówię to o tych najmłodszych. Urodzeni w latach 80-tych i 90-tych są nieobecni (to nie jest zarzut, tylko diagnoza) i prawdę mówiąc nie ma pomostu, ani chyba pomysłu na to, co zrobić, aby pojawiali się nowi aktorzy lokalnej sceny samorządowej, społecznej itp.
-
Na stronie gminawschowa.pl pojawił się Raport o stanie Miasta i Gminy Wschowa za rok 2020. Dla osób niezorientowanych warto dodać, że taki raport wymagany jest od czasu nowelizacji ustawy o samorządzie gminnym w 2018 roku. Musi zostać opublikowany do 31 maja. Co roku. Publikacja ta poprzedza sesję absolutoryjną, tzn. taką, gdzie radni głosują nad tym, czy przyznać burmistrzowi absolutorium, czy nie. Zanim jednak do tego głosowania dojdzie, na sesji Rady Miejskiej toczy się debata nad przedstawionym raportem. Radni nie mają ograniczeń czasowych. W dyskusji mogą wziąć udział również mieszkańcy, pod warunkiem, że najpóźniej w dzień poprzedzający sesję, zgłoszą przewodniczącemu Rady Miejskiej, chęć udziału w debacie. To zgłoszenie mieszkańca musi dodatkowo zawierać 50 podpisów innych mieszkańców. Spełnienie tych wymogów uprawnia mieszkańca do czynnego udziału w debacie. Sam raport według ustawy o samorządzie gminnym powinien zawierać, cytuję: podsumowanie działalności wójta w roku poprzednim, w szczególności realizację polityk, programów i strategii, uchwał rady gminy i budżetu obywatelskiego.
Raport dla wszystkich
Raport ma służyć debacie. Można więc powiedzieć, że ma być punktem odniesienia dla radnych, jak i mieszkańców podczas dyskusji nad sytuacją w gminie. Powinien więc być przystępny, ciekawy, powiedziałbym inspirujący do dyskusji, może nawet prowokujący. Czyli taki, który pozwala – szczególnie mieszkańcom, skoro teoretycznie mają szansę wziąć udział w dyskusji – przeczytać go z zainteresowaniem. Nie powinien zawierać urzędniczej nowomowy, od której czytelnikowi zbiera się na ziewanie. Unikać powinien specjalistycznych zwrotów, a raczej w sposób opisowy tłumaczyć jak konkretne działania, wpływają na życie mieszkańców. Nie powinien odstraszać formą, ani treścią. Jednym słowem – nie ma to być traktat, którego nikt nie przeczyta, a raczej tak skonstruowany dokument, po którego każdy chętnie sięgnie.
Ale przede wszystkim raport ten powinien pokazać, w jaki sposób konkretne działania burmistrza, urzędu oraz poszczególnych instytucji służą lub przeszkadzają lokalnej społeczności. Co się udaje w tej materii zrobić, a co okazuje się przysłowiową kulą w płot. Co przynosi efekty, a co słabo się sprawdza. Wszystko po to, aby czytelnik (radny, mieszkaniec) miał poczucie, że gmina ma jakiś plan, gdzieś zmierza, a wraz z nią podległe jednostki (biblioteka, muzeum, CKiR, OPS, szkoły, przedszkola itp.).
Nowe narzędzie w samorządzie
Swoją drogą zachęcam do lektury tego raportu, link zamieszczam pod artykułem. W sytuacji, kiedy połowa mieszkańców nie bierze udziałów w wyborach samorządowych, a liczba ta spada co cztery lata – ciekaw jestem, czy taki dokument sprawi, że zainteresowanie sprawami gminy wzrośnie, spadnie, czy pozostanie na tym samym poziomie. Tym bardziej, że jest to w miarę nowe narzędzie w samorządzie, które – teoretycznie – mogłoby prowokować do dyskusji, pobudzać nowe (przede wszystkim nowe) środowiska w tej małej społeczności. W mojej ocenie stan polskiej samorządności – wbrew temu, co twierdzą liberalne środowiska – jest w stanie jakiegoś permanentnego kryzysu wartości. I w żaden sposób nie jest w stanie wydusić z siebie czegoś świeżego, otwartego na resztę lokalnej społeczności. Moim zdaniem wschowski raport to świetnie pokazuje, ale o szczegółach pisał będę w następnych artykułach.
Forma dokumentu
Prawdą jest jednak, że ustawa o samorządzie gminnym nie reguluje formy tego dokumentu. Nie posiada więc wzoru, który zapewne ułatwiłby prezentację tego raportu. Doświadczenie uczy, przynajmniej w tym kraju, że jak nie ma dokładnych wytycznych, to w żaden sposób nie można liczyć na to, że ktokolwiek do tego podejdzie w taki sposób, abyśmy na koniec mieli do czynienia z interesującym dokumentem. W Internecie można znaleźć co najmniej dwa wzory, dwa pomysły na to, jak przygotować taki raport. Jeden został opracowany przez Związek Miast Polskich, drugi przez Fundację Batorego.
Rola Rady Miejskiej
Trzeba jednak koniecznie dodać, że Rada Miejska ma uprawnienia do uchwalenia szczegółów, które Raport powinien zawierać. Jeżeli przeczytamy wschowski dokument, to okaże się, że nie ma w nim mowy na przykład o przedsiębiorcach. A przypominam, że jest to raport o stanie gminy, a nie o stanie tej lub innej instytucji. Zwracam na to uwagę, ponieważ już pod tym względem tak samoświadomość Rady Miejskiej, jak i osób, które są odpowiedzialne za przygotowanie tego dokumentu, każą zadać pytanie, czy ktoś poważnie traktuje przedsiębiorców w tej gminie. Raport o stanie gminy bez podstawowych informacji na ich temat? Ilu ich przybyło w 2020 roku, ilu ubyło? Czy mają jakieś oczekiwania, w jaki sposób się na nie reaguje? Co jest możliwe, a co nie w związku z tym? Z jakimi sprawami gmina w tym zakresie sobie radzi, a co jest dla niej wyzwaniem.
W kolejnych artykułach postaram się omówić wybrane fragmenty raportu, a Państwa zachęcam do jego lektury.
Czytaj również:
1.
2.
3.
https://www.prawo.pl/samorzad/raporty-o-stanie-samorzadu-podsumowanie-ekspertow,446073.html
4.
5.
-
26 maja w Dzień Matki na oficjalnym profilu burmistrza pojawiła się relacja ze spotkania z urzędnikami. Relacja zawiera tekst oraz zdjęcia. Na jednym ze zdjęć widzimy na ekranie wizerunek Alberta Einsteina z cytatem, którego rzekomo ten wybitny fizyk jest autorem. Spróbujmy zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Albert Einstein jest autorem słów: szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów? Ot tak, po prostu, bez zbędnych złośliwości.
Ryan Howes, psycholog kliniczny, prowadzący psychoterapię dla osób dorosłych i małżeństw/par w Pasadenie w stanie Kalifornia zwrócił uwagę już jakiś czas temu, że tę specyficzną definicję szaleństwa przypisuje się trzem osobom. Są to Albert Einstein, Ben Franklin i Mark Twain. Jednak w żaden sposób jego zdaniem nie można znaleźć źródła, z którego miałby pochodzić ten cytat. W przypadku Einsteina szukano tego cytatu w książce ,,Listy do Solovine’a 1905 – 1955”. Jest to publikacja, która zawiera korespondencję tego wybitnego fizyka, której adresatem był jego przyjaciel, filozof i matematyk – Maurice Solovine. Otóż listy te są niezwykle ciekawą lekturą, w której Einstein dzieli się swoim spostrzeżeniami na temat życia, starzenia się, miejsc, które odwiedził w swoim bogatym i twórczym życiu. Niestety nawet w tej książce nie znaleziono wspomnianego cytatu.
Znaleziono go natomiast w zupełnie innym miejscu. A dokładnie w dwóch miejscach. Otóż w powieści ,,Nagła śmierć” z 1983 roku Rity Mae Brown, amerykańskiej powieściopisarki, poetki, działaczki feministycznej i aktywistki lesbijskiej, czytamy: Niestety Susan nie pamiętała, co kiedyś powiedziała Jane Fulton. „Szaleństwo to ciągłe robienie tego samego, ale oczekiwanie innych rezultatów”.
Ciekawe jest natomiast to, że na stronie internetowej popularnych cytatów, zaczerpniętych z twórczości Rity Mae Brown, znajdziemy interesujący nas fragment, ale jednocześnie dowiemy się, że jest to najprawdopodobniej parafraza ze zdania, które zostało zamieszczone w 1981 roku w deklaracji anonimowych narkomanów. Oryginalnie to zdanie brzmi, cytuję: Szaleństwo powtarza te same błędy i oczekuje innych wyników (znaleźć je możemy na stronie 25 tejże deklaracji, zamieszczam ją pod artykułem, w angielskiej wersji brzmi, cytuję: Insanity is repeating the same mistakes and expecting different results).
Czy coś z tego wynika? Dla zwykłych zjadaczy chleba, do których autor tego bloga się zalicza – nie za bardzo. Dla burmistrza, który stoi przy fake’owym cytacie na zdjęciu i pokazuje ten cytat urzędnikom – też chyba nie, bo nie widać, żeby był tym faktem wzburzony. Dla urzędników – tym bardziej. Dla tego, kto wyszukał ten cytat w Internecie i wrzucił go do prezentacji – jedynie tyle, że trzeba uważać, bo żyjemy w świecie fake’ów, postprawdy i alternatywnych faktów. Zatem jeżeli coś jeszcze można zrobić, to może usunąć to zdjęcie z relacji z tego spotkania (to byłoby już druga fotografia do usunięcia), albo chociaż w odpowiednim programie podmienić Einsteina i wstawić tam rzeczywistych autorów cytatu i zdjęcie podmienić. Bo samo zdjęcie – w sumie udane, tak, jak i samo spotkanie, o którym poinformował 26 maja opinię publiczną burmistrz na swoim oficjalnym profilu.
Źródła:
- https://globegeek.pl/lifestyle/falszywe-cytaty-te-znane-osoby-nigdy-tego-nie-powiedzialy
- http://www.news.hypercrit.net/2012/11/13/einstein-on-insanity/
- https://en.wikiquote.org/wiki/Rita_Mae_Brown
- http://www.nauca.us/wp-content/uploads/2015/04/1981-11-Basic-Text-Approval-Form-White.pdf
- https://www.facebook.com/KonradAntkowiak/photos/pcb.970953713733778/970953270400489
____________PRZEMYŚL WSPARCIE DLA NOWYCH OPINII __________
Jeśli chcesz wesprzeć Nowe Opinie, możesz to zrobić poprzez portal zrzutka.pl – https://zrzutka.pl/72ucvn