
-
28 czerwca idę na wybory
–––––––
-
Rozmawiamy z Grzegorzem Dolacińskim o amatorskim Teatrze ,,Na Wietrze”, działającym przy CKiR we Wschowie. Rozmawiamy o teatrze i nie tylko o tym. Premiera wywiadu w sobotę o godz. 10:00 na Nowe Opinie i Wschowa.news -
-
Nowe Opinie zapraszają na scenkę rodzajową pt. ,,Mocium panie, me wyznanie” na podstawie 4 aktu ,,Zemsty” Aleksandra Fredro.
Pewnie już pytacie: gdzie to?
A gdzie indziej? Niedaleko
Tutaj? Ano przecie, mało tego jest na świecie
Siadł se pan, dyktować uznał
Drugi szybko pióro poznał
Wziął do ręki, choć to męki
Wręcz piekielne, to pisanie
Dyktowanie, wsłuchiwanie
Z ust do ucha, kto to zliczy
Nikt mu grosza nie policzy
Pan więc mówi, ten spisuje
Pan:
Szanowny panie, mocium panie
Mocium panie, wody lanie
Mocium panie, tym sposobem
Mam sposobność, waszmość pana
Toż to jest niespotykana
Ta historia mało znana
Mocium panie, wody lanie
Wody lanie, niesłychanie
Mam ja tu gdzieś takie rzeczy
Takie rzeczy, nikt nie przeczy
Mocium panie, co pan na to?
Czy pan na to, jak na lato?
Mocium panie, waszmość pana
Jest mi bardzo dobrze znana
Moja waszmość niech też będzie
Razem będziem na tej grzędzie
Na tej grzędzie, mocium panie
National Geographic czytanie
Oraz inne ważne pisma
A nie to, co tamten pismak
Żesz on przecież tego nie wie
Co ja wiem, a wiem i basta
Kiedyś byłem nawet Rasta
Zatem miej to mocium panie
Na uwadze, me wyznanie
Mocium panie, mocium panie
To wyznanie, wody lanie
Potem spojrzał na to wszystko
Co spisano – a spisano
Słowo w słowo, bez usterek
Taki to był dzień doberek.
Chłop, chłopina, jak się patrzy
Teraz to się wszystko zatrze
Tak pomyślał i tak zrobił
W dwie godziny się wyrobił
Potem na youtubie przecie
Co przesłuchał? Sami wiecie.
Dla umysłu i dla ducha
Nie usiądzie nawet mucha.
-

Foto: Nieznany autor – Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14768038 Korzystałem z następujących materiałów:
1) Józef Kuraś ,,Ogień” i zgrupowanie partyzanckie ,,Błyskawica” – Kraków 2017, Instytut Pamięci Narodowej (broszura dostępna w Internecie)
2) Karolina Panz „Dlaczego oni, którzy tyle przecierpieli i przetrzymali, musieli zginąć”. Żydowskie ofiary zbrojnej przemocy na Podhalu w latach 1945–1947 – artykuł naukowy dostępny w internecie bodajże z 2016 roku.
3) Wywiady radiowe dostępne w Internecie z profesorem Rafałem Wnukiem i dr Ludwiką Włodek
4) Film dokumentalny Grzegorza Królikiewicza ,,A potem nazwali go bandytą”_____________
Życie Józefa Kurasia ps. ,,Ogień” jest do 1945 roku naznaczone wojną, tragizmem, czasami wręcz wzrusza i niewątpliwie jest przykładem na to, że wydarzyły się w życiu Józefa Kurasia rzeczy, których nie sposób sobie dzisiaj wyobrazić. Wystarczy wspomnieć choćby najtragiczniejsze chyba zdarzenie, kiedy Niemcy w odwecie za działalność partyzancką Kurasia w 1943 roku zamordowali jego ojca, żonę Elżbietę i dwuletniego syna Zbyszka. Po czym oblali zwłoki benzyną, jak i dom, w którym mieszkali i podpalili. Jednocześnie zabronili ludziom gaszenia pożaru. Nikt z obecnych nie miał prawa podejść i ugasić ognia. Groziła za to śmierć. Co to były za czasy, prawdę mówiąc, trudno sobie wyobrazić. Od tej pory Józef Kuraś zostawia za sobą pseudonim ,,Orzeł” i staje się ,,Ogniem”.
Są jednak do 1945 roku w jego biografii momenty, które z dzisiejszego punktu widzenia wymagają bardzo ostrożnych opinii. ,,Ogień” przez jakiś czas żyje z wyrokiem śmierci, wydanym przez Armię Krajową, potem ten wyrok zostaje wycofany i dla AK w czasie Powstania Warszawskiego, wykonuje wyroki na zdrajcach i kolaborantach. Pomaga Armii Czerwonej odbić Nowy Targ. W rodzącej się Polsce przez krótki czas jest szefem lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa. Ma korzenie ludowe i być może – mówią tak historycy – ta Polska Ludowa wydawała mu się wtedy również jego Polską. Jednak za chwilę widzi, że to inny kraj, w pewnym sensie, przywieziony na bagnetach Armii Czerwonej. Rezygnuje więc i w kwietniu 1945 roku wraca do lasu, dzisiaj mówi się, że w ten sposób został żołnierzem wyklętym.
Od tego momentu do 22 lutego 1947 roku żyje w lasach i górach wraz ze swoimi oddziałami. Umiera postrzelony w 1947 roku w szpitalu w Nowym Targu. Do tego czasu był nieustannie tropiony przez formacje NKWD, a później przez Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jego losy do 1945 roku są naznaczone ogromną tragedią, ale też – jak mówi wielu historyków – są doskonałym przykładem na to, jak bardzo skomplikowane były – i pewnie nadal są – losy Polski.Jednak czczony jest przez wielu za okres działalności po 1945 roku. Ten czas nazywa się działalnością antykomunistyczną, a współczesna historia nadaje mu miano Żołnierza Wyklętego. A – co by nie mówić – akurat ten okres jest chwilami mroczną kartą jego życia. Do tego stopnia mroczną, że trudno uznać go za bohatera, chociaż profesor Rafał Wnuk, czy dr Ludwika Włodek uważają go za współczesnego Janosika i postać ze wszech miar niejednoznaczną, chociaż na pewno nie nadającą się na pomniki, czy na postać, którą można by pokazywać dzieciom, jako przykład. Przeciwnie jest doskonałym przykładem na to, jak bardzo zróżnicowana, niejednoznaczna, skomplikowana była historia tego kraju, którego niewątpliwie bronił do 1945 roku przez niemieckim okupantem.
Po 1945 roku jego losy są co najmniej kontrowersyjne. A i to określenie jest bardzo łagodne. Dla jednych jest bohaterem, dla drugich bandytą/przestępcą. Jedno i drugie określenie jest uprawnione, jeżeli w pierwszym przypadku zamkniemy oczy na bandytyzm, w drugim przypadku na często brawurowe akcje skierowane przeciw ówczesnemu, komunistycznemu systemowi.W dokumentalnym filmie – co trzeba podkreślić – wybitnego reżysera Grzegorze Królikiewicza pt. ,,A potem nazwali go bandytą” (film dostępny na youtube) zobaczymy osoby z Podhala – gdzie ,,Ogień” do dzisiaj wywołuje skrajne emocje – do tego stopnia, że boją się pokazać twarz, ponieważ nie wierzą w to, że można mówić prawdę o ,,Ogniu” bez konsekwencji. Może nawet – jak mówi jeden z bohaterów filmu – może nawet tak się zdarzyć, że spalą mu dom, jeżeli druga strona, która ma inne zdanie, dowie się o tym, co powiedział w filmie. I chociaż mam wątpliwości, czy rzeczywiście do tego stopnia dzisiaj można by się jeszcze targować o życie Kurasia, to zdaję sobie sprawę, że jest to przykład na to, jak bardzo życie Józefa Kurasia dzieli dzisiaj i budzi skrajne emocje. Szczególnie tam, czyli na Podhalu, gdzie jako partyzant po zakończeniu wojny, działał wraz ze swoimi oddziałami i gdzie do dzisiaj pamięta się wszystkie naznaczone cierpieniem i śmiercią niewinnych ludzi, postępki jego oddziałów, jak i jego samego.
Był niewątpliwie antysemitą. Są dokumenty na to, że domagał się Polski bez komunistów i Żydów. Jego oddziały są odpowiedzialne za mord 13 Żydów w Krościenku. W tym 7 kobiet i 11-letniego chłopca. To byli cywile, którzy chcieli przedostać się do Izraela. Niektórzy z nich przeżyli Holokaust, niestety nie przeżyli spotkania z oddziałami Józefa Kurasia. Świetnie to dokumentuje wstrząsająca swoją drogą publikacja naukowa Karoliny Panz pt. Dlaczego oni, którzy tyle przecierpieli i przetrzymali, musieli zginąć”. Żydowskie ofiary zbrojnej przemocy na Podhalu w latach 1945–1947.
Kuraś, jak i jego oddziały są również odpowiedzialni za podobne czyny na ludności Słowackiej. Jeżeli Polacy dziwią się, że we Lwowie postawiono pomnik Bandery, to podobnie Słowacy dziwią się, że w Polsce postawiono pomnik Kurasiowi, zapominając o jego ofiarach. Według słowackiego odpowiednika polskiego IPN – Józef Kuraś był przestępcą i jego gloryfikowanie w Polsce jest dla ludności Słowackiej czymś, delikatnie mówiąc, kuriozalnym.
Te zbrodnie opiszę dokładnie w następnym artykule. Chciałbym jednak przypomnieć, że zajmuję się tą postacią, ponieważ Józef Kuraś występuje między innymi w utworach, śpiewanych przez zespół Nordica, którego wokalista co najmniej do 2017 roku był członkiem Towarzystwa Gimnastycznego ,,Sokół” w Katowicach. Zespół też co najmniej dwukrotnie występował na imprezach, organizowanych lub współorganizowanych przez towarzystwa gimnastyczne ,,Sokół”. Wydaje mi się, że to nie jest przypadek, że zespół Nordica w jednym utworze wynosi na piedestał skrajnie narodową Brygadę Świętokrzyską, wywodzącą się z Narodowych Sił Zbrojnych, która była zbrojnym zapleczem ONR ,Abc”, a z drugiej strony celebruje losy Józefa Kurasia, którego oddziały mordowały niewinnych Żydów i Słowaków. I chociaż żyjemy w kraju, w którym kult Żołnierzy Wyklętych rośnie w siłę, to jednak nie sposób udawać, że nie wszyscy Żołnierze Wyklęci zasługują na takie samo traktowanie.
Na koniec chciałbym jeszcze jeden wątek poruszyć. Współczesny. W okolicy działają prężnie takie organizacje, jak ,,Patriotyczny Głogów”, czy trochę mniej prężnie w Sławie – ,,Patriotyczna Sława”. Przyglądając się dostępnym materiałom filmowym z obchodów świętaŻołnierzy Wyklętych w Głogowie, widoczny jest między innymi portret Józefa Kurasia niesiony podczas przemarszu. W Sławie natomiast jedno z rond w ostatnim czasie nazwano imieniem Żołnierzy Wyklętych.
Myślę, że z jednej strony tutaj, na ziemiach zachodnich to nic nie kosztuje. Nie mieszkają tutaj ludzie, którzy doznali ogromnych krzywd od niektóry Żołnierzy Wyklętych, w tym od Józefa Kurasia i jego oddziałów. Ich gloryfikacja tutaj, nie niesie ze sobą żadnej refleksji wśród miejscowych, bo nikt tutaj nie został dotknięty represjami, z jakimi zetknęła się ludność żydowska, czy słowacka na Podhalu. Nie wywołuje to więc żadnych emocji na ziemiach zachodnich. To nie znaczy jednak, że krwawych ran, które wciąż się goją na Podhalu, nie ma. One są. I jeszcze długo nie będą zabliźnione. Warto o tym pamiętać. Nie żyjemy w próżni.
-

Foto: Stowarzyszenie Czas Art Artykuł powstał w oparciu o trzy dokumenty, które udostępniam poniżej.
– Opinia Narodowego Instytutu Dziedzictwa Oddział Terenowy w Zielonej Górze z 1 grudnia 2015 roku
– Decyzja Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z 19 lipca 2016 roku
– Decyzja Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 7 lutego 2017 roku
______________________________________
Motto:
Tę wojnę wygra tylko jeden
(Dawid Podsiadło, W dobrą stronę)
28 maja 2015 roku na sesji Rady Miejskiej we Wschowie ówczesny wiceburmistrz Miłosz Czopek informował radnych, że znalazł się inwestor, który wygrał przetarg na zakup kina Hel. Wiceburmistrz nie podał wtedy zbyt wielu informacji, ale było wiadomo, że na tym terenie powstanie nowy budynek. Wtedy też Miłosz Czopek dla radia Elka mówił:
Inwestor wnioskuje do Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków
Akt notarialny został podpisany przez strony (inwestora i gminę) – 10 sierpnia 2015 roku. W okresie między 10 sierpnia 2015 a 13 października 2015 (nie znam konkretnej daty) do Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (LWKZ) wpływa wniosek o udzielenie pozwolenia na rozbiórkę budynku po byłym kinie Hel. Wniosek ten składa inwestor. Możemy o tym przeczytać w następujących dokumentach – Opinia Narodowego Instytutu Dziedzictwa (NID), str. 1, Decyzja Wojewódzkiego Lubuskiego Konserwatora Zabytków – str. 1 oraz 2, Decyzja Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, str. 1.
LWKZ wnioskuje do Narodowego Instytutu Dziedzictwa
Pismem z 13 października 2015 roku LWKZ wnioskuje do NID o wydanie opinii na temat budynku kina Hel w związku z wnioskiem o jego rozbiórkę.
Przygotowując się do wydania opinii 10 listopada 2015 roku Narodowy Instytut Dziedzictwa przeprowadził oględziny budynku, Czytamy o tym w Opinii NID z 1 grudnia 2015 roku na str. 1 i 4. Na str. 4 opinii NID czytamy w związku z tym:
W oparciu o istniejące materiały, a przede wszystkim o wyniki oględziny dokonanych 10 listopada 2015 roku, należy stwierdzić, że budynek przy ul. Głogowskiej 8 we Wschowie stanowi interesujący przykład architektury modernistycznej oraz reprezentuje model kina powielany na terenie dawnych Niemiec.
Opinia NID
1 grudnia 2015 roku NID wydaje opinię na wniosek LWKZ, w której czytamy na stronie 4, że:
Zdaniem Narodowego Instytutu Dziedzictwa Oddział Terenowy w Zielonej Górze budynek dawnego kina położony na przy ul. Głogowskiej 8 we Wschowie posiada wartości zabytkowe i powinien zostać objęty ochroną konserwatorską.
Wiemy zatem na tym etapie, że inwestor zakupił teren wraz z budynkiem. Ówczesny wiceburmistrz wypowiedział się dla radia elki, że budynek nie ma żadnej wartości i właściwie jego zdaniem sprzedano sam teren. Pomimo tego, że budynek nie miał żadnej wartości zdaniem ówczesnego wiceburmistrza inwestor musiał złożyć wniosek o udzielenie pozwolenia na rozbiórkę. Dlaczego? Odpowiedź znajdujemy w Decyzji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na str. 4, cytuję:
Natomiast należy przypomnieć, że omawiany budynek przed indywidualnym wpisaniem go do rejestru zabytków, stanowił element zagospodarowania strefy otoczenia zespołu urbanistycznego miasta Wschowa (nr rej. 694/134/ i 1295/2181/A), a tym samym strefy ochrony ,,K” ustalonej w ww. miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, i jako taki podlegał ochronie konserwatorskiej.
Budynek położony w strefie ochrony konserwatorskiej
Budynek więc położony jest w strefie, która podlega ochronie konserwatorskiej, a zgodnie z obowiązującym prawem, wszelkie prace, łącznie z rozbiórką – wymagały pozwolenia konserwatora. I taki był stan prawny. Opinie ówczesnego wiceburmistrza nie miały tutaj żadnego znaczenia. Będą miały za dwa miesiące, kiedy wyleje się hejt na stowarzyszenie Czas Art. Czas Art. stanie się kozłem ofiarnym tej sytuacji, a mieszkańcy chętnie podchwycą ten wątek, czego – nieoczekiwanie – zwieńczeniem będzie artykuł na Zw.pl pt.: Kino ,,Hel” – tykająca bomba zegarowa.
Czas Art pojawia się w dokumentach dopiero 28 stycznia 2016
Do tego momentu nie ma mowy w tej historii o stowarzyszeniu Czas ART. Bo Czas ART. pojawia się w dokumentach, związanych z tą sprawą, dopiero za dwa miesiące, a dokładnie 28 stycznia 2016 roku. Bo dopiero wtedy stowarzyszenie złoży wniosek o wpisanie budynku do rejestru zabytków. Do tego czasu, a jesteśmy przy opinii NID z 1 grudnia 2015 roku, dzielą nas jeszcze dwa miesiące. I na tym etapie wiemy już, że istnieje specjalistyczna opinia na temat samego budynku. Ta opinia mówi, że budynek powinien zostać objęty ochroną konserwatorską. Opinia powstała na wniosek konserwatora zabytków, ponieważ inwestor wnioskował o rozbiórkę budynku kina Hel.
O tym, co wydarzyło się po 1 grudnia 2015 roku, napiszemy w następnym artykule. Cała sprawa, związana z kinem Hel, nie została nigdy rzeczowo opisana, wywołuje ogromne emocje, łącznie z oskarżeniami wysuwanymi przeciwko stowarzyszeniu Czas Art. i Katarzynie Owoc-Kochańskiej, dlatego trzeba to opowiedzieć zgodnie z faktami i na podstawie dostępnych dokumentów. W przeciwnym wypadku wciąż będą zdarzały się artykuły, jak ten, który pojawił się na portalu Zw.pl. Mieszkańcom należy się prawda, a nie propaganda.
-

-
W piątek (19 czerwca), późnym wieczorem, na portalu Zw.pl pojawił się artykuł Kino ,,Hel” – tykająca bomba zegarowa. Niezręcznie mi jest odnosić się do artykułów zamieszczanych na portalu, bo do niedawna byłem tam dziennikarzem. Jednak treść tam zamieszczona, sprawia, że chcąc nie chcąc, chciałbym się w kilku słowach odnieść do tego, co tam przeczytałem.
Autor w pierwszym akapicie pisze, że gmina ma odkupić budynek po kinie ,,Hel”, bo do Urzędu wpłynęło pismo przedsądowe, wzywające gminę do wykonania porozumienia, które gmina zawarła w 2018 roku z inwestorem.
I to właściwie wszystko, czego dowiadujemy się o tym piśmie. Cała reszta tekstu, to przypomnienie, jak do tego doszło, że dzisiaj prywatny przedsiębiorca wzywa gminę do uregulowania tej sprawy.
Więc skoro na Zw.pl nie napisano niczego więcej. To pozwolę sobie napisać, że owszem pismo do Urzędu wpłynęło. Informowała o tym na ostatniej sesji pani wiceburmistrz Marta Panicz-Szajnkenig. Cytuję:
8 czerwca wpłynęło przedsądowe wezwanie do wykonania porozumienia jakie gmina Wschowa zawarła ze Spółką Jawną pod nazwą Stadnina Koni Dębno z siedzibą w Dębnie w sprawie nabycia na rzecz gminy od ww. spółki nieruchomości zabudowanej, położonej we Wschowie przy ulicy Głogowskiej, stanowiącej niegdyś kino ,,Hel”.
Pani wiceburmistrz tę informację podała zaraz na początku sesji w punkcie obrad sprawozdanie z działalności burmistrza między sesjami.
Po odczytaniu sprawozdania radny Piotr Buczek zapytał o tę sprawę, a odpowiedzi udzielił radca prawny Rafał Jedyński, cytuję:
Przede wszystkim gmina nie zamierza tej nieruchomości odkupić, ponieważ zgodnie z porozumieniem ona miała być odkupiona za środki, zabezpieczone w budżecie na 2018 rok. Ponieważ tych środków w 2018 roku na ten cel nie zabezpieczono, w związku z tym porozumienie w żaden sposób nie może być w tej chwili wykonane. W związku z tym oczywiście wezwanie spotka się z odmową. Jesteśmy na etapie sporządzania odpowiedzi. (odpowiedź na sesji od 14 minuty)
Z jakichś powodów autor artykułu w Zw.pl już tego nie zamieścił. Może nie wiedział, jaką odpowiedź szykują radcy prawni. Trudno powiedzieć.
Inny problem tego tekstu, to zdjęcie, które zostało zamieszczone przy artykule Zw.pl. Widać na nim stary budynek kina Hel, obecny budynek i Katarzynę Owoc-Kochańską. W tekście napisano, że Czas ART. złożył wniosek o wpisanie budynku do rejestru zabytków, a podpisała się pod nim obecna radna Katarzyna Owoc-Kochańska.
Swoją drogą, niech się autor tekstu nie obraża, ale czytam ostatnio artykuły nt. antysemityzmu i widzę tutaj ten sam mechanizm. Być może to za dużo powiedziane, ale jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że są takie miejsca w tym kraju, które brunatnieją. Mam nadzieję, że takim miejscem nie jest Wschowa, a już na pewno nie Zw.pl, prawda?
Owszem, może i się podpisała, ale Wojewódzki Konserwator Zabytków mógł przychylić się do tego wniosku lub wniosek odrzucić. Czyli sam wniosek miał 50 procent szans na sukces. O tym jednak, że wniosek został pozytywnie rozpatrzony, zdecydowała nie Katarzyna Owoc-Kochanska, ale Wojewódzki Konserwator Zabytków. Pomijam teraz cały aspekt, związany z podjęciem tej decyzji, bo tekst piszę już późno, ale wrócę do tego wątku. Faktem jest, że owszem obecna radna podpisała się pod wnioskiem, ale decyzję podjęła pani konserwator. Nikt pani konserwator do tego nie zmusił. Decyzję pani konserwator podtrzymał w mocy minister kultury. I w sumie, gdyby autor tekstu chciał rzeczywiście zamieścić tam fotografię osób, które przyczyniły się do tego, powinien zamieścić co najmniej trzy – czyli radnej, pani konserwator i ministra kultury, a w sumie – to dwa, czyli pani konserwator i ministra – bo pani konserwator podjęła taką decyzję, a pan minister podtrzymał tę decyzję. Jak świat światem, złożenie wniosku o niczym nie przesądza. Dlaczego jednak jest tylko zdjęcie radnej? Tego też nie wiem. Może autor nie mógł znaleźć zdjęć pani konserwator i ministra? Bo chyba nie chodziło o to, żeby przyłączyć się do nagonki na radną Owoc-Kochańską. Chyba nie, prawda?
Ostatni akapit tego tekstu, zamieszczonego na Zw.pl zadaje pytanie o koszty takiego podejścia do inwestorów, o koszty, jakie poniesie gmina. Trudno powiedzieć o co autorowi chodzi. Bo dalej autor twierdzi, że gmina jest przez inwestorów źle postrzegana ze względu na te zabytki i że nie tak łatwo tutaj zainwestować. Jednak autor ani słowa nie napisał skąd tę wiedzę czerpie. Bo skoro ma taką wiedzę, to fajnie by było, żeby o tym poinformował opinię publiczną. Np. ilu, konkretnie inwestorów źle postrzega gminę w tym zakresie, ilu konkretnie inwestorów zniechęciła do inwestycji we Wschowie cała ta sytuacja? Przypomnę tylko, bo o tym również rozmawiano na ostatniej sesji (15 czerwca), że ta sytuacja nie zniechęciła inwestora, który zamierza wybudować galerię przy ulicy Moniuszki. Nie tylko, że go nie zniechęciła, to jeszcze wykupił od gminy teren pod inwestycję. Więc? Skąd ta opinia, że inwestorów coś zniechęca? Konkrety, proszę.
W normalnej sytuacji napisałbym na koniec co myślę o tym artykule na portalu Zw.pl. Ale nie napiszę. Przez szacunek do tego miejsca, w którym spędziłem 8 lat i do ludzi, z którymi tam pracowałem. Mam jednak nadzieję, że być może Czytelnicy zdecydują się zabrać głos w tej sprawie, tym bardziej, że ten temat wywołuje niewątpliwie emocje wśród mieszkańców Wschowy. I zdaję sobie sprawę, że te emocje na pewno nie wygasły. A już po tym artykule – raczej na nowo odżyją.
-

Już wkrótce
–––––––













