Dwukrotnie w tej kadencji byłem na wspólnej komisji nowo wybranych radnych. Rzadko do tej pory wybierałem się na komisje, najczęściej (tak za czasów Krzysztofa Grabki i Danuty Patalas) z powodu omawianych tam spraw oświatowych i związanych z nimi ewentualnych reform na poziomie lokalnym. Za czasów Konrada Antkowiaka poszedłem z ciekawości i dziennikarskiego szukania tematów. A to znaczy, że tym razem nie towarzyszyła temu jakaś paląca, gminna sprawa, która przyciągałaby, bulwersowała opinię publiczną.
Okazało się, że i owszem dziennikarskich tematów jest dużo więcej od tego, co przynosi sesja Rady Miejskiej, ale też miałem okazję zaobserwować, jak realnie wygląda struktura samorządu terytorialnego. To, co zobaczyłem, zmieniło mój sposób postrzegania samorządu. Wydaje mi się też, że nie dostrzegłbym tego ani za czasów Grabki, przynajmniej wtedy, kiedy miałem okazję się temu przyglądać, ani za czasów Patalas/Czopka. Nie będę teraz tego tłumaczył, bo to niepotrzebnie przedłużyłoby i rozciągnęło ten wpis do zbyt dużych rozmiarów.
Faktem jest, że to, co zaobserwowałem, sprawiło, że musiałem sprawdzić, czy ktoś ma podobne intuicje. Okazało się, że ma. Potem przyjrzałem się ustawie o samorządzie, a jeszcze potem wyszukałem trochę komentarzy i opinii prawnych między innymi na temat zapisów, dotyczących zmian w tej ustawie, jakie weszły w życie w styczniu tego roku. Przede wszystkim dlatego, że nowe zapisy dotyczyły między innymi nowych uprawnień, w tym przewodniczącego Rady Miejskiej i samych radnych. I na koniec, do pewnego stopnia zmuszony lekturami, przejrzałem trochę artykułów poświęconych roli administracji samorządowej, czyli urzędników, pracujących w urzędach gminnych.
Dodam jeszcze, że w międzyczasie, na ostatniej komisji, wysłuchałem z uwagą wypowiedzi dwóch dyrektorów – muzeum i biblioteki, co stanowi odrębny zupełnie temat, ale nadal związany z komisjami. Bo gdyby nie pobyt na nich, to nie dostrzegłbym zupełnie innego problemu, a mianowicie tego, że muzeum dzisiaj we Wschowie jest instytucją, która ma ambicje, wykraczające poza potrzeby zwykłych mieszkańców Wschowy (czy to dobrze, czy źle, to również osobny temat, którego tutaj nie sposób teraz rozwinąć). Te aspiracje w mojej ocenie powinny być jeszcze raz publicznie wyartykułowane i poddane dyskusji. Nie wiem, czy efektem tego byłby zwiększony budżet dla tej instytucji, czy zachowanie obecnego status quo, ale nowa rada, nowy burmistrz, nowa kadencja samorządu mogłyby stanowić dobry przyczynek do debaty.
Wracając jednak do intuicji, związanych ze strukturą samorządu. Najpełniej, tę moją intuicję wyraził dużo wcześniej Marek Wojciechowski z Uniwersytetu Łódzkiego w artykule ,,Struktury władzy w samorządzie terytorialnym. Hierarchia – konkurencja – partnerstwo?”. Fragment, który mnie interesuje brzmi: ,,Najmniejszą znajomość samorządu posiadają mieszkańcy, większą zaś radni. Dużą informację ma organ wykonawczy, która jest mniejsza od tej, którą dysponują urzędnicy.” Niezorientowanym warto przypomnieć, że organ wykonawczy, to nie kto inny w naszym przypadku tylko burmistrz. Wojciechowski poświęca w tym krótkim tekście, z którego pochodzi powyższy cytat, trochę miejsca administracji samorządowej, mówiąc o niej, obok władzy uchwałodawczej i wykonawczej, jako o swoistej władzy administracji, którą to władzę niewątpliwie sprawuje z racji posiadanej wiedzy i kompetencji.
Najprościej mówiąc wychodzi na to, że przecenia się rolę radnych w potocznym rozumieniu samorządu. Nie docenia się jednocześnie roli urzędników. Wydaje się – upraszczając maksymalnie problem i traktując go trochę prowokacyjnie – struktura samorządu rozciąga się między powierzchowną Radą Miejską, wyłanianą w wyborach przez populistycznych mieszkańców a merytoryczną administracją samorządową bez której tak Rada Miejska, jak i władza wykonawcza są bezradne. Między nimi znajduje się jednoosobowa władza wykonawcza w osobie burmistrza, krążąca między powierzchownością, a merytorycznością, mająca jednak wpływ na to (dzięki ustawowym kompetencjom), czy będzie skłaniała się ku powierzchowności, czy merytoryczności. W tym sensie Rada Miejska nie ma wpływu na to, że jest powierzchowna, a Urząd (paradoksalnie) nie ma wpływu na to, że jest merytoryczny.
I to by były wszystkie spostrzeżenia natury ogólnej, wynikające z mojego pobytu na komisjach wspólnych. Należałoby je rozwinąć, ale na to jeszcze przyjdzie czas.
Serial Netflixa ,,1983″ niewątpliwie stał się sprawą narodową. Niemal każdy Polak, pytany lub niepytany, zabiera głos w sprawie ,,1983″. Czy obejrzał 1 odcinek, 15 minut drugiego odcinka, czy trzy odcinki i dwa kwadranse czwartego, pięć odcinków z ośmiu, czy całość, każdy od razu czuje, że musi zabrać głos, dołączyć się do narodowej recenzji ,,1983″. Niektórzy przyznają nawet, że gdyby od razu, ale to od razu, naprawdę, tuż po końcowych napisach, czy też w trakcie pierwszych dwudziestu minut pierwszego odcinka, usiedli i napisali co myślą o tym serialu, to klękajcie narody. Nic by się nie ostało. Polska z tektury przy ich recenzji ,,1983″ jawiłaby się, jak potężny gmach zbudowany na solidnych fundamentach. Na szczęście co niektórzy mają litość, przemyślą sprawę, prześpią się ze swoją szatańską retoryką narodowego recenzenta ,,1983″ i na drugi dzień już jakby mniej ich korciło do napisania tego, co jeszcze kilkanaście godzin wcześniej nie dawało im spokoju i wprowadzało w hipnotyczny stan świętego oburzenia. Jakby recenzenckie powietrze z nich uchodziło, a w jego miejsce jakieś inne wstępowało, pobłażliwe może (łaskawsze, łaskawsze może by nawet bardziej pasowało do ich skomplikowanej recenzenckiej natury).
Po dzisiejszej konferencji prasowej na wschowskim rynku, czy też briefingu, jak mówi kandydat na burmistrza, Internet obiegło zdjęcie, na którym 7 mężczyzn w geście zawartego sojuszu oznajmia Wschowie, że doszło do historycznego porozumienia. Czy ten sojusz będzie miał znaczenie w wyborach samorządowych, okaże się już 21 października. Natomiast nie sposób oprzeć się wrażeniu, że na sześć tygodni przed wyborami, 5 września, sojusz ten przybrał męską twarz.
Pojechaliśmy do Nowej Soli. Wiem. Wy też gdzieś pojechaliście, więc nie ma się czym chwalić. Do Islandii nawet niektórzy z was zawędrowali. Przynajmniej tak mówią na mieście. Nie wnikam. Potem z tej Nowej Soli wróciliśmy i wy też na koniec wrócicie gdziekolwiek byście nie byli. I w sumie tak bym zakończył tę historię.
Nie odbył się w tym roku Festiwal Podróżników 100droga, ale mamy za to Lato przed Ratuszem. Więcej nawet. 100droga się nie odbyła, a będą ponoć przywrócone połączenia pasażerskie na trasie Leszno-Wschowa-Głogów. A i to nie wszystko. O 100drodze w tym roku w przestrzeni publicznej żadne ważne słowo nie padło, ale ulice Węgierska i Czeska zostaną wybudowane. Można by właściwie powiedzieć, że się dzieje, naprawdę dzieje się i nie ma co ukrywać – aż tak, to się nie działo chyba od 2002 roku. Przynajmniej tak twierdzi jeden z kandydatów na burmistrza.
Motto:
Kot mnie zadrapał, jak mu nieżywą ćmę niosłem na śniadanie. Ćma pod parapetem od godzin wieczornych leżała martwa. Nie powiem, do podłogi się przykleiła. Wraz z ćmą zmieniłbym i podłogę, ale nie ma, jak to mówią, za co jej zmienić. Więc ćmę dostarczyłem kotu, a podłogę zostawiłem. Mówią na mieście, że nie ma kota, pana Boga nie ma, ale ślady na duszy i ciele już tak. Są. Chociaż staram się nie wypowiadać na ten temat, bo mnie opiszą w lokalnej prasie. Wystarczy, że znam zabójczynię ciem, która jednym klaśnięciem, ćmę powala na podłogę. Od tego podłoga się klei, ale, jak to mówią, łatwiej pozbawić się ćmy niż zmienić całą podłogę. Dlatego idźcie na