Wypełnić czarną dziurę, czyli killing everyman

Neil McCormick, to taki dzisiaj starszy pan, który w młodości dzielił jedną ławkę z Paulem Hewsonem. Obaj są Irlandczykami. Jeden z nich jest cenionym dziennikarzem, drugi wokalistą U2. McCormick pół życia stracił (dosłownie), żeby stać się gwiazdą rocka. Hewson przeciwnie. Od początku podążał w wyznaczonym kierunku. Po prostu miał w sobie to coś, on i jego przyjaciele z U2.

To nie jest jakiś wyjątkowy scenariusz. W wieku 15-19 lat, kiedy podejmuje się decyzje zasadnicze – jedni z nas wiedzą dokąd zdążają, drudzy podejmują decyzje chwilowe, nietrwałe – jedni zostają McCormickami z zawiedzionymi nadziejami, drudzy Hewsonami – bez trudu osiągając sukces – mały lub duży, zależy od skali – gminny, wojewódzki, krajowy lub światowy.

I Hewson i McCornick są do dzisiaj przyjaciółmi. Pomimo tego, że międzynarodowa sława Hewsona mogłaby przytłoczyć nie jednego z nas. Szczególnie w takich miasteczkach jak Wschowa. Takim lokalnym przykładem jest Mariusz Totoszko, z którego sukcesem w zespole Volver nie każdy sobie radzi. Ale to na inna opowieść.

McCormick napisał Killing Bono, historię człowieka, który wierzył, że mógłby być kimś więcej, czyli taką opowieść o nas, mieszkańcach prowincji. Bono, czyli ten osławiony Paul Hewson miał powiedzieć do przyjaciela: jeśli chcesz dostać swoje życie z powrotem, musisz mnie zabić. Rzecz wyrwana z kontekstu, ale oddaje sens ich przyjaźni.

Wyobrażam sobie dzisiaj, że w takim miasteczku jak Wschowa, mogłoby powstać kilka podobnych pozycji: Killing Grabka, Killing Rękoś, Killing Owoc, może nawet Killing Klan, ewentualnie Muszkieta – zależy od wiatru. Problem w takich miasteczkach polega na tym, że autorami nie zostaliby nasi przyjaciele, tylko beznamiętni, smutni adwersarze, którym przyjaźń jest obca jak Marsjanie (oby ci ostatni okazali się chociaż autentyczni).

Jak tłumaczył mi kiedyś pewien uczeń Freuda, a może nawet Lacana, człowiek z natury jest przed odpoczynkiem lub w trakcie. Można przez całe życie być na świeczniku, tylko po to, żeby zaspokoić pierwotną potrzebę akceptacji. Bono w książce McCormicka mówi: Jeśli masz święty spokój, nie potrzebujesz słyszeć co noc, że kocha cię siedemdziesiąt tysięcy ludzi, by pozostawać przy zdrowych zmysłach (…) Jakby sam Bóg wywiercił w tobie dziurę. W sumie każdy taką ma, ale u niektórych jest ona czarniejsza i szersza niż u innych.

Według mojego znajomego, ucznia skądinąd Freuda, a może nawet Lacana, Bono przestanie śpiewać, kiedy upora się z tą czarną dziurą. Killing Bono jest opowieścią o tym, że jeden z nich, McCormick, potrafił tę dziurę wypełnić.

Ale puenta jest lokalna. Historia świata opiera się o ludzi, którzy powiększającej się czarnej dziury nie potrafili w żaden sposób zapełnić. Myślę sobie, że gmina Wschowa składa się tylko z takich postaci, a jeżeli tak, jeżeli się nie mylę, to brakuje im przyjaciół takich jak McCormick, którzy mogliby wycofać się i napisać naszą historię. Trzeba nam tych siedemdziesięciu tysięcy ludzi, którzy wykrzyczą nam wierność. Gdyby było inaczej, nasze kompleksy, zniknęłyby jak za czarodziejskim dotknięciem.

ps. Namiętnie dzisiaj Sly, jutro już o tym zapomnę

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz