Wielkiego parcia społecznego na rzecz obrony sądu w mieście/powiecie nie było – mówił na ostatniej sesji rady powiatu Marek Kraśny. Odpowiadał mu wicestarosta Zbigniew Semeniuk – Wschowa jest już zmęczona tym parciem (społecznym), tyle już tutaj inicjatyw podjęto w przeszłości na rzecz powstania różnych instytucji, że dzisiaj, krótko mówiąc, to Wschowa opadła z sił. Rozmowa oczywiście poszła innym torem, ale nie ona mnie interesuje.
Na pewno Wschowa nie jest zmęczona. A może nawet nie tyle Wschowa – i to jest w ogóle pierwsze co mi się nasuwa – ale interesy poszczególnych grup społecznych, związanych z jakimiś instytucjami lub osobami. Przykładem tego są rodzice gimnazjum nr 1 i Szkoły podstawowej nr 1, a także grupa mieszkańców Osowej Sieni, która postanowiła zaprotestować przeciwko budowie biogazowni.
Posiadanie na kartce papieru setek podpisów nie jest jeszcze dowodem na to, że ktoś przeciwko czemuś protestuje. Raczej dowodem determinacji osób, zbierających podpisy. O sile tzw. parcia społecznego stanowi coś więcej niż złożenie podpisu. To jest, owszem, jeden z elementów wyrażenia opinii, ale raczej najmniej angażujący. Wyjście na zewnątrz z transparentami, zorganizowanie manifestu, w którym sygnalizuje się jakiś problem, wreszcie zaprojektowanie napisów na koszulkach i pojawianie się w nich na większych imprezach – to są ostatnie wschowskie przykłady na to, że wciąż poszczególnym grupom społecznym chce się manifestować swoje niezadowolenie.
Więc można by postawić tezę, że nawet jeżeli Wschowa jest zmęczona, to poszczególne grupy przeciwnie – przeżywają w tym roku renesans zainteresowania sprawami społecznymi. A nawet jeżeli sprawy społeczne to zbyt pojemne pojęcie, to na pewno angażują się tam, gdzie widzą naruszenie swoich, grupowych interesów.
Można by zaryzykować opinię, że dzisiaj nie ma takiego pojęcia jak Wschowa, czyli miasto jako wspólnoty osób, które łączy coś więcej niż osobiste interesy. Rodzice SP 1 nie przyłączą się do rodziców z Gimnazjum nr 1 i na odwrót. Olbrachcice nie wezmą udziału w protestach mieszkańców Osowej Sieni, tak jak mieszkańcy Wschowy nie przyłączą się do protestów sąsiadów zza miedzy. Granice małych interesów wyznaczają granice interesów mieszkańców Wschowy. Może całość tych interesów, to właśnie Wschowa (lub jakiekolwiek inne miasto/miasteczko), jeżeli zachodzą między poszczególnymi grupami jakieś relacje, które dają nadzieję, że w określonych warunkach zaistnieją w sferze publicznej jako wspólnota, nie reprezentując jedynie jakiegoś wycinka miasta. Ale jeżeli takich relacji nie ma, nie ma poczucia współtworzenia większej wspólnoty, to licząc na parcie społeczne mieszkańców Wschowy, można się po prostu przeliczyć.
Mieszkańcy nie chcą już bronić niczego poza swoimi interesami. Jeżeli zostają naruszone, to wtedy się organizują. Sprawy, które godzą w funkcjonowanie samorządów, powinni załatwiać samorządowcy. Tak przynajmniej wnioskuję po komentarzach na lokalnych forach oraz po tym, że tzw. sprawy większe jak brak połączenia kolejowego na linii Leszno-Głogów-Wschowa oraz ewentualna likwidacja Sądu Rejonowego nie wywołały żadnego większego poruszenia, ale już pogłoski o likwidacji gimnazjum owszem.
Więc miasto Wschowa, powiat Wschowa nie byłby wspólnotą, ale grupą różnych interesów, które w dodatku zostały na jakiś czas zarezerwowane dla dwóch głównych podmiotów: władzy i społeczeństwa. Władza w imieniu społeczeństwa ma zrobić wszystko, żeby nic złego się tutaj nie wydarzyło, społeczeństwo (czyli liczne grupy interesów) o siebie zadba, jeżeli któraś z jej przestrzeni zostanie naruszona. A to z kolei by znaczyło, że rozdźwięk między lokalną społecznością a jej reprezentantami w powiecie i gminie powiększył się. Ostatecznie 10 lat temu powiat został utworzony, bo jedna i druga grupa ramię w ramię w tzw. walce o utworzenie powiatu brała udział.
Ale – i to znowu jest temat na osobny wpis – wpływ na taki scenariusz ma wiele czynników. Choćby taki prozaiczny, ale zasadniczy – że społeczeństwo ubożeje, że brakuje miejsc pracy i póki ten element będzie stanowił o egzystencji lokalnej społeczności, póty lokalna społeczność nie wyściubi nosa poza swoje granice.
Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)