Na dorosłość jest jeszcze za wcześnie

Nie znam nikogo, kto pozytywnie wypowiadałby się o prywatnych wpisach, opiniach, insynuacjach i obelgach, publikowanych na oficjalnej stronie CKiR. We Wschowie to nowość. Żaden do tej pory oficjalny urząd na swojej stronie nie opublikował tekstu, w którym wypowiada się negatywnie na temat prywatnych osób. Mało tego. Żadna oficjalna strona gminnych jednostek nie wypowiadała się również negatywnie o osobach publicznych. Więc to, co dzieje się na stronie CKiR budzi pewien rodzaj emocji, wynikający z przekroczenia standardów komunikacji między sferą publiczną a prywatną.

Dlaczego by nie?

Ale skoro granica została przekroczona, standardy złamane i – powiedzmy – proponuje się nam, czytelnikom, mieszkańcom gminy nowe rozdanie, w którym oficjalna strona jednostki gminnej decyduje się publikować prywatne opinie, to dlaczego by tego nie zaakceptować? Pomijając oczywiście jakość wpisów, poziom dyskusji, jaki się oferuje na stronie CKiR, to przecież zawsze tak było, a już współcześnie stanowi to normę – żadne tabu nie obowiązuje. Owszem, nie znam żadnej oficjalnej strony czy to rządowej, czy samorządowej, czy jednostek im podległych, gdzie z natury oficjalna strona staje się miejscem, gdzie zacierają się granice między sferą prywatną a publiczną. Nie znam, co oczywiście o niczym nie świadczy. Być może od dawna takie praktyki się stosuje tu i tam.

Znam za to mnóstwo blogów, gdzie publiczne osoby wypowiadają prywatne opinie. Blogi, które można spotkać niemal na każdym ogólnopolskim portalu. Im więcej osób publicznych, np. polityków na takim portalu prowadzi swoje blogi tym lepiej. We Wschowie takim przykładem jest burmistrz Krzysztof Grabka. Mógłby oczywiście wykorzystać do tego stronę wschowa.pl, ale z jakichś powodów tego nie uczynił. Pewnie dlatego, że bliższe są mu powszechne standardy niż przekraczanie tabu.

Doświadczenie inicjacji

Myślę, że można by ostatecznie ten stan zaakceptować, uznać to za lokalną egzotykę, gdyby nie kilka wpisów, które zdradzają nie tyle publicystyczny nerw (autora? autorów?) ile problem standardów urzędniczych CKiR, jej trybów. Nie, nie i nie mam na myśli ani tekstów o czerwonych owocach, ani o żółtych, ani też o imbecylach, ani o dziennikarzach pisanych w cudzysłowie, ani nawet o wpisach, dotyczących WSTK czy Korony Wschowa. Wszystkie te wpisy ostatecznie świadczą o charakterze strony i jej naturze. Każdy z tych wpisów to umacnianie się w decyzji o tym, że przekroczenie granicy nie boli, a zakazany owoc, jak wiadomo, smakuje wybornie. Trudno, stało się, nawet dziecko to wie, że jak już się owoc zerwie, to opadają łuski z oczu i świat staje się wyrazistszy, a kolory intensywniejsze. I nie ma odwrotu. Już wiadomo jak to smakuje. Nikt tej inicjacji, tego doświadczenia ci nie odbierze. Nawet jeżeli zastosuje się siłę i siłą zabroni czerpać z odkrycia, to przecież wcześniej czy później człowiek się usamodzielni i nikt go już przed niczym nie powstrzyma. Taka jest dynamika przekraczania granic. Nic już dla osoby, która przekroczyła rubikon – jak mówił klasyk – nie będzie takie same.

Ale co zrobić, jeżeli pod pozorem publicystycznej potrzeby wyrażania opinii (nawet w miejscu do tego nie stworzonym) kryje się inny mechanizm, który całą tą karuzelą kręci? Wtedy przestaje to być doświadczeniem inicjacyjnym, a staje się patologią, nieprzewidywalną w skutkach, która i inicjatora i otoczenie pogrąża w chaosie.

Szewc zabija szewca bum tara ra, bum tara ra

Przykład pierwszy z brzegu – wpis, relacjonujący pobyt uczniów ze szkół ponadgimnazjalnych na filmie ,,W ciemności”. Dowiadujemy się z niego, że, cytuję: Zanim jednak do nich doszło (do dwóch pokazów W Ciemności – przyp. red.) w ubiegły czwartek na pokazach zamkniętych przedpremierowych film ten został zaprezentowany młodzieży wschowskich szkół średnich a dokładnie mówiąc jednej z nich. A dlaczego nie dwóch? To pytanie należy skierować do Dyrekcji L.O. we Wschowie.

Z tego wpisu wynika (a i tak było w rzeczywistości), że uczniowie dwóch szkół mieli pojawić się na pokazie. Pojawiła się tylko młodzież z I Zespołu Szkół wraz z nauczycielami. Ten fragment mówi nam, że nie pojawili się uczniowie z I LO.

Jesteśmy świadkami pewnego rodzaju wymiany informacji między jednostką gminną a oświatową placówką powiatową. Nie wdając się w szczegóły, wynika z tego opisu, że problem polegał na tym, że szkoła została zaproszona, ale z jakichś powodów nie skorzystała z zaproszenia. Wpis wiele nie tłumaczy z tej komunikacji, ale kilka wariantów sugeruje:

Wariant I: I LO nie poinformowało o swojej nieobecności CKiR. CKiR nie został powiadomiony o tym, był gotowy do projekcji filmu i nagle okazało się, że nie wiadomo dlaczego nikogo nie ma na sali.

Wariant II: I LO powiadomiło, że uczniowie jednak nie wezmą udziału w przedpremierowym pokazie tuż przed projekcją lub w dzień projekcji lub w jakikolwiek inny dzień, co uniemożliwiło CKiR zorganizowanie innej młodzieży.

Wariant III: I LO powiadomiło CKiR na długo przed pokazem, że młodzież nie przyjdzie.

Wariant IV: I LO powiadomiło na długo lub krótko przed, ale przyczyny nieobecności nie spodobały się CKiR.

Wariant V: I LO nie wiedziało, że ma pojawić się na pokazie filmu.

Wariant VI: I LO nie zostało powiadomione, chociaż miało zostać powiadomione i ktoś z CKiR nie dopiął zaproszenia na ostatni guzik itd., itp. Wariantów można wypisać co najmniej ze sto, a nawet więcej.

Inicjacja staje się ciężarem

Co z tego wynika? Że tryb oficjalny komunikacji między instytucjami, któremu przypisane są odpowiednie, ale podstawowe, wręcz przedszkolne procedury (czyli zaproszenie, negatywna lub pozytywna odpowiedź na zaproszenie, czas realizacji tej odpowiedzi oraz sposób reakcji na tę odpowiedź) stają się publicznym dobrem. Myślę, że to dobrze. Im więcej przedostaje się do publicznej sfery tym lepiej.

Problem powstaje wtedy, kiedy jedna z instytucji decyduje się puścić oko do czytelnika, nie odkrywając wszystkich informacji, a jedynie te, które są jej wygodne lub manipulując informacją, nie zamieszcza wszystkich danych, a zaledwie jakieś mało mówiące domniemania, które trzeba jeszcze zinterpretować. Wtedy to wydarzenie inicjacyjne, o którym wspominałem wcześniej, zacieranie granic między tym co publiczne, a tym, co prywatne staje się powoli ciężarem, którego inicjator nie jest gotowy unieść na swoich barkach. Zerwał zakazany owoc i ten owoc okazał się niestrawny, co świadczy tylko o jednym, że instytucja niedojrzała do tego kroku. I tak jak w życiu każdego człowieka, kiedy zbyt szybko przekracza się pewne tabu, należy mu jak najszybciej udzielić pomocy. Bo dla niedojrzałych osobników, przekroczenie tabu zamiast stać się wyzwoleniem, powoduje spustoszenie.

Na dorosłość jest jeszcze za wcześnie

I jest to już dzisiaj problem wszystkich, którzy stykają się z instytucją. Wszystko może zostać zamieszczone i upublicznione. I – owszem – mogłaby oficjalna strona CKiR stać się wschowskim WikiLeaksem, gdyby służyło to większej sprawie. A tak służy tylko pogłębianiu chaosu i brnięciu w coraz poważniejsze konsekwencje przedwczesnego zerwania zakazanego owocu.

Niedojrzałość ma swoje prawa w pewnym wieku. Z czasem ustępuje. To jest proces. Wiadomo. Każdy to przechodził.

W przypadku publikacji CKiR na ich oficjalnej stronie mamy prezentacje tylko niedojrzałych tekstów. W pewnym sensie nie ma się co obrażać, ale na pewno trzeba przedsięwziąć jakieś kroki. Odpowiedzialność w takich przypadkach nie leży po stronie CKiR, ale po stronie osób odpowiedzialnych za ich duchowy i nie tylko rozwój. Dobrze by było, żeby ojcowie i matki przytuliły niesforne i rozkapryszone dziecko i z miłością, jak przystało na rodziców, ale zdecydowanie odebrało im zabawki dla dorosłych i posłało do piaskownicy. Na dorosłość jest jeszcze za wcześnie.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz