List szósty czyli córka botanika w naszych małych ciasnych domach nie musi po sobie sprzątać

J.: Nic o poliamorii. Żadnych nawet podejrzeń/ustępów/skojarzeń. Nic.

Widziałem wczoraj bociany. Kilkadziesiąt. No może kilkanaście. Wiesz, że unoszą się w górę tak niezdarnie, jakby co dopiero uczyły się latać? Kiedy pojawiły się nad drogą, to prawie jak w stopklatce. Nie wiedziałem czy zamierzają się przemieszczać czy tak zawisną nad samochodami i rowerami. Nie znam się na bocianach, a ty? Wyglądało to tak mizernie.  Kilkanaście bocianów lewitujących już nie w pokracznych/niedouczonych/infantylnych pozach, ale w całej powadze, której sens odbierał ten ich bezruch, który ich oblepiał i przez chwilę wydawało się, że to nie bociany tylko latawce. Kilkanaście latawców na sznurku. Podobnych do siebie jak kurze jaja lub mrówki.

Myślałem, że będę musiał je cucić z tego oczadzenia i bezruchu. Ale nie. Nic z tego. W końcu coś lub ktoś z zewnątrz lub ktoś i coś w nich popchnęło je dalej. I ruszyły się z miejsca.

Więc powiem ci jeszcze, że kiedy lądują wygląda to zupełnie inaczej. Nie tak pretensjonalnie i amatorsko jak offowe kino. A jednak tuż przed wylądowaniem znowu pojawia się jakaś niepewność w ich ruchach. Nagle ich postawa, kiedy szybują, załamuje się i tuż przed lądowaniem pojawiają się ich nogi, które na pierwszy rzut oka, wydają się zmuszone do opuszczenia ich w dół. Powinny się wtedy złamać/zgiąć/przegiąć. Ale nic z tego.

Pomyślałem, że bociany mogłyby wyeliminować moment, kiedy startują i kiedy lądują. Następnym razem zostawię tam jakąś dla nich wiadomość. Krótką. Jutro o godz. 16.00 zebranie w sprawie eliminacji niezdarnych póz/gestów/mimiki. Może nie od razu się na wszystko zgodzą. To mogłoby je ostatecznie wyeliminować z rodzaju bocianiego. Tak jak my codziennie po trochę eliminujemy się z rodzaju nie bocianiego. A przecież nie o to chodzi w życiu bociana, żeby go pozbawić przynależności. To tylko nam na tym zależy.

Przy okazji zdam ci relację co i jak.

Ja z innego komputera

ps. W domu, bez ciebie, obejrzałem Córkę botanika. Chińska produkcja. LGBT. Kiedy mnie nie ma w domu, oglądaj, bo ja oglądam, kiedy cię nie ma. A kiedy nas nie ma, choć nie wiem dlaczego i nie pytaj czy znam odpowiedź, wtedy Min Li przygotowuje sobie chłodny napój, zaglądając do naszych lodówek, korzystając z naszych naczyń. Nie sprząta po sobie. Nie musi. Nie myśl więc, że cały ten bałagan, to ja zostawiam.

Tekst pochodzi z bloga ale sam w to nie wierzę (2011-2014)

Dodaj komentarz