Tuż pod koniec starego roku przez chwilę zastanawiałem się, czy starczy kawy do wtorku, w sensie do nowego roku. Bo nieoczekiwanie zaczęło jej ubywać, słoik, w którym kawa się mieściła, stawał się pusty, coraz bardziej w sumie i bardziej. Zaglądałem do środka, myśląc, że powstrzymam ten niepomyślny proces. Nic z tego. Pomyślałem, że w takim razie trudno: albo się skończy, albo się nie skończy (w sensie kawa), ale póki co nie będę inwestował w nowy słoik z ziarnami kawy, bo – jak mówi polskie przysłowie – nową kawę kup w nowym roku, a starą wypij w starym. Tak też zrobię. Tak na marginesie identyczny dylemat miałem w sprawie oregano, ale akurat oregano nabyłem jeszcze w starym roku, ponieważ dawno się już skończyło i nie należało w tej sytuacji komplikować sobie życia, tym bardziej, że świętowanie nowego roku bez oregano wyglądałoby z mojej perspektywy rzecz jasna na jakąś niezrozumiałą ekscentryczność, skoro wyraźnie w przepisie stoi, że oregano jedna łyżeczka płaska musi być. Tak więc tutaj się nie trollowałem (z umiarem).
Potem było tak, że miałem plany, że zakończę stary rok taką książką ,,Kieślowski. Zbliżenie”, ponieważ czasami człowiek tak ma, że coś zaplanuje i chciałby na jakimś polu swojego życia coś, cokolwiek, doprowadzić do końca. Zostało mi zaledwie 60, może 70 stron i w sumie mógłbym się z tym uporać, nawet teraz, no ale teraz, jak widać, nie czytam, a cała magia tego postanowienia polega przecież na tym, że się czyta, a nie, że udaje się, że się czyta. Swoją drogą miało to być zakończenie starego roku z hukiem, ponieważ, jak każdy wie, Kieślowski umarł dawno temu i książka z tego co się orientuję, kończy się pogrzebem reżysera, więc byłaby to niezła przymiarka do grzebania starego roku. Jestem jednak na etapie, kiedy Kieślowski święci triumfy na świecie z filmem ,,Podwójne życie Weroniki” i umierać nie chce, co znaczyłoby, że i stary rok nie za bardzo spieszy się, żeby go wcisnąć w trumnę i zakopać w ziemi przy triumfalnych fajerwerkach, chociaż wszyscy mówią, że fajerwerki są głośne, a przez to szkodliwe, a wiadomo, że już teraz grzmi na mieście od petard i niewątpliwie jest to zapowiedź większych grzmotów, tych o północy, jakby kto nie wiedział.
Wniosek z tego taki, że w sumie nic się nie skończy. Niczego też nie przybędzie i nic samo z siebie nie ubędzie. Chciałoby się jeszcze napisać: w błędzie, bo akurat się rymuje, ale to akurat większego sensu nie ma. Zatem bądźcie w zgodzie ze Starym (rokiem), przed Nowym (rokiem) się nie wzbraniajcie, podobnie – przed miłością fizyczną, ponieważ, jak mówił premier Donald Tusk lub chciał powiedzieć, ale wypadło mu z głowy – być może przez ostatnich osiem lat Wy, czyli Polki i Polacy się wzbranialiśta przed miłością fizyczną, ale się już nie wzbraniajta. Szczęśliwego Nowego Roku.
