Nie do przewidzenia się dzieje

Przysłuchuję się dyskusji po zwycięstwie Donalda Trumpa w USA, dzięki czemu wydaje mi się, że lepiej rozumiem to, co wydarzyło się we Wschowie podczas ostatnich wyborów samorządowych i – też wydaje mi się – bliżej jestem zrozumienia mechanizmów, jakie rządziły dynamiką przedwyborczą we Wschowie.

Prawdę mówiąc łatwiej mi zaakceptować cyniczny język wyborczy Trumpa czy Prawa i Sprawiedliwości, tłumacząc sobie to w sposób, jaki dzisiaj tłumaczą to niektórzy komentatorzy. Rozumiem już, że część pomijanego społeczeństwa, pomijanego latami, dekadami, ma w sobie tyle frustracji, że zgadza się na język wyborczy, język publicznej debaty, który jest pełen nienawiści wobec rządzącej elity. Przetrawiłem to i zrozumiałem. Trudniej jest mi w ten sposób myśleć o Wschowie. Ale czuję, że byłbym nieuczciwy, gdybym udawał, że tutaj zadziałał tylko cynizm bez tego tła, na który zwracają uwagę co niektórzy publicyści.

Jeżeli do tej pory myślałem, że wyborczy język Stowarzyszenia Odnowy Samorządu świadczył o tych ludziach, to dzisiaj bliższy jestem tezie, że ten sposób mówienia w kampanii wyborczej był koniecznością. Czyli innymi słowy, brutalna kampania nie świadczyła o autorach, tylko o rządzących. To rządzący doprowadzili część lokalnej społeczność do tego, że nie było innego sposobu pozbycia się ich, jak tylko właśnie w ten sposób i tymi metodami. Najedzony, pewny siebie, cyniczny, pełen władzy i majestatu Rzym mógł zostać pokonany jedynie przez barbarzyńców, bo jak pokazywała historia wschowskiego samorządu, cywilizowane metody wyborcze umacniały tylko rządzących. Bo kiedy ma się władzę w swoich rękach, to ma się też narzędzia, żeby tuszować własne barbarzyństwo, przemoc i siłę, nadając temu wymiar prawa, samorządności i troski o gminę. W ten sposób w którymś momencie – bo to przychodzi po latach, nie od razu tak się dzieje przecież – nie ma innego wyjścia, jak dokonać zmiany władzy w sposób brutalny, bez oglądania się za siebie, bez wyrzutów sumienia, w przeciwnym wypadku – takich czasów dożyliśmy – nie sposób przekonać do siebie tę sfrustrowaną część społeczeństwa, która nie wierzy już w okrągłe zdania, moc prawa itd., itp. Sfrustrowana część społeczeństwa wierzy, że ktoś wykrzyczy ich poniżenie, strach, i wieloletnią zgodę na systemową przemoc. I musi to być bezwzględny głos, donośny, żeby elita, władza doznała tych wszystkich krzywd, które doznaje sfrustrowana część społeczeństwa.

W tym miejscu konieczna jest dygresja. Po tym w jaki sposób wygrał SOS wybory we Wschowie, wiele razy słyszałem, że dzisiaj to jest jedyny sposób na wygraną: czyli prowadzenie cynicznej, populistycznej, manipulacyjnej propagandy. Tylko ona jest w stanie przekonać do siebie mieszkańców. Takie opinie często słyszę. Wydaje mi się, że mówi się tak, bo wciąż identyfikuje się wyborczy język SOS-u z konkretnymi osobami, myśląc, że skoro takim językiem się posługiwali, to znaczy, że są ludźmi tego pokroju. Ale gdyby przyjrzeć się temu w sposób, który opisałem wyżej, to okazuje się, ze ten opis miasta, który zaproponował SOS, miasta zdegradowanego i w ruinie był wtedy koniecznością. Brutalny często atak na osoby, związane z poprzednia władzą był koniecznością. I wbrew pozorom odpowiadają za to elity rządzące. W takim wymiarze brutalny język wyborczy nie przekona ponownie wyborców, bo ci póki co, nasycili się żądzą zemsty. I ten stan będzie jeszcze trochę trwał póki znowu nie wykolei się kolejna grupa samorządowców.

I jeszcze druga dygresja równie konieczna. Można pomyśleć, że pochwalam i nawołuję wręcz do brutalnej kampanii wyborczej, albo – można uznać – że tłumaczę agresję wyborczą. Nie, właśnie nie pochwalam i nie tłumaczę. Dostrzegam w tym naturalny mechanizm, który się po prostu ujawnił i widać to nie tylko we Wschowie, ale w wielu różnych miejscach na świecie. Frustracja, gniew i niezadowolenie do tego stopnia dojrzały, że nie sposób tego powstrzymać z jednej strony, z drugiej są to tak silne emocje, że w końcu zrywa się z poprawnością polityczną, żeby powiedzieć o tym, o czym myśli się od dawna, co się czuje, czego się chce.

Osobną, ale bardzo ważną kwestią, pozostaje odpowiedź na pytanie: co dalej po tak krwawych godach, jak sprawować władzę i – bo myślę, że to raczej kwestia psychologii, niż umiejętności zarządzania miastem – i czy środowisko, po prostu, decydując się na taką kampanię, nie zapłaciło zbyt wysokiej ceny. Bo myślę, że prowadząc taką kampanię, brutalną, ale konieczną, wcześniej czy później trzeba za to zapłacić, jakąś częścią siebie. Jedni sobie z tym radzą, inni niekoniecznie. Jedni rezygnują od razu z takiego języka, bo mają w sobie tyle siły i odwagi, inni nie potrafią, nie mogą, nie chcą, nauczyli się, że tylko w ten sposób można (pozornie) zdobywać wyznaczone cele. Innymi słowy wykonuje się ogromny wysiłek, godząc się na rzeczy, które w normalnych warunkach nie powinny mieć miejsca, ale koszty takiego przedsięwzięcia są nie do przewidzenia. I właśnie to ,,nie do przewidzenia” się dzieje na naszych oczach. Skłonny jestem nawet uznać, że to jest cena, którą trzeba zapłacić, być może nawet taką, że w następnych wyborach nie zostanie śladu po tym środowisku, ale za to będzie przestrzeń do budowania miasta w trochę innych, przejrzystszych warunkach.

Dlatego, kiedy ostatnio rozmawialiśmy w nowym programie Zw z Małgorzatą Wojnarowską, Magdaleną Strzałkowską, Tomaszem Szwarcem i Olkiem Ziemkiem, to w sprawie drugiej edycji Wschowskiego Budżetu Obywatelskiego padł również taki głos – źle to wygląda w jaki sposób rozegrano ten budżet, ale jest to nowa inicjatywa, dajmy władzy szansę, żeby nadal myśleli nad tym, jak przeprowadzić WBO, aby nikt nie miał zastrzeżeń i nikt też nie myślał, że owszem jest nowa władza, ale praktyki są stare. Nie wiem, czy coś z tego wyniknie, ale dzisiaj jestem podobnego zdania. Tak, źle to wygląda, bardzo źle, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to naprawić. I niech kolejna edycja budżetu będzie dla tych ludzi, którzy zarządzają Wschową, sprawdzianem. Czy poza brutalną kampanią, potrafią sprawiedliwie zarządzać gminą, czy chcą się tego uczyć, wyciągać wnioski i w związku z tym zdefiniować WBO ponownie.

Ps. Zdaję sobie sprawę, że Czytelnik może uznać, że autor pisze to, co pisze, bo szykuje się na dyrektora CKiR 😉 jak to czasami w komentarzach co sprytniejsi potrafią wyartykułować. Muszę więc napisać, że autor ma inne marzenia i jeżeli nie spełni swojego największego marzenia, o którym autor z nikim się nie będzie tutaj dzielił, to zamierza w przyszłości zostać dobrze zapowiadającym się pomocnikiem murarza. Innych marzeń autor nie ma.

 

2 odpowiedzi

  1. E viva murarka i praca na swiezym powietrzu!

    Polubienie

  2. Duszno mi bylo po tym artykule i jak po kazdym bolal mnie leb. To jest jakas analiza analistycznej analnej analizy politycznej?Po co to komu? Socjologom? Politologom? Chcesz oswiecic spoleczenstwo? Nie zrozumie bo to tylko popisy erudycji utalentowanego ambitnego dziennikarza ktory sie tlamsi i belkocze.” o tym co sie nie nadaje we Wschowie” -tak powinien brzmiec tytul bloga .Wiec ograniczony i niewidoczny jest to kawalek swiata dla ewentualnych czytelnikow. Nie widac po blogu zebys mial aspiracje zwiazne z CKiR wiec to jest zbyt subtelne uzewnetrznianie sie to tak jak z moim ostrym komentarzem…Czytelnik zapyta co ona chce?A nic 🙂 takie mam osobiste motywy do krytyki .Proste. Zycze spelnienia marzenia numer 1 ale blizej ci do spelnienia drugiej grozby czyli zostania dobrze zapaowiadajacym sie pomocnikiem murarza albo trzeby wyjsc do swiata! Ale z lekkoscia polotem fantazja a ten caly ciezar proponuje wyrzucic na smietnik!

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do gioia Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.