Wstałem dzisiaj przed szóstą. Syn wyjeżdżał do Zielonej Góry. Miałem jeszcze pospać, ale nie pospałem. Na facebooku youtuberka się ogłaszała, że audycja, że kanał prowadzi, zdaje się kawa i awangarda. Zajrzałem. I dobrze. Mówiła o trip-hopie. Co ja wiem o trip hopie. Przez cały dzień w związku z tym wałkuję Moloko. W jej klasyfikacji zajęła piąte miejsce, ale to nie ma znaczenia. Świetnie się przy tym bawię. Kot wtedy wariuje i muszę kota wypraszać z pokoju.
W międzyczasie na zw wylewa się w komentarzach hejt na obecną władzę. Pewnie nie powinienem tego pisać, ale to źle świadczy o hejterach. W piątek jechaliśmy z Olkiem do Sławy na jubileusz małżeństw. Olek mówi: gmina dostała dofinansowanie, jest budżet obywatelski, planują ścieżkę rowerową do Lginia w następnym roku. Są inwestycje, nie zadłużają się. To dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze (w sensie radni się czepiają, hejt pod artykułami). Mówię do Olka, bo to jest jak z filmem Bogowie. Jedna z ostatnich scen, to rozmowa profesora Molla ze Zbigniewem Religą. Moll pyta Religę: wie pan na czym polega problem?. A Religa wymienia różne udoskonalenia, które jego zdaniem mogą pomóc transplantacji serca. Na co Moll za każdym razem mówi: nie, to nie jest problem. W końcu tłumaczy Relidze, że problem jest w braku pokory. Wtedy, kiedy jechaliśmy do Sławy byłem przekonany, że tej pokory nie ma tylko obecna władza, ale dzisiaj myślę, że tej pokory nie ma również we mnie, w osobach, które hejtują obecną władzę, w opozycji.
W międzyczasie dowiaduję się również z fb (całe życie na fb), że na szlaku bluszczowym dzisiaj mikołajkowe bieganie. Myślę sobie, jasna cholera, zapomniałem. Idę do firmy po aparat. W związku z tym, że nie posiadam samochodu, a nawet gdybym posiadał, to i tak bym do firmy nie dojechał, bo należę do tej elity, która nie posiada prawa jazdy, więc idę do firmy 20 minut, potem stamtąd na bluszczowy szlak. W sumie idę i idę, nie męczę się za bardzo, ale myślę, mogłem nie zaglądać na fb, nie musiałbym chodzić
Na szlaku bluszczowym widzę zapaleńców. I tych, którzy zorganizowali po raz trzeci bieg i tych, którzy biorą w nim udział. Przez chwilę rozmawiam ze znajomym, który kiedyś był bliskim znajomym, a teraz jest dalekim znajomym i znowu jedyne co mi przychodzi do głowy, to jasna cholera, jak bardzo ta lokalna polityka wdarła się między nas. Trudno. Co zrobić. Trzeba to przeczekać.
Wracam. W domu Moloko. Wiadomo trip hop. Zastanawiam się. Dobrze, czy niedobrze jest? Rano zamieściłem relację z sobotniego meczu WSTK. W rozmowie z trenerem dopytuję o jednego z zawodników. Prawdę mówiąc wiele razy chciałem zapytać o tego zawodnika. Nie pytałem. Z różnych powodów. Bo widziałem, że chłopaki dają z siebie wszystko, dużo, bo im zależy. Naiwnie myślałem, że jak będę opisywał tylko ten aspekt gry, to im się to jakoś poukłada. Taki brak pokory, kiedy się myśli, że to, co się pisze działa terapeutycznie. Nie zadziałało. Potem myślę, a może teraz, po tym artykule, wywiąże się dyskusja? Nie wywiązuje się. Wiem tylko, że WSTK ma poważny problem. I trzeba rozmawiać. No ale nie jestem z WSTK, jestem spoza tego klubu. Nie rozmawiam. Piszę.
Od ubiegłej niedzieli biegam. No może nie biegam. Bo to za dużo powiedziane. Przygotowuję się do biegania. Zacząłem w ubiegłą niedzielę. 1 minuta biegu, pięć minut marszu przez 30 minut. I tak cały tydzień (a dokładnie 4 dni w tygodniu). Dzisiaj nowy tydzień i według planu treningowego zaliczyłem 2 minuty biegu, 4 minuty marszu. Radzę sobie z tym. Czuję się lepiej. Sens widzę w życiu, bo mi ostatnio umykał. Oddycham. Bo od dłuższego czasu nie oddychałem. Syn mi buty przywiózł, bluzę jego założyłem i spodnie dresowe oraz bezrękawnik Krzysia Owoca. I tak ubrany przez wszystkich, tylko nie przez siebie, biegam, tzn. przygotowuję się do biegania. I w następnym roku wezmę udział w biegu mikołajkowym i w innych biegach również. Jeżeli dożyję oczywiście.
No i potem rozmawiam z córką, bo jest na studiach. Ma podobną wrażliwość do mojej i wiem, że łatwo nie jest. Opowiadamy sobie o różnych zwątpieniach, z czym się siłujemy i że świat na tej szerokiej drodze jest do dupy. Ok., mówię, to prawda, jest do dupy, ale na szczęście jest wąska droga, można na niej się odnaleźć. I na pewno nie warto udawać, chociaż wiem, że to nie takie łatwe w tym wieku, że szeroka droga też ma coś do zaoferowania. Nie ma.
Z Moloko polecam utwór Familiar Feeling. Jeżeli ktoś ma kota, to kota trzeba wyprosić.
Dodaj odpowiedź do gioia Anuluj pisanie odpowiedzi