,,Potrzebuję też czasem mieć oparcie w kimś”*

Przy okazji programu ,,Kwadrans z książką” kilka razy w rozmowie z Małgosią Wojnarowską wspominałem o tym, że powieści, które omawiamy zajmują się człowiekiem. Ilekroć o tym mówiłem, był to zarzut. I wobec książki, jej treści i wobec autora i wobec powszechnego zachwytu człowiekiem jako takim, jego emocjami, tym, w jaki sposób buduje relacje z innymi ludźmi, dlaczego je tworzy tak a nie inaczej, dlaczego dąży do tego, do czego dąży i w jaki sposób. Literatura, którą się zajmujemy, a jest to naprawdę literatura dla średnio rozgarniętych, najczęściej na celowniku ma człowieka, jakby to, co człowiek miał do zaoferowania, było godne jakiejkolwiek uwagi. Można się o to pokłócić, ale według mojej wiedzy człowiek z natury jest zły, egoistyczny, czy tam  egocentryczny. Jak zwał, tak zwał. Żadne prawo na świecie nie zakłada inaczej, stąd wszędzie i dookoła mnóstwo środków przymusu, ponieważ w swojej istocie prawo zakłada, że człowiek z natury będzie dążył do tego, aby w pierwszej kolejności zaspokoić swoje potrzeby, a jeżeli trzeba, to zaspokoi je kosztem innych bez mrugnięcia okiem.

I o tym są polskie dwa filmy, które ostatnio miałem przyjemność obejrzeć, czyli Zjednoczone Stany Miłości i Kamper.

Pierwszy opowiada cztery historie kobiet, drugi koncentruje się na związku dwojga osób. I jeden i drugi film na poziomie idei mówi o tym samym. Człowiek jest w centrum wszechświata, jego emocje, paranoje, wątpliwości, słabości i szaleństwa. Nie ma niczego poza tym. Poza człowiekiem. Żadnych innych wartości. I to się chyba podoba. O ,,Zjednoczonych Stanach Miłości” w ostatnim Tygodniku Kulturalnym (w każdy piątek, późną porą na TVP Kultura) powiedziano, że film odnosi sukcesy poza granicami kraju. W formie przypomina Kieślowskiego, chwilami zbyt natrętnie (szczególnie druga historia kobiety, grana przez Magdalenę Cielecką).

Pomijając jednak poziom idei tego filmu, trudno odmówić temu obrazowi świeżości. Minimalnymi środkami, ale intensywnymi jednocześnie i wymownymi reżyser raz lepiej, raz gorzej opowiada o tym, o czym każdy średnio rozgarnięty widz wie: życie jest chujowe, a ludzie są mniej lub bardziej chujowi. Tak  w jednym, jak i drugim filmie (chociaż w Kamperze pojawiają się przebłyski innych wartości, do których bohaterowie mogliby ewentualnie się odnieść) fabuła skrojona jest na miarę: Człowiek i to, co od niego pochodzi jest miarą wszechrzeczy.

W ,,Zjednoczonych Stanach Miłości” nie ma szczerych rozmów, które mogłyby ten film podnieść o jeden poziom wyżej. Są natomiast odtworzone z wdziękiem, nie mówię, że bez wdzięku, lęki, którym zabrania się artykulacji. Ot tak, po prostu, jakby scenarzysta, reżyser założyli, że w takim kraju, jak Polska, w takiej kinematografii, bohaterowie nie rozmawiają ze sobą, choćby nie wiadomo jak bardzo intymne łączyły ich relacje. Twórcy filmu, chyba po to, żeby uwiarygodnić przekaz, odbierają każdemu z bohaterów prawa do konfrontacji, wiarygodności. Tak jest prościej. Bo gdyby dać im prawo do tego, żeby powiedzieli o tym, co ich dręczy, to mielibyśmy zupełnie inna historię, bogatszą i ciekawszą. A tak mamy, to co mamy. Nagrody na zagranicznych festiwalach filmowych tylko dlatego, że w sposób znany od lat mówi się o człowieku to samo, tylko może bardziej współcześnie: Nic mnie nie obchodzi poza mną samym. Trochę za mało, żeby stać się arcydziełem.

Podobnie jest w ,,Kamperze”. Chociaż do pewnego momentu można mieć poczucie, że poza egoizmem bohaterów, pojawią się inne wartości. I nawet się pojawiają – scena w której główny bohater rozmawia z przyjacielem, który odradza prosty schemat zemsty. Ale później wszystko idzie według tego samego szablonu, co w ,,Zjednoczonych Stanach Miłości”. Jedynym punktem odniesienia jest ludzki egocentryzm.

Spodobały mi się te dwa filmy, bo odtworzyły mój sposób myślenia, mniej więcej 18-latka. Taki powrót do przeszłości. Nic więcej. To są dobre filmy, które mówią o tym, co jest znane od tysięcy lat. I w tym jest problem. Bo wszystko, o czym te filmy mówią, powiedzieli ludzie mądrzejsi (np. Kohelet) kilka tysięcy lat temu. A można mieć wrażenie, jakby autorzy odkrywali kopalnie Salomona.

Ten teledysk poniżej, to obraz do filmu ,,Kamper”. Więcej w treści tego utworu jest niż w samych filmach.

* Tytuł zaczerpnięty z tekstu: Pezet&Czarny Hifi ,,Co jest ze mną nie tak”

3 odpowiedzi

    1. Nie wiedziałem, że Blake’a masz na oku 😉 Myślałem, że gustujesz we włoskich twórcach.

      Polubienie

Dodaj komentarz

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.