W opinii mieszkańców radny jest najczęściej bezradny

Jak już wspominałem, nie mam dobrego zdania o mieszkańcach, radnych, a nawet do pewnego stopnia o burmistrzach, wójtach i prezydentach (chociaż do tych ostatnich najmniej można mieć uwag ze względu na to, że burmistrzowie ze względu na umocowanie prawne mogą ewoluować, mieszkańcy i radni raczej pozostają na tych samych pozycjach niewiedzy). Właściwie nie można mieć pretensji ani do mieszkańców, ani do radnych, ponieważ moje niezbyt pochlebne zdanie na ich temat bierze się z przypisanej im ustawowo biernej roli w samorządzie (pomijam czas wyborów). Więc w pewnym sensie nie są winni temu, że ich wiedza o tym, jak funkcjonuje samorząd/gmina od strony administracyjnej/prawnej jest bezwzględnie niedostateczna.

Radni schodzą się i podnoszą ręce

Niby radni pełnią rolę uchwałodawczą, tzn. podejmują uchwały, które potem realizuje burmistrz. Ale prawdę mówiąc, najpierw te uchwały przygotowuje burmistrz (w praktyce odpowiedzialni za to są urzędnicy), potem – jeżeli jest taka wola – urzędnicy tłumaczą radnym na komisjach znaczenie poszczególnych uchwał, a następnie na sesji radni schodzą się i podnoszą ręce, uchwalając to, co zostało wcześniej przygotowane przez burmistrza (urzędników). Pomimo tego, że ustawa o samorządzie daje radnym możliwość wprowadzenia pod obrady uchwały – w praktyce raczej to się nie zdarza lub zdarza się bardzo rzadko. Ewentualnie – bo takie zachowania mają miejsce częściej – wprowadzane są drobne zmiany w zapisie uchwały. Nic ponadto. Po prostu do tego sprowadza się rola radnych i ta rola została wyznaczona skądinąd w ustawie o samorządzie gminnym.

W opinii mieszkańców radny jest najczęściej bezradny

Mieszkańcy (których wiedza o samorządzie jest najmniejsza, a którzy stanowią gminną wspólnotę samorządową) poza udziałem w wyborach samorządowych, od czasu, kiedy powszechny stał się dostęp do Internetu, udzielają się również na wszelkiego rodzaju forach i lokalnych portalach. Piszą tam najczęściej źle o radnych, że nie wspomnę o burmistrzu lub urzędnikach. W opinii mieszkańców radny jest najczęściej bezradny – to taka potoczna i obiegowa opinia o tych, których mieszkańcy do Rady Miejskiej wybrali. Wiadomo – łaska mieszkańca, który posiada najmniejszą wiedzę o samorządzie na pstrym koniu jeździ. Pomijając jednak te skądinąd złośliwe opinie na temat wiedzy mieszkańców (najczęściej wiedzy populistycznej) pomysł, że radny jest bezradny jest o tyle krzywdząca, że bezradność radnego leży nie w jego w intencji, ale w duchu ustawy o samorządzie.

Dlatego też dieta radnego jest prawdę mówiąc symboliczna

Radny naprawdę za dużo nie może. I to z wielu powodów. Po pierwsze prawo od niego nie wymaga, żeby posiadał wiedzę merytoryczną (taką bezwzględnie powinien posiadać urzędnik). W związku z tym prawo też nie wymaga, żeby był ekspertem w jakiejś dziedzinie (np. podatków lokalnych), dlatego też dieta radnego jest prawdę mówiąc symboliczna. Prawo wymaga od radnego jedynie, aby kierował się dobrem mieszkańców, żeby z tymi mieszkańcami miał kontakt od czasu do czasu, i żeby postulaty mieszkańców przedstawiał Radzie i burmistrzowi. Nie jest nawet zobowiązany do przestrzegania jakichkolwiek wytycznych, dawanych przez mieszkańców. Ot, i cała rola.

A i tak bardziej to zależy od osobowości radnego

Oczywiście powinien przychodzić na sesje i komisje, brać udział w głosowaniu. Jak ma szczęście i jest w grupie burmistrza, a grupa ma większość, to bardzo prawdopodobne, że jakieś postulaty mieszkańców zgłaszane radnemu, będą zrealizowane. A i tak bardziej to zależy od osobowości radnego, niż daje mu taką możliwość ustawa o samorządzie. Zdecydowanie trudniejsze zadanie ma radny, który nie jest w koalicji rządzącej. W związku z tym, że ustawa w żaden sposób nie daje mu żadnych innych narzędzi, bardzo prawdopodobne jest, że jego postulaty, czyli de facto postulaty części mieszkańców nie znajdą żadnego posłuchu. Jaka jest wtedy rola radnego opozycji? Prawdę mówiąc – żadna. Dosłownie żadna. Może jedynie perorować podczas obrad komisji lub Rady Miejskiej. Na nic więcej nie może liczyć. Nic więcej nie gwarantuje mu też prawo. Taki radny w przenośni i w rzeczywistości jest bezradny. Jedynym zadośćuczynieniem za taką rolę jest symboliczna dieta.

Podejrzeć, w jaki sposób działa potężna, merytoryczna machina administracyjna

Prawdę mówiąc rola radnych i Rady Miejskiej (no może poza kompetencjami komisji rewizyjnej) najczęściej sprowadza się do tego, że dzięki nim można podejrzeć, w jaki sposób działa potężna, merytoryczna machina administracyjna. To i tak jest tylko przedsionek tej machiny, który nam się ujawnia dzięki radnym i Radzie Miejskiej, a i tak, to już jest coś. Dzięki temu jest szansa zrozumieć, jak działa samorząd. Być może powierzchownie, ale jest to niezłe przygotowanie do poszerzenia swojej wiedzy.

Sam opis, to zbyt mało, żeby coś zmienić

I na koniec tej części, przytoczę wypowiedź Jacka Żakowskiego z 31 grudnia, zasłyszaną w TokFm (no bo gdzie indziej). Dotyczy ona osób, które idą do polityki, ale nie sposób tej wypowiedzi  nie przełożyć na lokalną, samorządową rzeczywistość. Bo jeżeli tak Żakowski diagnozuje problem w skali makro, to co dopiero w sakli mikro. Otóż Żakowski powiedział, cytuję: Do polityki idą ludzie, którzy nie kapują (w sensie nie rozumieją – mój przyp.), nie czytają, lub mało czytają (w sensie mało lub wcale nie czytają eksperckich, współczesnych tekstów socjologicznych, filozoficznych, ekonomicznych itp., bo że czytają np. romanse, to wcale nie oznacza, że coś czytają – mój przypis), są dobrzy w gierkach politycznych, nie pytają mądrych bo to jest nieprzyjemne, ryzykowne, trudne.  Politycy nas nie reprezentują. Ich interesują ich kariery, a nie rzeczywistość. Koniec cytatu, a fragment pochodzi z rozmowy z Piotrem Najsztubem. Myślę, że to samo dotyczy samorządu. I to nie jest zarzut, tylko opis rzeczywistości. Sam zresztą opis to zbyt mało, żeby coś zmienić w tej sferze. Mam nadzieję, że zajmując się na tym blogu, w nowym roku, strukturą samorządu, czyli powierzchowną Radą, merytorycznym Urzędem i burmistrzem między nimi, uda się coś więcej poza opisem stanu posiadania.

2 odpowiedzi

  1. Co to znaczy „nas” nie reprezentują. Kogo? Kogo ma na myśli Jacek Żakowski, mówiąc „nas”? Do Sejmu wchodzą ci, którzy reprezentują największą grupę wyborców. O mandacie posła nie decyduje test z kapowania, czytania i znajomości z mądrymi. Taka błahostka umknęła JŻ. Ma jakiś problem z kapowaniem rzeczywistości?

    Polubienie

    1. Cześć Ksawery. Odpowiem, kopiując komentarz z facebooka, bo trochę nawiązuje do Twojego pytania, a z drugiej strony tłumaczy dlaczego tutaj Żakowskiego wstawiłem. Poza tym Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku.
      Ta wypowiedź Żakowskiego, którą tutaj przytaczam bardziej ma zachęcić do lektury tekstu na moim blogu, bo rzeczą zrozumiała jest, że Żakowski celowo przesadza z oceną, żeby wskazać na problem braku ekspertów, a tym samym nawiązać do demokracji deliberatywnej. Ale to tak na marginesie. Mnie bardziej systemowe rozwiązania interesują w relacjach między organem stanowiącym (radni) a wykonawczym (burmistrz), a już szczególnie w tych relacjach interesuje mnie administracja. O słabości rady w relacjach z organem wykonawczym wypowiadają się chyba wszyscy, którzy zajmują się tą tematyką. Na problem z dostępem do rzetelnej informacji, na systemowy brak współpracy z aparatem administracyjnym, do którego z kolei ma nieograniczony dostęp burmistrz, ale również np. Zarząd Powiatu, czy Zarząd Województwa. Stąd nie tylko moja teza, że radny, jeżeli bywa bezradny, to jest to efekt ustawy o samorządzie i tego, jaką rolę ustawodawca rozpisał radnemu. A rozpisał ją naprawdę bardzo oszczędnie. Pytanie zatem sobie zadaję, co można w ramach obowiązującego prawa zrobić, żeby wzmocnić rolę Rady, a co należałoby zmienić na poziomie samej ustawy.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Ksawery Anuluj pisanie odpowiedzi

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.