1. Słowo na niedzielę: Rewolucja i jej uspołecznione efekty, czyli moje chrześcijaństwo

Napisałem, że pójdę, posłucham kazań w trzech wschowskich parafiach i napiszę, co myślę. To prawda. Tak będzie. Ale zanim to zrobię, mam poczucie, że powinienem kilka słów dodać, żeby wytłumaczyć moje intencje. Przynajmniej  podjąć taką próbę. Nie chciałbym zostawiać wrażenia zajadłości. Że jak ksiądz Adam świecką instytucję, to ja teraz instytucję kościelną potraktuję w podobny sposób. Nic z tego. Od dawna szykuję się z wprowadzeniem na blogu wątku religijnego. Nie było do tej pory dobrej okazji. Czy ta jest dobra, do końca nie jestem o tym przekonany, ale gdybym miał znowu czekać na nie wiadomo co, to pewnie czekałbym kolejne kilka lat.

Chrzest niemowląt

Do 18 roku życia byłem katolikiem. Jak większość osób, nie z własnej woli. To nie jest zresztą zarzut. Taka jest tradycja kościoła, że rodzice chrzczą niemowlęta i to jest przyczynek do udziału w dalszych praktykach religijnych. Pochodzę z rodziny katolickiej, więc też zostałem przyłączony do kk nie z własnej woli, a siłą tradycji, której rodzice byli wierni. Odejście od katolicyzmu na pewno było  wynikiem kryzysu religijnego/światopoglądowego. A w dużej mierze kryzys był z kolei wynikiem mojego wieku. To dobry wiek, żeby podważać wszystko, co cię dookoła otacza, a potem nieść tego konsekwencje. Katolicyzm wtedy nie odpowiadał na wiele moich duchowych rozterek, za to odpowiedział na nie protestantyzm.

Świat kościołów ewangelikalnych

Przeżyłem, jako protestant, około 10 lat dojrzałego już życia (do około 25 roku dość intensywnie). Protestantyzm jest dość zróżnicowanym pojęciem, więc tutaj koniecznie muszę dodać, że zdecydowanie bliżej mi było do kościołów ewangelikalnych, które powstawały lub wywodziły się – mówiąc w skrócie – z historycznych kościołów protestanckich. Świat kościołów ewangelikalnych jest tak zróżnicowany, niejednorodny, kolorowy, chwilami sekciarski, ale który kościół nie jest, że chłonąłem tę jego różnorodność łapczywie. I to w tym czasie (co jest zrozumiałe i naturalne dla protestantów) namiętnie czytałem Biblię. Nie chodzi o to, żeby się tym chwalić, ale żeby oddać mój ówczesny i dzisiejszy punkt widzenia. Jeżeli mnie pamięć nie myli Stary Testament mogłem przeczytać kilka razy w całości. Nowy Testament – myślę, że co najmniej kilkanaście razy, jeżeli nie więcej.

W kościołach ewangelikalnych, które poznałem, wszyscy czytali Biblię, wszyscy się ze sobą spierali, rozmawiali, interpretowali, znali obszerne fragmenty na pamięć, zaskakiwali odkryciami intelektualnymi, historycznymi itp. Poznałem w tym czasie i byłem ich zresztą szalenie ciekaw najróżniejsze kościoły ewangelikalne – wszelkie odmiany kościołów baptystycznych, zielonoświątkowych, kościołów, które swoje źródło upatrywały w naukach chińskich protestantów – Watchmena Nee i Witnessa Lee i ich różne odmiany w Polsce, branhamowców, wywodzących się od amerykańskiego pastora Wiliama Branhama, adwentystyczne i inne.

W międzyczasie uczyłem się greki, bo zacząłem zdawać sobie sprawę, że Nowy Testament muszę znać w oryginale. Zresztą – nie pamiętam już nazwy – katolickie wydawnictwo wypuściło grecko-polski Nowy Testament plus dodatkowe wydawnictwo, zawierające spis wszystkich greckich słów, zawartych w Nowym Testamencie z lokalizacją słów – gdzie, w której księdze, w którym rozdziale itp. Zaczytywałem się w tym. Do dzisiaj pamiętam, że ilekroć Jezus mówił w ewangeliach nawróćcie się, używał zwrotu metanoia, czyli zmieńcie myślenie.

W stronę świeckiego humanizmu

Wraz z końcem tego etapu w życiu przechodzę kolejny kryzys religijny, zostawiam za sobą religię jako taką i – żeby to nie zabrzmiało zbyt górnolotnie – kieruję się w stronę świeckiego humanizmu. Ktoś z moich znajomych, a może z rodziny podsumował ten etap mniej więcej tak, mówiąc, że to standard – od katolicyzmu przez protestantyzm do ateizmu.

Z tym ateizmem bywało różnie. W każdym razie to, czego w tym czasie doświadczyłem, co zrozumiałem, w jaki sposób spoglądałem na chrześcijaństwo zacząłem odnajdywać u świeckich autorów, których nie podejrzewałbym o chrześcijańskie inspiracje np. u Zygmunta Kałużyńskiego, ale również, w trochę innym wymiarze w Mechanicznej Pomarańczy Burgessa, czy w Zbrodni i karze Dostojewskiego. Analogicznie do powieści Dostojewskiego elementy rewolucji chrześcijańskiej odnajdywałem w filmach ,,Dług” i ,,Plac zbawiciela” Krauzego. Pewien rodzaj duchowości chrześcijańskiej można znaleźć w eseju Jadwigi Staniszkis ,,Antropologia władzy”. Tutaj Jadwiga Staniszkis interpretowała treść Traktatu Lizbońskiego. Jak sama pisała, jej interpretacja brała się z myślenia Wschodu. A pomimo tego, to, o czym pisała, było jakby żywcem wyjęte z Pawła z Tarsu (mam tutaj na myśli jego słynną wypowiedź: dla Żydów jestem Żydem, dla pogan jestem jako poganin, chociaż nim nie jestem, dla Greków jestem Grekiem, dla wszystkich jestem wszystkim). Łączenie głęboko pojmowanego chrześcijaństwa z urbanistyką, naukami społecznymi i filozofią, znajdowałem również w książkach Krzysztofa Nawratka. Często wracałem też do lektury ,,Bojaźni i drżenia” Kierkegaarda.

Od czasu, kiedy zajmuję się lokalną polityką, dziennikarstwem, szczególnie po lekturach książek Krzysztofa Nawratka (Miasto jako idea polityczna oraz Dziury w całym. Wstęp do rewolucji miejskiej) dochodzę do wniosku, że osoba, która zarządza miastem, burmistrz, wójt, prezydent powinna posiadać przynajmniej część cech charakterystycznych dla chrześcijaństwa. Nie myślę tutaj o chrześcijaństwie instytucjonalnym. Myślę raczej o chrześcijaństwie, jako postawie człowieka, bazującej na rewolucji, jaką głosił Jezus, ewentualnie bazującej na formie uspołecznienie tej rewolucji, jaką proponował Paweł z Tarsu w swoich listach.

Rewolucja

Chrześcijaństwo bierze swój początek wraz z pojawieniem się Jezusa. Każdy o tym wie. Jego nauczanie spisane jest w czterech ewangeliach. To, czego nauczał Jezus jest rewolucją, ewenementem w skali spisanej historii świata. Pozostałe księgi Nowego Testamentu, część Dziejów Apostolskich, wszystkie listy i apokalipsa Jana, to już element uspołeczniania nauk Jezusa, administrowania jego naukami, w pewnym sensie świadectwo kompromisów i kondycji człowieka wobec rewolucji, jaką proponował Jezus. Wyjątkiem byłby tutaj Paweł z Tarsu, ale to zupełnie osobny wątek. W chrześcijaństwie liczy się wspomniana rewolucja. Nie widzę jej nigdzie. Nie słyszałem o niej. Rewolucję zajęła jej forma uspołecznienia.Tym dzisiaj zajmuje się religia oraz szeroko pojęta sztuka.

Freud a chrześcijaństwo

Na facebooku w krótkiej wymianie zdań z prezesem stowarzyszenia Katolicka Wschowa, napisałem, że pójdę, oczywiście wezmę udział w nabożeństwach kościelnych, wysłucham kazań, które tam usłyszę i w każdą niedzielę kilka słów napiszę o tym, co usłyszałem i co myślę. W tej wymianie zdań, nadmieniłem, że uczestniczyłem na przełomie 2017 i 2018 roku w kilku nabożeństwach. Więc na koniec kilka słów o tym, jaki obraz mi się wyłonił z tamtego doświadczenia.

Byłem wtedy na mszach w dwóch kościołach – franciszkanów i Królowej Jadwigi. Większość kazań, jeżeli nie wszystkie zajmowały się grzechem, ewentualnie, jak wygląda życie po śmierci grzesznika. Miało to chyba na celu zachęcić wiernych do życia bez grzechu. Do podejmowania takich prób. Z mojego rozumienia nauk Jezusa, ten rodzaj retoryki komplikuje istotę chrześcijaństwa. To, że ludzie grzeszą i że sobie z grzechem nie radzą, było wiadomo przed Jezusem. Ten zresztą przyszedł i rozmawiając z różnymi osobami mówił im mniej więcej tak: słuchajcie, macie te wszystkie zewnętrzne przykazania, nakazy, czego wolno, a czego nie wolno robić. Staracie się. Nie zabijacie przyjaciół, nie zdradzacie żon, nie kradniecie itd. I wiecie co – mówił Jezus – pomimo tego, że tego nie robicie, czyli nauczyliście się już, wytresowaliście, że tak nie wolno, bo za to grozi wam kara to i tak to robicie. W jaki sposób? Ano w taki, że udaje się wam na zewnątrz zachować porządek, a wewnątrz, w swoich myślach, słowach zabijacie i gwałcicie (słynne Jezusa: wystarczy, że spojrzysz pożądliwie na kobietę, a już dopuściłeś się zbliżenia, wystarczy, że powiesz o innym, że jest głupi, a to tak samo, jakbyś go zabił). Innymi słowy co mówi Jezus? Z natury jesteście źli, grzeszni. Jak nie w czynach, to w myślach. Nie udawajcie więc świętoszków. Bo sobie z tym nie poradzicie. Nigdy. Ja was od tego uwolnię – twierdził Jezus. W jaki sposób? W prosty. Przestańcie skupiać się na tym, czyli na grzechu i jak go ominąć, skoro i tak nie jesteście sobie w stanie z tym poradzić. Skupcie się na Jezusie, tzn. na jego rewolucyjnym nauczaniu, naśladujcie jego.

Warto chyba dodać, że zanim urodziła się psychologia a Freud przeprowadzał swoje eksperymenty z psychoanalizy, Jezus o wiele wcześniej zdefiniował psychiczną część natury człowieka. Wskazał na napięcia, jakie istnieją między tym, co społeczne w człowieku (tym, co musisz, czego ci wolno, a czego nie wolno) a sferą jego wewnętrznych pragnień, marzeń i wszelkich innych fiksacji. Wraz z symboliczną śmiercią Boga, ogłoszoną przez Fryderyka Nietzschego, na scenie pojawia się psychologia. A wraz z psychologią wiara, że można to napięcie między człowiekiem wewnętrznym, a zewnętrznym uporządkować. W tym sensie psychologia zajmuje się tym, o czym słyszałem na grudniowych, może listopadowych nabożeństwach – na duszy, na człowieku, na jego słabościach. Koncentrując się na nich, próbuje rozwiązać wszelkie napięcia. W ogromnym skrócie jest to jeden z bardziej widocznych efektów uspołecznienia rewolucji Jezusa. Niczym się nie różni od tego, co słyszałem podczas wschowskich kazań w klasztorze i w kościele św. Jadwigi. Rewolucję Jezusa wypchnięto poza drzwi kościoła. A sam kościół zajął się ,,psychologią”.

Ten powyższy tekst jest długi. Jeżeli udało się komuś dotrzeć do tego miejsca, to jestem mu winien jeszcze jedno zdanie. Możesz się ze mną drogi czytelniku nie zgadzać lub uznać, że pozjadałem wszystkie rozumy. Możliwe, że tak jest. Ale jest to tez jedyny sposób, jaki znam, aby w miarę uczciwie opowiedzieć w jaki sposób rozumiem chrześcijaństwo i z jakich pozycji będę uzupełniał zakładkę na blogu o nazwie ,,słowo na niedzielę”

2 odpowiedzi

  1. Nieźle ujęte. Prawie że się zgadzam…

    Polubienie

  2. Czyli tzw. „świętość bez Boga”? Tego typu myślenie znajdziemy u wielu myślicieli laickich. Z polskich autorów można jeszcze wymienić „Chrześcijan bez Boga” Jacka Kuronia. Ba, doszliśmy nawet do takiego punktu, w którym można by powiedzieć za Jerzym Sosnowskim: „Jeśli nie jestem ateistą, jestem przygłupem”, gdzie wartości jakie niesie wiara (nie religia) traktowane są jako zbiór komunałów niegodnych uwagi. Jedyne co nam zostaje to uznanie, że win jeden i drugiej strony jest tyle, że obliguje to do życia we wspòlnym świecie wiary i niewiary.

    Polubienie

Dodaj komentarz

The enchanting psychedelic literature.

Welcome to Psychedelic. Here, we're dedicated to exploring the transformative power and profound insights found within the pages of psychedelic-inspired books and literature.